Rozdział 26

5.7K 555 495
                                        

Aiden oddychał głośno, wpatrując się szeroko otwartymi oczami prosto przed siebie.

Samochód stał na czterech kołach w rowie przy ulicy, chociaż blondyn był pewien, że jeszcze sekundę temu dachowali. Dzwoniło mu w uszach, a serce waliło jak oszalałe, ale starał się uspokoić. Rozejrzał się powoli, jego mięśnie wciąż były spięte z szoku.

Furgonetka, która w nich wjechała zdążyła się już ulotnić. Zapewne również nie była w najlepszym stanie, ale i tak musiała prezentować się lepiej niż ich Ford. Wszystkie szyby z prawej strony zbiły się w drobny mak, a widząc potężne wgniecenie nieopodal bagażnika w bocznym lusterku, Aiden naprawdę cieszył się, że siedział na miejscu pasażera.

W oknach okolicznych kamienic zapalały się światła. Kolizja była wystarczająco głośna, aby obudzić ludzi z najbliższych mieszkań.

Aiden odpiął drżącymi dłońmi pasy, miał wrażenie, że samo jego ciało jest w większym szoku od tego, który on odczuwał psychicznie. Jego ramie było obtarte i miało kilka małych ranek. Kiedy dachowali, czuł jak uderza ręką w okolicy rozbitego okna. Po za tym wydawał się cały.

- Czy w takich sytuacjach nie powinny zadziałać poduszki powietrzne...? – jęknął - Nate...? - Spojrzał na przyjaciela.

Szatyn siedział wyprostowany bez ruchu, jego dłonie były zaciśnięte na kierownicy jak imadła. Wpatrywał się szeroko otwartymi, przerażonymi oczami w rów, przy jego uchu płynęła wąska strużka krwi.

- Cholera, oberwałeś chyba w głowę... - Aiden nachylił się i odgarnął mu pukle włosów. – Nate?

Chłopak dalej nie odpowiadał, całe jego ciało było napięte. Mięśnie szczęki i ramion odznaczały się wyraźnie pod skórą. Wciąż wpatrywał się przed siebie. Wyglądał jakby odpłynął psychicznie.

Blondyn nie czekając dłużej, otworzył drzwi i wyszedł z auta. Samochód prezentował się z zewnątrz dużo gorzej, jego tył przypominał zgniecioną puszkę. Raczej nim już nigdzie nie pojadą.

Otworzył drzwi od strony kierowcy i chwycił szatyna delikatnie za ramię.

- Możesz już puścić kierownicę. – Starał się mówić łagodnie. – Nate, wyjdź z samochodu. Dasz radę?

Szatyn spojrzał w końcu na niego i powoli, przy dużej pomocy Aidena, wyszedł na zewnątrz. Było zimno, jednak chłodne, rześkie powietrze działało kojąco.

Obydwaj usiedli na trawie.

- Jesteś cały? – pytał blondyn.

Dookoła było ciemno, jednak jeden, działający reflektor samochodu rzucał wystarczającą ilość światła, aby Aiden mógł dokładnie widzieć przerażoną twarz Nate'a.

- Czujesz, że masz coś złamane? – pytał dalej. – Ręka? Żebro? Cokolwiek?

Szatyn pokręcił tylko przecząco głową, biorąc ciężki, urywany oddech.

- W porządku, wycisz się – mruknął blondyn. – Nic się nie stało.

Nate spojrzał na niego w końcu przytomniejszym wzrokiem.

- Nic się nie stało...? – rzucił lekko drżącym głosem. – Mogliśmy zginąć... Dachowaliśmy... Przecież...

- Ale koniec końców nic nam nie jest – mówił dalej blondyn. – Samochód jest w dosyć kiepskim stanie, ale my jesteśmy cali. Jest okej.

Nate uniósł drżące ręce do głowy i wplótł nerwowo palce we włosy. Był nienaturalnie blady. Aiden zauważył, że z jego dolnej wargi leci krew. Musiał ją przygryźć podczas zderzenia.

Fores [boyxboy]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz