f i v e

413 45 37
                                        


Renjun miał dość.

Miał dość ciągłej walki o bycie perfekcyjnym, liczenia kalorii i odmawiania sobie wszystkiego. 

Nienawidził tych głosów, które nawet przy łyku herbaty z jedną łyżeczką cukru wmawiały mu, że jest obrzydliwy i nie zasługuje na to. Miał po prostu dość.

Jednak nie chciał być zdrowy. Pragnął, aby inni patrzyli z przestrachem na jego wystające kości, bladą skórę i wory pod oczami. Marzył o chudych nogach, prześwitujących żebrach i zapadniętych policzkach.

Jego myśli przeczyły same sobie.

Mimo że inni martwili się o niego, on uważał to za niepotrzebne - przecież wszystko kontrolował, prawda?

W rzeczywistości już dawno uświadomił sobie, że te słowa są jedynie kłamstwem, które tak usilnie próbuje sobie wmówić.

Słyszał to cały czas. "Nie zasługujesz na jedzenie." lub "Jak osoba twojego pokroju może być chora? Po prostu szukasz wymówki."

Najgorszy był fakt, że to właśnie on wypowiadał te zdania.

Te myśli przechodziły mu przez głowę, gdy ponownie usłyszał burczenie w brzuchu. Wiedział, ze nie może nic zjeść. Pamiętał wczorajsze łzy, które spływały mu po policzkach, gdy do buzi wpychał kolejne ciastko. Nie mógł sobie na to znowu pozwolić.

Ignorując powtórne odgłosy dobiegające z jego żołądka, wykonywał kolejne brzuszki.

Bo przecież musi być idealny, nieprawdaż?

***

Haechan nie miał siły nawet na ciche okrzyki bólu.

Czuł popchnięcia, uderzenia oraz kopnięcia wymierzane w jego stronę. Jego ciało pulsowało z powodu cierpienia, a Donghyuck nie mógł już nawet płakać.

Błagał, żeby tylko skończyło się to jak najszybciej.

-Widzicie go? - usłyszał głos jednego z jego oprawców. - Ten spedalony dzieciak za chwilę zemdleje. Wzięliście pieniądze?

Wysoki brunet skinął głową i ruchem ręki wskazał na mały woreczek, trzymany przez nastolatka stojącego obok niego.

- Dobrze. - splunął na Donghyucka - Idziemy.

Grupa oddaliła się. Nastąpiła cisza.

Haechan przez chwilę leżał bez ruchu. Minęły... Sekundy? Minuty? Może nawet godziny. Ostatkiem sił przysunął się w stronę telefonu leżącego na chodniku.

Gdy go podniósł, dziękował za to, że wciąż działał. Szybko wybrał numer do jedynej osoby, która mogła mu pomóc.

Przez chwilę słyszał jedynie sygnał dochodzący z urządzenia.

- Haechan? Dlaczego do mnie dzwonisz?

- Mark. - wyszeptał. - Proszę, pomóż mi.

- Co? - słyszał zdenerwowanie pojawiające się w głosie starszego. - Co się stało? Gdzie jesteś?

- Oni... znowu to zrobili. - czuł jak jego oczy robią się coraz cięższe, a ból silniejszy. - Jestem na... parkingu za szkołą.

- Już tam biegnę. - słyszał głos nauczycielki krzyczącej do Marka, żeby wracał na lekcje. - Trzymaj się, boo.

Nikły uśmiech pojawił się na twarzy Donghyucka, gdy usłyszał przezwisko używane kiedyś przez Marka, jeszcze przed jego wyjazdem do Stanów.

problems; nct dreamOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz