∆ Poniedziałek 7 listopada 2048
Duże, brązowe oczy Alice, uważnie obserwowały, jak ukochany wujek dreptał niespokojnie w tę i z powrotem. Trzymał telefon mocno przyciśnięty do ucha i mówił bardzo cicho, przez co dziewczynka nie mogła usłyszeć ani słowa mimo, że jako android, miała bardzo dobry słuch.
Ostrożnie zeszła o dwa schodki niżej i wychyliła się przez poręcz. Mina Markusa bardzo ją niepokoiła, dlatego chciała usłyszeć choć mały fragment, który pomógłby jej zrozumieć dwie rzeczy. Dlaczego wujek był taki zestresowany i co działo się wokół niej przez ostatnie dni. Nie było to na pewno nic dobrego, dlatego mała całkowicie odrzuciła od siebie poczucie wstydu, jakie wywołało w niej podsłuchiwanie. Wytłumaczyła sobie, że nie robi tego dla zaspokojenia niezdrowej ciekawości, tylko żeby poznać grunt, na jakim stoi. Chciała być jego częścią, a nie zanosiło się, żeby ktokolwiek miał ją wtajemniczyć. Czuła się przez to pominięta, gorzej traktowana. A ona wiedziała, że jest w stanie zrozumieć więcej, niż do tej pory mogła. Kiedy kilka dni temu, nawiązała połączenie z wujkiem, oprócz sympatii i wdzięczności, przesłał jej, pewnie niechcący, trochę swoich obaw. To był ułamek sekundy, ale to wystarczyło, żeby Alice poczuła coś dziwnego. Coś jakby w niej pękło i mimo, że dziewczynka nie była w stanie tego opisać, ani wytłumaczyć, to miała wrażenie, jakby bezpowrotnie zamknęła pewien etap w swoim życiu.
Podskoczyła przerażona, gdy czyjeś palce zacisnęły się na jej ramieniu. Szybko obróciła głowę, a jej oczy napotkały Luthera. Android pogroził córce palcem i ruchem głowy zasugerował, żeby poszła do siebie. YK500 starała się przekazać mu, że ma dość ciągłych tajemnic i niedopowiedzeń, ale ojciec pozostał nieugięty. Alice zmierzyła go rozżalonym spojrzeniem i weszła do swojego pokoju, nie odmawiając sobie mocnego trzaśnięcia drzwiami. Markus gwałtownie się obrócił, a Luther targnął przed siebie, unosząc otwarte dłonie w uspokajającym geście. Wiedział, że mała zrobiła to celowo, żeby cała sytuacja wyglądała, jakby to on podsłuchiwał. Android był zaniepokojony jej ostatnim zachowaniem, dlatego postanowił poniedziałkowy wieczór spędzić na poważnej rozmowie z Karą, której temat siedział obrażony w pokoju.
- Przepraszam za to - powiedział z rozbrajającym uśmiechem i wskazał palcem górę. - Mnóstwo złości w małej osóbce.
- Stało się coś? - zapytał Markus, chowając telefon do kieszeni spodni.
- Od paru dni jest jakaś nieswoja. Coś ją męczy, ale nie chcer nic powiedzieć.
Markus westchnął, podchodząc do kuchennego blatu. Oparł się o niego lędźwiami, a dłonie skrzyżował na piersi. Luther stanął obok, kątem oka zerkając za okno.
- Nie mam dzieci, nie znam się na ich wychowaniu, więc jestem ostatnią osobą, która może cokolwiek powiedzieć, ale obserwuję Alice i wydaje mi się, że ona doskonale wie, że coś się dzieje. Wszyscy wokół niej kręcą, są nerwowi, a ona nie ma pojęcia o co chodzi. Wie tylko, że o nic dobrego.
TR400 wysunął dolną wargę i pokiwał głową.
- Kara chce trzymać ją jak najdalej od tego wszystkiego.
- Wiem i wcale się nie dziwię, ale postawmy się na chwilę w jej sytuacji. Niewiedza potrafi być przerażająca.
- No tak, ale mówią też, że im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.
- Nie w tym przypadku. - Pokręcił głową. - Nie chcę grać pana wszechwiedzącego, ale porozmawiajcie z Karą o tym.
- Może masz rację... Sam już nie wiem, co robić.
Markus wiedział. Będąc na miejscu swoich przyjaciół, delikatnie wprowadziłby Alice w temat, żeby przygotować ją na każdą ewentualność, jednak to nie on ją wychowywał, dlatego nie chciał wpływać na decyzje rodziców.
CZYTASZ
Shades of fear ∆ D:BH fanfiction
FanfictionKiedy bitwa, dzięki której lud androidów zdobył upragnioną wolność skończyła się, wielu zauważyło, że ten, który zapoczątkował cały bunt, rozpłynął się w powietrzu. Markus zniknął, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu. Dekadę po tym wydarz...