13 - Beat It

382 42 21
                                        

Stary, brązowy sweter upaprany był podejrzaną cieczą, niewiadomego pochodzenia. Kołnierzyk wycięty był w serek, a materiał gryzł mnie niemiłosiernie. Nie dość, że wyglądałem jak własny dziadek, to jeszcze było mi piekielnie gorąco, szczególnie, że nadeszło południe, a teksańskie słońce stało wysoko na niebie.

- I co się tak szczerzysz, palancie? - palnąłem, klepiąc Luke'a w tył czaszki. Ashton, słysząc uderzenie odwrócił głowę, jednakże nadal nie wypowiedział ani słowa. Mężczyzna maszerował przed nami, podczas gdy nasza dwójka widocznie utrzymywała dystans. 

- Wow, czyżbym upgradował z dzieciaka na palanta? Co za zaszczyt - Luke wyglądał na rozluźnionego... A przynajmniej bardziej niż wcześniej, z racji, że Caluma nie było obecnie z nami.

Calum zapłacił za nasz pobyt w motelu, co wydawało mi się być niezmiernie podejrzane. Mulat tłumaczył się, że jeśli nie zapłacimy i po prostu uciekniemy to policja znajdzie nas szybciej, ponieważ zostawimy po sobie ślad. A w końcu według jego mniemania chciał nam pomóc.

Tak, na pewno.

- Nie rozumiem dlaczego ty dostałeś to, a ja to - burknąłem, dłonią wskazując na nowy strój Luke'a. Blondyn miał na sobie czarny podkoszulek, ściśle przylegający do jego ciała, a jego nogi opinały czarne spodnie. Na nagie, szczupłe ramiona zarzucił krótką, hawajską koszulę. Nie dość, że wyglądał dobrze to dostał jeszcze okulary słoneczne, przez co bez dwóch zdań czuł się fajnie... Ja też chciałem czuć się fajnie, a nie jak stary pryk.

Luke wzruszył ramionami, poprawiając okulary na nosie i patrząc na mnie ponad ich ciemnymi oprawkami. Calum załatwił nam obu normalne ubrania. Chciał, żebyśmy nie przykuwali wzroku przechodniów, z racji, że byliśmy na tajnej misji. A przynajmniej to on tak to nazwał.

W rzeczywistości zmierzaliśmy do biblioteki miejskiej. Po co? Dobre pytanie. Sam chciałbym wiedzieć.

Zamiary Caluma nieco odbiegały od rzeczywistości, jako, że wszystkie małolaty oraz niektóre dojrzałe kobiety i mężczyźni zerkali na Luke'a. Ci odważniejsi posyłali mu kokieteryjne uśmiechy, a w moich oczach widoczne były kurwiki.

- Zamień się miejscami - rzuciłem chłodnym tonem, pochylając się w stronę nastolatka. Zaskoczony Luke nie zdążył nawet zareagować, kiedy nie czekając na jego odpowiedź, pchnąłem go w bok, tak aby siedemnastolatek nie szedł od strony ulicy, a od strony brudnych witryn sklepów.

- O co ci chodzi? - mruknął, spuszczając głowę, kiedy Ashton znów zaszczycił na nas oceniającym wzrokiem.

- Mieliśmy nie zwracać na siebie uwagi.

- I co z tego? Słuchasz się tego kryminalisty?

- Jakbyś nie zauważył sam jestem kryminalistą.

- To co innego - wykłócał się dalej blondyn, wciąż trzymając głowę zwróconą w moją stronę. Może i nie widziałem jego błękitnych oczu przez zaciemnione szkła okularów, jednak miałem przeczucie, że nie spuszczał ze mnie uważnego wzroku. Wypieki wykwitły na moich policzkach, zarówno przez słońce, jak i zdenerwowanie.

- Nie widzę różnicy.

- A ja widzę.

- Jesteś dzieckiem. Nic nie wiesz o prawdziwym życiu.

- Zdziwiłbyś się, bo... - Luke nie dokończył. Zamiast tego wpadł na umięśnione plecy Ashtona, rysujące się pod nieco przepoconą koszulką mężczyzny. Luke odskoczył od niego, impulsywnie wycierając dłonie, którymi oparł się o jego ciało, o własne spodnie. Wywróciłem oczami, dając upust negatywnym emocjom, w tym poirytowaniu.

¡wanted! (muke)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz