s i x t e e n

212 16 19
                                        

Słoneczne popołudnie – tak podobne do tego, które było świadkiem pierwszego spotkania niesławnego Klubu Literackiego, a zarazem tak inne.

Tym razem sala plastyczna, choć wciąż nie lśniła czystością, nie sprawiała wrażenia opuszczonej. Gdzieniegdzie dało się zauważyć ślady czyjejś obecności, przykładowo pozostawione na parapecie papierowe kubki po ciepłych napojach, resztki spalonych papierosów w różowej popielniczce czy też schowane w szufladach biurka kredki świecowe, którymi Renjun i Donghyuck w wolnych chwilach wypełniali wykreślanki dla dzieci.

Postawa chłopców także uległa zmianie. Kilka miesięcy temu każdy z nich rozglądał się podejrzliwie, odnosząc się do innych z nieufnością i rezerwą. Czas jednak wykonał swoje zadanie, a ich relacja rozwinęła się w pomyślny sposób – wystarczyła sekunda, by ujrzeć bliskość i zażyłość między nastolatkami. Mark siedział oparty o ścianę, przeczesując kościstymi palcami włosy Jaemina, który ułożył głowę na udach najstarszego. Obydwaj rozmawiali z żartującym co chwila Jisungiem. Tuż obok Renjun, Chenle, Jeno oraz Donghyuck utworzyli niewielkie kółko, by wspólnie zagrać w karcianą wojnę.

Atmosfera była lekka i odprężająca. Każdy z obecnych tam czuł się komfortowo, wiedząc, że jego towarzysze nigdy nie zrobiliby czegoś, co by mu zaszkodziło. Ta świadomość wystarczyła, by czuć się zwyczajnie dobrze.

- Jeno! Znowu oszukujesz!

Oburzony krzyk Chenle przeszył pomieszczenie, przez co nawet Jaemin, Mark i Jisung przerwali swoją rozmowę.

- Wcale nie! Po prostu nie umiesz przegrywać!

Pomiędzy dwójką wywiązała się sprzeczka, którą cała reszta obserwowała z niekrytym rozbawieniem. W końcu obraz podjudzonego Chenle niemalże leżącego na broniącym się Jeno nie należał do codziennych widoków, prawda?

(Nieprawda. Chenle za każdym razem przegrywał i zawsze irytował się na wygranego, oskarżając go o oszustwo. Jednak to właśnie ta prosta, lecz zabawna rutyna przyprawiała ich o trudne do opisania uczucie, będące połączeniem wesołości i rozczulenia.)

- Chenle, wystarczy. Przecież wiesz, że po prostu jesteś pieprzonym frajerem, jeśli chodzi o grę w karty.

Nastolatek o pomarańczowych włosach spojrzał na swoją drugą połówkę z rozdrażnieniem.

- Tak sądzisz? W takim razie zobaczymy kto wygra w tysiąca, Panie Park „Jestem Najlepszy we Wszystkim" Jisung.

Jisung jedynie roześmiał się po raz kolejny, pstrykając obrażonego Chenle w czoło.

Jaemin westchnął ciężko.

- Dlaczego wy zawsze musicie się kłócić, co? Naprawdę, nie znam bardziej kłótliwej dwójki.

Mruczał jeszcze coś pod nosem, robiąc przy tym niesamowicie głupie miny. Jego ciche marudzenie przerwał jednak Mark.

- Nie wymądrzaj się tak. Mam ci przypomnieć kto ostatnio pokłócił się z Haechanem o to, jakiego koloru jest kubek na wystawie?

- Nie moja wina, że ten ślepy bęcwał nie potrafi odróżnić karminowego od szkarłatnego!

- Jak mnie nazwałeś, ty impulsywny huncwocie?!

- Cisza!

Wszyscy spojrzeli na tupiącego ze zirytowania Renjuna, który jednak uspokoił się, gdy zauważył, że uwaga przyjaciół jest skupiona na nim.

- Naprawdę, chciałem żeby ten jeden, jedyny raz nasze spotkanie nie wyglądało jak impreza urodzinowa pięciolatka, ale jesteście tak nieznośni, że inaczej nie można tego nazwać.

problems; nct dreamOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz