14 - You Know What They Do To Guys Like Us In A Prison

335 39 40
                                        

- Pięknie wyglądasz.

Moja mama, Karen Clifford, stała u progu mojego pokoju. Ściany pomieszczenia oklejone były różnorodnymi plakatami. W odległym kącie, niemalże w nogach łóżka, ustawiony został sporych rozmiarów gramofon, na którym aktualnie obracał się czarny jak noc krążek vinylowy. W pokoju dało się słyszeć przyjemne dla ucha dźwięki jednej z moich ulubionych piosenek Nirvany, "Lithium".

Spojrzałem w lustro i zmrużyłem oczy, zabawnie przekrzywiając głowę w bok.

- Czy ja wiem? - w zadumie pogładziłem aksamitny materiał mojej białej koszuli. Odzienie było jeszcze gorące od żelazka, które niedawno się po nim przesunęło, sprawiając, że materiał był tak prosty, iż prawie sztywny.

Karen przekroczyła próg mojego pokoju, po czym pomogła mi z mankietami pachnącej proszkiem koszuli. Rękawy były na mnie odrobinę za długie. Nasza rodzina od wieków nie miała pieniędzy, więc zmuszony byłem pożyczyć elegancki garnitur od mojego ojca. Odwróciłem wzrok od przetartych plam na kolanach. Po cichu liczyłem na to, że Lucy, moja randka na bal szkolny, nie zauważy tych nieestetycznych detali. Za krótkie nogawki spodni również nie współgrały z moim szybko rosnącym ciałem.

- Co widzisz? - zapytała mnie mama, lekko przekręcając moją głowę, tak abym patrzył na wprost, dokładnie we własne lustrzane odbicie.

- Widzę... - przełknąłem ślinę, dając sobie czas na zastanowienie - Widzę siebie.

- I nic więcej? Wysil się. Umiesz tak ładnie napisać esej nawiązujący do "Zbrodni i Kary", a nie umiesz określić co widzisz w lustrze?

Wywróciłem oczami, za co chwilę później zostałem skarcony srogim spojrzeniem i pacnięciem w głowę.

- No dobra - odchrząknąłem, próbując zapanować nad nerwami - Widzę siebie, młodego potomka rodziny Clifford. Siedemnastolatka o zwykłych, przeciętnych rysach twarzy. Widzę siano na własnej głowie i garnitur w stylu vintage. To wszystko.

Vintage... Właśnie tak określałem ubrania pożyczane od ojca albo kupowane w lumpeksach, żeby nie zrobić przykrości mamie. W innym wypadku nazwałbym je po prostu starymi. 

Karen pogładziła mnie po włosach, psując starannie ułożoną fryzurę, tak czy siak przypominającą siano, nie ważne co bym z tymi kłakami nie zrobił. Niezadowolony sapnąłem pod nosem, ale nie zrobiłem nic więcej. Nie potrafiłem się na nią złościć.

- Wyglądasz pięknie, Michael. Lucy na pewno to doceni - Karen pocałowała mnie w skroń, a ja zdusiłem w sobie chęć przytulenia się do niej. Przecież miałem siedemnaście lat. Byłem już dorosły, nie mogłem pozwolić sobie na takie bzdety.

- Mogę wejść? - Daryl, mój ojciec, zapukał we framugę drzwi, zaglądając do środka. Mężczyzna posłał swojej żonie szeroki uśmiech, po czym westchnął dumnie, widząc własny garnitur na moim ciele - Zajebiście!

- Daryl, co ja mówiłam o przeklinaniu? - Karen pokręciła z niesmakiem głową, choć uśmiech nie schodził jej z ust. Ona ewidentnie była równie szczęśliwa co jej mąż. Byli ze mnie dumni.

- Kochanie, zostawisz nas samych na moment? - Daryl objął Karen w talii i pocałował ją prosto w usta. Udałem, że zbiera mi się na wymioty, przez co mój ojciec ostentacyjnie ponowił pocałunek, a ja jęknąłem ze zgrozą, zasłaniając oczy.

- Możecie znaleźć sobie pokój? - spytałem, zgorszony.

- Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać, młody paniczu - Daryl prześmiewczo pogroził mi palcem przed nosem. Karen raz jeszcze zapewniła mnie, że poradzę sobie świetnie na balu, po czym zniknęła w głębi domu.

¡wanted! (muke)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz