17. Szczęśliwość

3.1K 205 20
                                    

— Ten wieczór panieński był chyba zbyt mocny dla mojej głowy - Rosalinda westchnęła. Była ubrana w piękną białą,  gdzieniegdzie z futrem, suknię ślubną. Stojąca za nią Narcyza uśmiechnęła się pobłażliwie.

— Pamiętam jak przed moim ślubem też miałyśmy niezły wieczorek, a potem ja musiałam składać przysięgi, więc nie marudź mi tutaj teraz — machnęła różdżką poprawiając welon na jej rudych, zaczesanych do tyłu włosach.

— Jak się ma moja ulubiona panna młoda? — Do pokoju wszedł radosny Jaskier. — Pan młody wysłał mnie na zwiady — szepnął do Narcyzy przez co ta zaczęła chichotać.

— Zdrajco — złapała się teatralnie za serce. — Po tym wszystkim co razem przeszliśmy? 

— Nic nie poradzę, że pan młody lepiej płaci — mężczyzna wzruszył ramionami i wyszczerzył się.

—To i tak cię nie usprawiedliwia — prychnęła po czym odwróciła się z powrotem do lustra. — Czy ja będę mu się podobać?

— A czy kiedykolwiek mu się nie podobałaś? — Pani Malfoy chwyciła ją za dłonie na których miała aksamitne rękawiczki.

— Nie wiem, po prostu — zaczęła nie umiejąc dobrać słów.

— Spokojnie, Rosiu — brunet położył jej ręce na ramionach. — Severuskowi będziesz się podobać, choć na pewno by wolał cię widzieć bez tej ładnej sukni — mrugnął do niej przez co się wściekle zarumieniła.

— Mam nadzieję, że może w końcu na tym ślubie sobie kogoś znajdziesz — uśmiechnęła się złośliwie i odwróciła do nich.

— To się okaże, ale na razie — podniósł delikatnie jej podbródek. — Najważniejsza jesteś ty. Tylko nie płacz mi tutaj — zagroził widząc jak kobieta próbuje powstrzymać łzy. — Makijaż ci się rozmaże.

— Kocham cię, braciszku — przytuliła się do niego.

— Oby tylko pan młody nie był zazdrosny — zaśmiali się.

—  Dziękuję, braciszku, że pomogłeś mi — powiedziała powstrzymując łzy. — Bez ciebie bym tutaj nie stała ubraną w tę suknię.

— Dla młodszej siostry wszystko.

— Nie chce wam przerywać, ale musimy się zbierać — powiedziała Narcyza patrząc przez okno na zasypany śniegiem ogród, wśród, którego stał ołtarz oraz zebrani już goście.

— Bracie zaczekaj — chwyciła go za nadgarstek kiedy miał już wyjść. — Czy odprowadzisz mnie do ołtarza?

 — A czy to przypadkiem nie ojciec powinien zrobić?

— Może tak, ale chcę żebyś ty to zrobił — uśmiechnęła się nieśmiało. 

— Wedle życzenia kochana — ukłonił się i wyszedł. Rosalinda westchnęła starając się uspokoić.

— Nie mogę uwierzyć, że to się naprawdę dzieje — wyszeptała patrząc na Narcyzę ze wzruszeniem w oczach.

— To uwierz, Roso kochana — pani Malfoy wręczyła jej bukiet z różami i objęła jednym ramieniem. — A teraz chodźmy.

— Masz rację — podniosła wysoko głowę i chwyciła za klamkę. — Nie możemy pozwolić im czekać. 



Husband Right Now • S. Snape ✔Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz