e p i l o g u e

288 24 16
                                        

Będąc szczerym, Donghyuck nigdy nie sądził, że doczeka tego momentu w życiu – chwili ukończenia jednego z najbardziej burzliwych rozdziałów swojego życia.

Spodziewał się, iż nim do tego dojdzie, zdąży sczeznąć w ciemnym zaułku, wykończony po kolejnej bójce; samotny i zmęczony ciągłą walką.

A jednak – był tutaj i to wcale nie sam. Miał przyjaciół, którzy jednocześnie byli także najbardziej wartościową częścią jego egzystencji. Mimo to... brakowało tutaj kogoś.

Nieco trudno jest kończyć kolejny etap życia, po raz pierwszy bez osoby, która była z nim zawsze – niezależnie od tego co się działo i jak się zachowywał.

Tęsknota, ach, tęsknota – stała się niezmienną częścią jego życia, zastępując obecnego kiedyś bez przerwy ukochanego.

Jednak jego brak nie oznacza, iż Donghyuck przestał kochać – Mark zawsze będzie zajmował szczególne miejsce w jego sercu, jako jedyna miłość; jako pierwszy i ostatni.

Pisząc listy wciąż podpisuje się imieniem Haechan; gdy wraz z sezonem zimowym cały świat wypełnia zapach pomarańczy, on znacznie częściej myśli o utęsknionym ukochanym; on nie potrafi zapomnieć.

- Donghyuck? Już czas, musimy wychodzić.

Pogodny, a zarazem lekko zmartwiony głos Renjuna wyrwał go z zamyślenia.

Młodszy szybko otarł policzki, które nie wiadomo w którym momencie zostały udekorowane łzami, po czym podniósł się z łóżka, prostując wymiętą koszulę.

- Jestem gotowy. – powiedział pewnym siebie głosem, choć zarówno on, jak i Renjun wiedzieli, że jest to kłamstwo.

Starszy westchnął, po czym podszedł bliżej, by ułożyć dłonie na ramionach drugiego. Spojrzał mu w oczy i cichym głosem zapytał.

- Tęsknisz za nim, prawda?

Haechan spuścił wzrok, starając się powstrzymać kolejną falę łez.

- Po co pytasz, skoro od początku znasz odpowiedź?

Renjun westchnął po raz kolejny, obejmując przyjaciela w talii.

- Przepraszam. – wymruczał - Wszyscy za nim tęsknimy i... wiem, że nie jest to żadne pocieszenie, ale musisz pamiętać, że on zawsze będzie nas wspierał – nieważne gdzie, nieważne kiedy, po prostu zawsze.

Z gardła Donghyucka wydobył się lekki śmiech.

- Wiem. – odsunął od siebie niższego i posłał mu zadziorne spojrzenie. – Chodźmy. Skończmy w końcu tę pieprzoną szkołę.

Renjun uśmiechnął się szeroko, zaś chwilę później chłopcy wspólnie opuścili mieszkanie młodszego.

***

- Nie mogę uwierzyć, że już was nie będzie. – narzekał bez przerwy Jisung, gdy całą szóstką zmierzali w stronę domu Jaemina, będąc już po odebraniu dyplomów.

- Przestań narzekać, dzieciaku. – powiedział Jeno, niszcząc fryzurę najmłodszego. – Przecież będzie z tobą Chenle.

- To wcale nie jest pocieszenie. – wymruczał niezadowolony nastolatek, zyskując jednocześnie uderzenie w ramię od swojego chłopaka. – Auć! Przecież i tak spędzam z tobą każdą chwilę, jak codzienność może zmienić się w coś niespotykanego?

- Dla twojej wiadomości, też już mam cię dość, frajerze. – odpowiedział mu czarnowłosy, wywracając oczami. Wszyscy obecni zdawali sobie sprawę, że słowa te nie są zgodne z prawdą, jednak czasami można pominąć szczegóły tego pokroju, nie sądzicie?

problems; nct dreamOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz