Chapter Fifteen

287 12 7
                                    

— Co ci strzeliło do głowy?! — syknęła Chow, widząc że zbliżają się do strażnika. — Co knujesz? — zapytała widząc opanowanie i uśmiech typowy dla Mony lisy na twarzy Yuny. Dziewczyna nadal milczała i wzięła śniadanie do ręki, poczym odwróciła się na pięcie i odeszła. Chow zmarszczyła brwi i dogoniła przyjaciółkę. — Ej, zostawiłaś strażnika bez żadnej kąśliwej uwagi ani awantury, co ci się stało..? A wiem, Sangwoo przepisał ci jakieś leki, nie bierz od niego. — powiedziała szybko, a Yuna tylko wywróciła oczami.

— O co wam wszystkim chodzi? Ja po prostu chciałabym zjeść śniadanie, albo przynajmniej dać je komuś innemu. — westchneła Yuna, a Chow uniósł jedną brew.

— Zmieniłaś się. Nie byłaś taka miła. — stwierdziła, lustrując Yunę wzrokiem.

— No widzisz, mam trudny charakter. — mruknęła Yuna, wzruszając ramionami i ruszając przed siebie. W końcu usiadła na swoim miejscu i oddała swoje śniadanie Ali'emu, poczym położyła się na plecach i zamknęła oczy, licząc na odrobinę spokoju. Jednak los przygotował dla niej inny obrót spraw. Nie zdążyła nawet odpłynąć na chwilkę myślami, gdyż coś, a raczej ktoś musiał jej przerwać.

— Kiedy ty coś jadłaś? — zapytał Sangwoo, a Yuna niespokojnie zmarszczyła brwi.

— W 1540, a co? — zapytała ziewając, poczym się przeciągnęła.

— To nie śmieszne, dopiero się rozwijasz, twój organizm potrzebuje energii, zwłaszcza z zaistniałej sytuacji. — powiedział, a Yuna aż wstała z wrażenia. Dało się usłyszeć ciche parsknięcie Gi-Huna, Chow oraz Ali'ego, poczym sama wybuchła śmiechem i zaczęła tażać się po łóżku.

— Specjalista się znalazł... — wyjąkała, ocierając łezkę. — Dobra, idę zrealizować mój plan, bo zaraz przyjdzie na to czas. — oświadczyła i wstała. Gi-Hun coś jeszcze powiedział, ale Yuna już go nie słuchała tylko ruszyła przed siebie. Gdy doszła do strażnika poklepała go po ramieniu bo nie zwracał na nią uwagi.

— Przepraszam, mogę iść do toalety? — zapytała, uśmiechając się uroczo, tak samo jak na warsztatach aktorskich. — Proszę! — dodała. Jednak trójkąt milczał, a Yuna się zniecierpliwiła i podjęła się zawstydzenia kolesia. — Ale ja potrzebuje! Wie Pan, jest to "ten dzień" w miesiącu... — skłamała i zaśmiała się nerwowo. W końcu zażenowany strażnik wpuścił ją do toalety, a ona z triumfem się na niego popatrzyła i zniknęła w kabinie.

𝐂𝐀𝐑𝐏𝐄 𝐃𝐈𝐄𝐌 .squid gameOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz