Rozdział 17

5.7K 562 459
                                        

Kiedy Nate się obudził, w jego głowie panowała pustka.

Wiedział, że leży w swoim łóżku w akademiku, ale nie miał pojęcia, która godzina ani jaki dzień tygodnia. Przez krótką chwilę przestraszył się, że zaspał na zajęcia, ale jakaś część jego podświadomości podpowiedziała mu, że jest weekend. Oraz że powinien zostać w łóżku, ponieważ jest z nim nie najlepiej.

Szatyn ledwie zdążył pomyśleć o złym samopoczuciu, kiedy jego skronie zapulsowały tępym bólem i wezbrały w nim mdłości.

- Chryste... - mruknął.

Czuł się jakby miał kaca. A przynajmniej sądził, że to musi być podobne uczucie. Nigdy się żadnego nie nabawił.

Podniósł się powoli do pozycji siedzącej. W pokoju było jasno, okna trzeszczały od silnego wiatru na zewnątrz. Aiden spał na podłodze oparty o jego łóżko...

Chwila.

Nate wpatrywał się przez chwilę zamroczony w blond czuprynę chłopaka.

- Hę? – mruknął.

Szturchnął Aidena w ramię.

- Hej – powiedział, zachrypniętym po przebudzeniu głosem. – Aiden. – Dźgnął go palcem w policzek. – Wstawaj. Czemu tu śpisz?

Blondyn mruknął coś zaspany i wyciągnął się jak kot.

- Odwal się, Nate – burknął, przekręcając się na drugi bok.

Szatyn szturchnął go mocniej.

- Wstawaj! – powiedział głośno.

Chłopak uniósł powieki i spojrzał na niego niezadowolony, jednak w jego zaspanych oczach jaśniała powoli świadomość sytuacji.

- Już rano? – Wyciągnął z kieszeni spodni telefon. – Matko, już dziewiąta. Chociaż może powinienem powiedzieć „dopiero dziewiąta". – Przeniósł spojrzenie na Nate'a. – Jak się czujesz?

- Jakbym się czymś zatruł...

- Bo w sumie się zatrułeś – mruknął Aiden. – Albo raczej zostałeś otruty?

Te kilka słów wystarczyło, aby trybiki w głowie szatyna zaczęły sprawniej pracować. Przypomniał sobie o wczorajszej próbie, o opuszczonym szpitalu, o Mary która wstrzyknęła mu podwójną dawkę jakiegoś dziadostwa. A później...?

Nate oparł się o ścianę przy łóżku i przymknął oczy.

- Podałeś mi odtrutkę i przywiozłeś z powrotem na uczelnię, prawda? – zapytał.

- W skrócie – odparł.

- Dlaczego nie wróciłeś do swojego pokoju?

- Skąd miałem wiedzieć, że ci się nie pogorszy? – Aiden wpatrywał się w niego lekko zaspanym wzrokiem. Jego jasne włosy odstawały na wszystkie strony w artystycznym nieładzie. – Gdybyś udusił się we własnym łóżku, miałbym cię na sumieniu.

Nate uśmiechnął się pod nosem.

- Dzięki, ale raczej nic by mi się nie stało.

- No nie wiem – stwierdził blondyn, unosząc znacząco brew. – Trochę ci później... No wiesz. Miałeś lekki zjazd psychiczny.

- Co miałem...?

Kolejne wspomnienia, które pojawiły się w głowie Nate'a, wywołały nieprzyjemny ciężar na jego sercu.

No tak. Chociaż wtedy nad tym zupełnie nie panował, pamiętał dokładnie, że się rozkleił. Całkowicie się rozkleił i nie mógł przestać płakać. A co gorsza zaczął z siebie wyrzucać bez większego powodu wszystkie żale związane z matką. Powiedział mu.

Fores [boyxboy]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz