Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Czym jest ten marny gif? Marnym pretekstem do długiej paplaniny o nowej rzeczy w moim kanonie, trochę jak ten dawny rozdział o uzębieniu, więc uciekajcie lub przygotujcie się.
Więc od początku - od dawna, tak właściwie od zawsze trapi mnie w moim kanonie aspekt tego, skąd się biorą państwa (i również miasta). Wersja rodzinna w zbyt wielu przypadkach mnie nie przekonuje, bo jakoś nie umiałam sobie wyobrazić dlaczego np. takie Cesarstwo Niemieckie miałoby wychowywać Weimar albo Imperium Rosyjskie ZSRR, albo Rzeczypospolita Obojga Narodów Polskę i Litwę czy Księstwo Warszawskie, zamiast wrzucić je do rzeki - dlaczego wychowywać zapowiedź własnego upadku, zamiast starać się o zmianę zapowiedzianej takim potomkiem przyszłości? (Nie mówię, że taki pomysł jest zły i nie mam nic przeciwko tym, którzy tak to rozwiązali, lecz przynajmniej u mnie w przypadku wielu krajów kończyłoby się to ciągłym dzieciobójstwem, temu mi średnio pasuje). Dlatego, jak już wiecie, poszłam sobie w inny wymysł - państwa się (zwykle) nie rodzą, tylko pojawiają się z powodu wiary/pragnienia ludzi, swojego narodu. Acz ta wersja też mnie długi czas bolała, no bo co? Pojawia się magicznie z powietrza dziecko? Nie ma - bum - jest? Ja wiem, że mowa jest o krajoludziach, co jest jakby swoistym fantasy, lecz i tak, zbyt to dla mnie dziwne, jednak, nareszcie, po długich przemyśleniach, mogę sprecyzować mój kanon i nadać mu taki wygląd, jaki mi się względnie podoba.
Otóż - "dusza"/trzon państwowego bytu rzeczywiście powstaje z pragnienia ludzi, lecz "naczyniem", do którego można powiedzieć ta "dusza" wstępuje, jest ciało niedawno zmarłego obywatela. Już tłumaczę na najłatwiejszym przykładzie zimowych dzieci - Poli i Łajzy. Jak czytający Zesłanie może pamiętają, zarówno Pola jak i Łajza pojawili się na świecie środkiem zimy, Pola na przełomie 1860/61 została znaleziona przez Kraków przy przydrożnej kapliczce, a Łajza gdzieś pomiędzy 1875-1880 został znaleziony, można w prost powiedzieć, na śmietniku w Moskwie i został oddany samej Moskwie. I cóż teraz mój nowy-stary kanon zmienia - wcześniej niejako pojawili się w tych miejscach znikąd z powodu wiary/nadziei ludzi, jednak teraz to sprecyzuję - Pola i Łajza urodzili się jako ludzie i w swoim pierwszym, ludzkim życiu byli porzuconymi niemowlętami, które zamarzły na śmierć, lecz dostały drugą szansę i drugie życie, jedno i drugie stało się "naczyniem", w którym zebrały się pragnienie i nadzieja ich obywateli, przez co stali się personifikacją państwa. Można powiedzieć, że to pragnienie ludu do posiadania państwa, poczucie odmienności i przynależności, itd. - ten swoisty trzon bytu krajowego/jego "dusza" w częściowo losowy sposób przejmuje, wręcz opętuje martwe ciało (a dokładnie w chwili, w której umiera), zmieniając je w uosobienie państwa. Mam nadzieję, że jest to zrozumiałe. Wciąż nie jest to idealne, ale wizja zmartwychwstania drażni mnie zdecydowanie mniej niż pojawienie się dziecka z eteru.
Więc skoro tak to zaczęłam - kim więc były moje państwa w pierwszym, krótkim życiu i jak je zakończyły?
Polska była dzieckiem zubożałego szlachcica uciekającego przed represjami przez przynależność do antycarskiego zgromadzenia i prostej mieszczanki, jej matka zmarła przy porodzie, a ojciec, nie widząc dla nich siebie oraz małej wspólnej przyszłości, zostawił ją przy przydrożnej kapliczce, licząc, że może ktoś ją tam znajdzie (lub szybko dołączy do matki).
ZSRR był piątym dzieckiem chłopskiej rodziny, które pchnięta głodem szukała dla siebie życia w Moskwie. Rodzina nie miała dosyć jedzenia, nawet gdzie spać, więc rodzice postanowili kilkudniowego malca zabić dla dobra reszty, nie dali jednak rady, więc po prostu zostawili go na śmierć w jednej z ciemnych uliczek. (Dodatkowo powiem, iż jego czarne włosy to pozostałość po tym pierwszym życiu)
Ukraina, jak już wiadomo, wychował się w burdelu, lecz i również z niego "wyszedł". Jego matka była wyrzuconą z powodu ciąży prostytutką, która jednak chciała jak najlepiej dla swojego synka, starając zapewnić mu przetrwanie. Niestety, kiedy chłopczyk miał około półtora roku jego matka zmarła na syfilis, niedługo później sam mały odszedł z głodu i zmęczenia.
USA, początkowo Trzynaście Kolonii, był pierworodnym pary emigrantów, jego ojciec był Anglikiem, a matka pochodziła z Irlandii. Ojciec zostawił jego i chorą matkę, gdy mały miał lat 4. Niedługo później chłopiec zaczął pracować na siebie, aby pomóc matce, całkiem mu szło, jednak jako około siedmioletnie dziecko zmarł razem z nią na gruźlicę.
Rosja wywodzi się z burżuazji, jego rodzice byli arystokracją. Jego ojciec był oficerem carskiej armii i wielkim zwolennikiem Rządu Tymczasowego oraz reform. Rodzina niemowlaka została rozstrzelana przez czekistów, jego starsza siostra zdołała zbiec z nim kawałek do lasu z kulą w plecach, lecz ostatecznie wykrwawiła się uciekając, a chłopczyk zmarł w jej rękach z głodu i zimna. (Dodatkowy fakt, oficer, który go bronił i został zabity przez Łajzę w Utopii był wujem Rosji w jego pierwszym życiu, to on znalazł małego, kiedy kilka dni po masakrze szukał swojego brata)
Niemcy pochodził z średniozamożnej rodziny kupieckiej, jego ojciec z zamiłowania był naukowcem, lecz niezbyt wybitnym, matka była raczej lekkoduchem pasującym do romantyzmu, mały był swoisty połączeniem obu. Jego ojciec został wysłany na wschodni front pierwszej wojny, gdzie szybko zginął, matka nie umiała sobie poradzić z interesem, upadł, reszta rodziny się od nich odwróciła, mieli wylądować na ulicy. Matka udusiła pięcioletniego syna poduszką, a sama strzeliła sobie w głowę.
Ojciec Węgier był żołnierzem, a matka pielęgniarką wojskową. Urodził się kilka miesięcy przed I wojny światową, a wkrótce po jej rozpoczęciu jego rodzice zostawili go pod opieką ciotki. Niecały rok później pojawiła się wieść o śmierci jego matki, stan jego ojca był nieznany. Oddano go do sierocińca w Budapeszcie, gdzie zmarł mając lat trzy - zatruł się czadem ze starego pieca, próbując nie zamarznąć.
I w końcu moja droga Białoruś. Białoruś również pochodzi z chłopstwa, lecz związanego z białoruską opozycją. Jej ojciec, próbując dostać się z nią do odległej wioski oraz uniknąć spotkania z czekistami, postanowił przepłynąć z nią wpław rzeką. Oboje utonęli, lecz rzeka wyrzuciła ich ciała na brzeg.
Każde z nich jakiś czas później zostało znalezione przez ludzi lub miasto i zaczęło się ich drugie, państwowe życie.
Podobnie powstają miasta, również ze zmarłych ludzi, lecz ma to nieco inne zasady. Do tego państwami stają się głównie dzieci do lat 10, a tak właściwie 95% dzieci do dwóch lat, tymczasem miastami stają się zwykle dorośli ludzie, dodatkowo często jeszcze choć częściowo pamiętają swoje pierwsze życia, lecz nie zawsze (przykładowo - Warszawa państwem jest od dziecka i nie pamięta ze swego pierwszego życia nic, narosło wokół jego początku nawet nieco legend, iż jest dzieckiem syrenki lub Warsa i Sawy; Kraków za życia był kupcem i samozwańczym alchemikiem, zmarł częściowo z powodu choroby, częściowo własnych eksperymentów trochę przed 30, nie wspomina swego pierwszego życia, ale dalej je pamięta, a pozostałością po jego zainteresowaniu alchemią jest zamiłowanie do tworzenia trunków).
Chyba powiedziałam już wszystko, co chciałam, dziękuję, za uwagę.