Początek następnego dnia był nieco inny niż zazwyczaj.
Dwudziestu czterech uczniów, otwierając swoje szafki zauważyło małe, białe karteczki wypadające z ich środka. Część zignorowała je całkowicie, inni wyrzucili zaraz po przeczytaniu. Jednak pięcioro z nich postąpiło inaczej niż reszta.
Nie do końca byli pewni co kierowało nimi przy podejmowaniu decyzji, jednak idąc na miejsce spotkania o wyznaczonej porze, każdy z nich odczuwał podobne emocje; zdezorientowanie, wątpliwość, strach oraz nadzieja.
Czyżby była to nadzieja na zrozumienie? A może jednak na bycie zaakceptowanym przez innych? Lub na szczęśliwe zakończenie?
Nie wiedzieli. Ale zdawali sobie sprawę, że taka okazja prawdopodobnie będzie pierwszą i ostatnią. Właśnie to sprawiło, że ich kroki stawały się coraz bardziej energiczne.
Spotkanie miało się odbyć w starej klasie plastycznej. Na ścianach sali znajdowały się kolorowe plamy po farbach, które zostawili po sobie nieusłuchani uczniowie. Podłoga była już nieco zniszczona, a tablica zdecydowanie swoje lata świetności miała już za sobą. W każdym kącie pomieszczenia stały najróżniejsze rośliny.
Pomimo tego, że wnętrze wydawało się zaniedbane, było świadkiem ogromu nieśmiałych wyznań, gorzkich łez, gorących pocałunków czy też bolesnych rozczarowań.
Dlatego Renjun wybrał właśnie to miejsce - po to, aby po minionych latach wciąż opowiadało nie tylko dawne historie ale również te, w których głównymi bohaterami miała zostać siódemka nastolatków.
Jako pierwszy przyszedł chłopak o karmelowym odcieniu skóry. Jego włosy były w kolorze ciemnego blondu, sprawiały wrażenie, jakby to słońce użyczyło nieco swoich promieni i nadało im blasku. Ich właściciel wchodząc patrzył na swoje stopy, jednak nie sprawiał przy tym wrażenia przestraszonego. Wyglądał bardziej jak osoba, która celowo chciała być ignorowana przez społeczeństwo. Nazywał się Lee Donghyuck.
Gdy zobaczył Jeno i Renjuna, siedzących na krzesłach ustawionych na środku sali, skinął im lekko głową na powitanie, po czym w ciszy zajął swoje miejsce.
Następnymi osobami byli dwaj chłopcy. Jeden z nich miał włosy w kolorze wyblakłego pomarańczu, zaś drugi, niższy od pierwszego, był jasnym blondynem. Park Jisung i Zhong Chenle. Co chwila szeptali sobie coś na ucho, a Chenle trzymał Jisunga za rękaw tak mocno, że nawet jeśli ten by chciał, nie dałby rady się odsunąć. Oni również usiedli na krzesłach.
Siedem minut przed właściwą godziną spotkania do sali wszedł brunet o twardym spojrzeniu. Przeszył wszystkich obecnych wzrokiem, jednak nie usiadł na krześle tak jak reszta. Zamiast tego, oparł się o ścianę i ze skrzyżowanymi ramionami przyglądał się wszystkiemu. Był to Lee Mark.
Przez sześć minut słychać było jedynie odgłosy dobiegające zza okna oraz cichą rozmowę Jisunga i Chenle.
Minutę przed rozpoczęciem spotkania do sali wbiegł zdyszany chłopak. Jego policzki były nieco zaczerwienione, włosy rozczochrane, a wokół niego wyczuwalna była aura niewinności. Przebiegł przestraszonym spojrzeniem po osobach w klasie, po czym zaczął przepraszać za spóźnienie.
- Nic się nie stało. Nie spóźniłeś się. - Renjun uśmiechnął się łagodnie. - Zaczynamy?
Odpowiedziała mu cisza.
- Nie będę tłumaczyć wam co tutaj robicie, bo zrobiłem to dając wam karteczki. Możliwe jednak, że zastanawiacie się dlaczego to akurat wy. - Mówił, bawiąc się palcami u rąk. - Obserwowałem was. Zauważyłem, że nie mówicie głośno o niektórych rzeczach. Chcę wam pomóc. - Uśmiechnął się lekko.
CZYTASZ
problems; nct dream
Fanfictiongdzie okazuje się, że wszelakie problemy są o wiele powszechniejsze niż nam się wydaje, lecz tylko nieliczni są w stanie je dostrzec. lub gdzie klub literacki staje się miejscem zwierzeń siedmiu nastolatków. tw! książka porusza tematykę myśli samobó...
