Bee przez moment stała bez ruchu i trawiła w głowie słowa Gwen. Dopiero po kilku sekundach drgnęła i od razu zapukała do drzwi.
– Gwen? – spytała łagodnie, ale ponieważ nie usłyszała odpowiedzi, nacisnęła klamkę i zajrzała do środka. Mała leżała zwinięta na łóżku i obejmowała Quasimodo, drapiąc go za uchem. – Możemy porozmawiać?
Kiedy wchodziła do pokoju, czuła potworne wyrzuty sumienia. Młoda nie powinna się dowiadywać o Vincencie w taki sposób.
Niech to szlag.
– Gwen, odezwiesz się do mnie? – Przełknęła głośno ślinę i odgarnęła włosy za ucho, chcąc ukryć zdenerwowanie. Gwen posłała jej jedynie mordercze spojrzenie. – Skąd przyszło ci do głowy, że nie kocham już taty?
Quasimodo syknął ostrzegawczo, gdy Bee usiadła na skraju łóżka i wyciągnęła rękę, by pogłaskać córkę po głowie.
– Bo całowałaś tego pana w usta, tak jak kiedyś całowałaś tatę. Wszystko widziałam przez okno.
Beatrice zawahała się, patrząc uważnie na Gwen, która gapiła się w przestrzeń, szarpiąc delikatnie kota za ucho. Bardzo ją bolało, że nie potrafiła na nią nawet spojrzeć.
– To trudne, wiesz? – zaczęła ostrożnie, nie wiedząc za bardzo, od czego zacząć. – Czasami tak się dzieje, że poznajemy kogoś i się w nim zakochujemy. I to wcale nie oznacza, że zaczynając kogoś kochać, przestajemy kochać tych, których kochaliśmy do tej pory. – Nawet wolała nie myśleć, ile razy nadużyła słowa „kochać". – Po prostu nasze serce robi się większe...
– Mamo, błagam, nie mam już pięciu lat. Przecież wiem, że gadasz bzdury o tym sercu.
Bee odchrząknęła, starając się ukryć jednoczesne rozbawienie i zażenowanie.
– No dobrze, masz rację. Przede wszystkim powinnaś wiedzieć, że i tak najbardziej kocham ciebie i nie, nie przestałam kochać taty.
– Więc kim był ten pan?
Beatrice wywróciła oczami, dając sobie tym czas do namysłu. Cholera, ta rozmowa była trudniejsza i bardziej wymagająca, niż na początku zakładała.
– To Vincent.
– Gdzie go poznałaś?
– Czy to jakieś przesłuchanie?
– Ja tu zadaję pytania, mamo.
Bee wyprostowała się, z satysfakcją zauważając, że Gwen nieco się rozchmurzyła i wreszcie na nią spojrzała – nieco niepewnie i podejrzliwie, ale był już to jakiś postęp.
– W cukierni. Jest naszym stałym klientem.
– Od kiedy się znacie?
– Od kilku tygodni.
– Czy będziecie mieć dzieci?
Bee odchrząknęła, czując, że się rumieni. Na miłość boską, skąd Gwen miała takie pomysły?
– Nie wiem, kochanie. To zbyt świeża sprawa.
– Ostatnio Jessica powiedziała mi, że przez pocałunek można zajść w ciążę. Myślałam, że to nieprawda, ale teraz już sama nie wiem.
Bee kazała sobie w myślach zachować powagę. Miała ochotę się roześmiać, ale już nie była pewna, czy to dlatego, że Gwen ją bawiła, czy dlatego, że była tak zdenerwowana, że aż spociły jej się ręce.
– Gwen, kochanie, nie zachodzi się w ciążę od całowania.
– A jak?
Bee poczuła się osaczona; serce mocno uderzyło jej w piersi niczym dzwon, bo niechciane wspomnienia zaczęły od nowa wżerać się w mózg. Dlaczego to wracało nawet w takich momentach? Nie była gotowa na tłumaczenie pewnych rzeczy Gwen – nie dlatego, że się wstydziła czy nie miała wiedzy, tylko dlatego, że sama zaszła w ciążę w najgorszy możliwy sposób.
CZYTASZ
CinnamonLove
RomanceOna bała się zmroku, a on nie potrafił cieszyć się dniem. Ona już dawno straciła nadzieję, a on zapomniał, jak to jest marzyć. Ona nie umiała patrzeć w przyszłość, a on właśnie zaczął żyć przeszłością. Beatrice nie była już zdolna do kochania, a Vi...
