- Co się dzieje?
Siedmiu chłopców siedziało w obszernym pokoju najstarszego z nich. Donghyuck z Markiem leżeli na łóżku, Renjun siedział przy biurku, kręcąc się na krześle obrotowym, Chenle ułożył się na dywanie, Jisung tuż obok niego, zaś Jaemin i Jeno cisnęli się na czarnym fotelu.
Pytanie doszło z ust Jaemina, a skierowane było do Chenle. Przez kilka miesięcy ich znajomości zdążył już zauważyć, że młodszy wcale nie należy do spokojnych osób, dzisiaj jednak wydawał się być wyjątkowo zamyślony.
- Nic. Wszystko jest w porządku. - wymamrotał jedynie blondyn, przyciągając kolana do klatki piersiowej.
Odpowiedź ta jednak nie usatysfakcjonowała Jaemina, więc marszcząc gniewnie nos, podniósł się, aby zająć miejsce naprzeciw Chenle.
- Na pewno?
Gdy młodszy podniósł na niego wzrok, Jaemin ujrzał w jego oczach strach i zmęczenie.
- Tak. Po prostu... Jestem ostatnio nieco zestresowany, ale niedługo wszystko powinno się rozwiązać. - odpowiedział cicho. - Przynajmniej taką mam nadzieję... - ostatnie słowa dopowiedział szeptem, sprawiając, że jedynie Jisung i Jaemin je usłyszeli.
Jaemin uśmiechnął się lekko w odpowiedzi.
- Rozumiem. Pamiętaj, że zawsze ci pomogę, wystarczy, że powiesz jedno słowo.
Chenle posłał mu słaby uśmiech.
- Wiem. Dziękuję.
Na chwilę w pokoju nastała cisza, którą jednak prędko przerwał Donghyuck.
- Co to za grobowa atmosfera? Zagrajmy w coś!
Twarze nastolatków momentalnie się rozjaśniły, wyrażając aprobatę. Chwilę później rozpoczęli głośną dyskusję na temat tego, którą zabawę wybiorą.
W końcu każdy lubi czasem udawać, że wszystko jest dobrze, prawda? Że problemy nie istnieją, a wypłakane kilka godzin wcześniej łzy magicznie zniknęły?
Cóż za ironia. Czuć się najlepiej, gdy dzieje się najgorzej. Niektórzy ze śmiechem oglądają jak ich życie rozpada się na kawałki. Tyle że wtedy może być już za późno.
Mimo wszystko, śmiech nie zawsze oznacza zdrowie. Zhong Chenle wiedział o tym zbyt dobrze.
***
Siedząc samotnie na ławce, Haechan zauważył grupkę pijanych mężczyzn. Noc była głęboka, księżyc wisiał wysoko na ciemnym, niemal czarnym niebie. Donghyuck zagryzł lekko wargę, uśmiechając się z zadowoleniem. Gdy podeszli wystarczająco blisko, podniósł się ze swojego miejsca i udając, że chce przejść, potrącił jednego z nich ramieniem. Ten szybko odwrócił się i chwycił go za przedramię.
- Jakiś problem, gówniarzu?
Haechan popatrzył mu prosto w oczy.
- Chyba ja powinienem o to zapytać... W końcu to ty mnie zatrzymałeś, nieprawdaż?
Widział jak jego przeciwnik zaciska szczękę i mruży gniewnie oczy.
- Masz zamiar zrzucić wszystko na mnie? Ty...
- Jedynie podzieliłem się swoimi spostrzeżeniami. - odpowiedział zaczepnie.
- Ja cię nauczę pokory!
Pierwszy cios zawsze bolał najbardziej. Jego siła była na tyle duża, że odrzuciła Donghyucka w tył sprawiając, że upadł na ziemię. Mimo zawrotów głowy wstał i ocierając wargi z krwi, spojrzał na drugiego z wyzwaniem w oczach.
CZYTASZ
problems; nct dream
Fanfictiongdzie okazuje się, że wszelakie problemy są o wiele powszechniejsze niż nam się wydaje, lecz tylko nieliczni są w stanie je dostrzec. lub gdzie klub literacki staje się miejscem zwierzeń siedmiu nastolatków. tw! książka porusza tematykę myśli samobó...
