8. Vincent

456 50 144
                                        

Vincent nie spał zbyt dobrze tej nocy. Nie chodziło wyjątkowo o stres, bezsenność czy zdenerwowanie – po prostu Sydney i Chelsea godziły się ze sobą w łóżku, a że mieszkanie Sid miało ściany z papieru, wszystko słyszał aż zbyt dobrze.

Dlatego rano czuł się tak, jakby ktoś uderzył go obuchem w głowę. Zacisnął mocno szczękę, gdy drzwi do sypialni przyjaciółki otworzyły się z głośnym skrzypnięciem i ktoś (Chelsea) wypadł na korytarz i zaczął się głośno ubierać, a potem trzasnął głównymi drzwiami, opuszczając mieszkanie.

Szkoda, że dochodziła szósta rano, a on właściwie nie zmrużył dzisiaj oka.

Westchnął, gdy do jego pokoju wślizgnęła się bezszelestnie uśmiechnięta od ucha do ucha Sydney.

– Mam nadzieję, że cię nie obudziłam.

– Och, nie pozwoliłaś mi nawet zasnąć – odparł swobodnie, a Sid się zaśmiała, jakby nie zrozumiała przekazu.

Bez pytania padła na materac obok niego, przyciągnęła kolana do klatki piersiowej i popatrzyła na Vincenta z zachwytem, a oczy błyszczały jej ze szczęścia.

– Byłyśmy zbyt głośne? – Przygryzła wargę, wyraźnie się pesząc.

– Może trochę. To nie ma znaczenia, Sid, skoro wreszcie widzę, że się uśmiechasz.

Sydney przytuliła się do niego, co nie zdarzało się zbyt często. Nie była zazwyczaj zbyt czuła czy wylewna (wyjątek: Chelsea), dlatego ten gest w pierwszej chwili nieco zdziwił Vincenta, ale ten zaraz się otrząsnął i objął ją niezdarnie ramieniem.

– Cieszę się, że w końcu ze mną porozmawiała. Muszę być dla Chelsea bardziej cierpliwa.

Oj, ja też, pomyślał Vince, ale nie odważył się tego powiedzieć na głos.

– Ja również się cieszę – przyznał ostrożnie, a potem się spiął.

No tak. Dzisiaj czekała go chyba randka.

Chyba, bo nadal nie wiedział, jak określić to, co działo się między nim a Bee.

To znaczy nie działo się aż tak wiele. Pisali ze sobą, dzwonili, gadali o różnych głupotach. Beatrice śmiała się z jego żartów, a on nie mógł się nadziwić, że tak inteligentna, błyskotliwa i oczytana dziewczyna nie robiła kariery w jakiejś świetnej korporacji. Domyślał się, że nie mówiła mu o wszystkim; mocno wstrząsnęło nim, jak podczas jednej z ich rozmów telefonicznych z pewnością usłyszał w tle głos małej dziewczynki, która wołała Beatrice, mówiąc do niej „mamo".

Zastanawiał się, czy na pewno nie okłamała go co do bycia w związku, ale sam zaraz łapał się na tym, że nie był do końca szczery z Bee w tej kwestii.

Podejrzewał, że samotnie wychowywała dziecko; nie widział w tym nic złego, każdy mógł popełnić błąd w młodości. Wystarczyła jedna noc, jeden kieliszek wina za dużo, jedna błędna decyzja – i zmieniało się całe życie.

– Vince?

– Hm?

Spojrzał nieco nieprzytomnie na Sydney, która oparła głowę o ramię, wpatrując się w niego z namysłem.

– O czym tak myślisz?

Przyznać się czy nie?

– Chyba mam dzisiaj randkę.

– Randkę? – Wyraźnie się zainteresowała, poprawiając się na łóżku.

Przetarł dłonią twarz.

– Ostatnio piszę z jedną dziewczyną. Jest trochę młodsza, pracuje w tej cukierni, do której kiedyś mnie zabrałaś. Umówiliśmy się, że odbiorę ją dzisiaj z pracy i odprowadzę do domu.

CinnamonLoveOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz