– Tak, tak, mogę rozmawiać... Coś się stało? – Niepokój w niej rósł z każdym kolejnym uderzeniem serca o klatkę piersiową.
– Gwen od rana nie czuje się najlepiej. Skarży się na ból brzucha i mdłości. Mogłaby pani przyjechać do szkoły i ją odebrać? Wydaje mi się, że lepiej, jeśli wróci do domu. Jest teraz w gabinecie u pielęgniarki.
– Tak, jasne... Będę za piętnaście minut.
Rozłączyła się i wzięła głęboki wdech. Gwen nic do niej rano nie pisała, że coś było nie tak... Sprawdziła jeszcze telefon – rzeczywiście, nie znalazła żadnej wiadomości.
– Trixie, wszystko w porządku? – Na zapleczu pojawiła się Jenny, robiąc zmartwioną minę. – Wyglądasz, jakby coś się stało. Coś z Gwen?
– Dzwonili ze szkoły, młoda gorzej się czuje. Muszę ją odebrać. Mogę was zostawić?
– Jasne, nawet się nie zastanawiaj. – Jenny machnęła niedbale ręką. – I tak masz miliard nadgodzin, a największy ruch już za nami. Poradzimy sobie.
Beatrice uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością, szybko zdjęła fartuszek i niemal w biegu nałożyła płaszcz, sięgając jeszcze po parasol. Już miała ruszyć do wyjścia, gdy w połowie drogi zatrzymało ją czyjeś uważne spojrzenie. Niech to szlag, zupełnie zapomniała o Vincencie!
Wyrzucając w myślach najgorsze przekleństwa, jakie znała, podeszła do stolika, przy którym siedział, i uśmiechnęła się przepraszająco. Rozbroiło ją to, że Vince posłał jej naprawdę zatroskane spojrzenie.
– Wszystko w porządku, Pszczółko? Dokąd tak pędzisz?
Westchnęła w odpowiedzi.
– Muszę załatwić coś ważnego.
– Mogę ci jakoś pomóc?
Pokręciła głową.
– Muszę już iść, Vince. Dziękuję za kawę. Następnym razem dostaniesz cappuccino na koszt firmy.
Nie zdążył się pożegnać, co chyba chciał zrobić, bo otwierał usta i unosił dłoń, by wykonać jakiś gest, ale Beatrice już nie zwracała na niego najmniejszej uwagi; przerzuciła przez ramię pasek od torebki i wyszła na zewnątrz, od razu otwierając parasolkę. Oczywiście musiało zacząć padać.
Przez całą drogę myślała tylko o Gwen.
Zdawała sobie sprawę, że niewiele czasu spędzały razem. Zostawały tylko wspólne wieczory, podczas których Beatrice przysypiała na kanapie, zmęczona po całym dniu pracy. Starała się pomagać małej w lekcjach, czasami czytały razem książki, oglądały filmy (a raczej bajki Disneya i jakieś głupie kreskówki), grały w karty czy planszówki, chodziły do parku, na basen albo zakupy.
Próbowała mieć z Gwen jak najlepszą relację, chociaż wiedziała, że przez ilość pracy zaniedbywała córkę. Wychodziła o świcie do pracy, zostawiając jej tylko śniadanie, wracała do domu, gdy młoda była już po zajęciach i zazwyczaj odrabiała lekcje. Oczywiście Gwen prawie nigdy niczego nie brakowało (mowa o podstawowych rzeczach, bo na wycieczki szkolne i drogie ubrania Beatrice zwyczajnie nie było stać), mała naprawdę świetnie rozumiała ich trudną sytuację i nigdy nie narzekała, ale Beatrice i tak nie mogła oprzeć się wrażeniu, że zwyczajnie zawalała sprawę jako matka.
Gdy wparowała po kilku minutach do gabinetu pielęgniarki, cała ociekając wodą, od razu wiedziała, że Gwen nie blefowała. Młoda leżała na kozetce z posępną miną, zielonkawą twarzą i zeszklonymi oczami.
– Może zjadłaś coś niezdrowego? Albo czymś się stresujesz? – dopytywała Beatrice, gdy wsiadły do autobusu, a Gwen wtuliła się w matkę, mocno obejmując ją drobnymi ramionami.
CZYTASZ
CinnamonLove
RomanceOna bała się zmroku, a on nie potrafił cieszyć się dniem. Ona już dawno straciła nadzieję, a on zapomniał, jak to jest marzyć. Ona nie umiała patrzeć w przyszłość, a on właśnie zaczął żyć przeszłością. Beatrice nie była już zdolna do kochania, a Vi...
