rozdział 3

429 28 32
                                    


~Time skip~

Minęło kilka dni odkąd mam na utrzymaniu trzy gnidy. Dziś był dzień wyjazdy w rodzinne strony. Trochę tego nie przemyślałam gdyż me rodzeństwo właśnie się dowie kim jestem. Tamta trójka nie wiedziała że właśnie tego dnia zrobię im pobudkę o 5 rano. Cóż tak wcześnie bo zanim ci się ogarną będzie szósta a do celu mamy trzy godziny. Plus do tego postoje na siusiu czy maczka.

Plan na ich pobudkę był prosty i skuteczny, a mianowicie walenie chochlą o patelnie. Zabiją mnie jednak wszystkich obudzę na raz. Jednak gdy chciałam wyciągnąć patelnie jakimś cudem z szafki wyleciały wszystkie garnki, które obijając się o panele narobiły trochę hałasu. No to się chochla nie przyda, szkoda że wyciągnęłam ją pierwszą. Po chwili gdy już zaczęłam zbierać przedmioty z podłogi trójka wspaniałych przyjaciół znalazła się obok mnie. Ich wyrazy twarzy mówiły tak wiele że nie mogłam się powstrzymać od śmiechu.

- Jak... już tu.... jesteście to.... pomóżcie..... proszę - starałam mówić zrozumiale dusząc się od śmiechu.

- Ja chce tylko wiedzieć jak to się stało że siedzisz na podłodze wśród garnków o piątej nad ranem - powiedział jeden z chłopaków jednak nie zdołałam ocenić który to był

- Zaraz powiem..... nie idźcie.... spać bo jedziemy -  odpowiedziałam, powoli opanowując swój śmiech 

Posprzątaliśmy garnki, a ja wytłumaczyłam co robiłam o tej godzinie w kuchni przy okazji wtrącając iż jedziemy na wieś i mają iść się ogarnąć. Jak powiedziałam tak też wszyscy zrobili. Po tym jak każdy zeszedł do salonu z swoim bagażem w pełni gotowy do wyjazdu była już 6:30 a więc mamy poślizg czasowy. W pełnym składzie wyruszyliśmy batmobilem.

W czasie jazdy oczywiście nie obyło by się bez postoju na żarciu, wydzierania ryja podczas śpiewania piosenek oraz zatrzymania się w jakimś lasku na załatwienie potrzeb. Bywały także depresyjne momenty podczas słuchania tego typu piosenek. Przy jednej nawet Clay się popłakał. Ależ to wrażliwy chłopak. 

Wjeżdżając już do wioski w której się wychowałam dało już przez szyby samochodu usłyszeć odgłosy kosiarki czy ploteczki na ławeczce u pani Małgosi. Ah jak ja kocham ten klimat. Wjechałam na jedno z większych podwórek gdzie zaparkowałam pojazd na jednym z wyznaczonych miejsc. 

- No to koledzy i koleżanko jesteśmy - powiedziałam opuszczając pojazd kierując się w stronę bagażnika w celu wyjęcia znajdujących się w nim walizek.

- Woo ale potężne gospodarstwo - mówił oglądając się dookoła George a wraz za nim rodzeństwo.

- Nie jarajcie się tak, później was oprowadzę po wszystkim dokładnie. Teraz bierzecie swoje rzeczy i idziemy przywitać się z wszystkimi jak kulturalni ludzie 

Zaczekałam aż wezmą swoje własności i zamknęłam auto na klucz. Ruszyliśmy w stronę drzwi wejściowych i jak na mnie przystało wjechałam z buta wykrzykując "TO TYLKO JA SPOKOJNIE". Po tych słowach udało mi się usłyszeć bieg i dużą ilość mojego imienia. Następnie runęłam na podłogę przygnieciona przez braci.

- Wy tak zawsze? - zapytała roześmiana Camile

- Tak - odpowiedziałam próbując wydostać się z objęć 

- Czekaj co to za ludzie? O MÓJ BOŻE CZY TO GEORGENOTFOUND? - wykrzyczał rozemocjonowany czternastolatek 

- TŁUMACZ MANE CO GEORGE ROBI U NAS NA CHACIE - dopowiedział ten starszy 

Friends for ever [Dream X oc]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz