Jednym z sobowtórów Amary była Katerina Petrova, urodziła się w Bułgarii, zachodząc w ciążę w wieku szesnastu lat z nieznajomym chłopakiem została wygnana z domu i wysłana do Wielkiej Brytanii. Wracając do jej domu po przemienieniu się w wampira zob...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
IvaPov.
Ranek.
Próbowałam się uwolnić, ale wszystko na marne, lina, która spoczywała w moich ustach była nasączona werbeną. Nie widziałam osoby, która mnie tu zabrala, miała na twarzy maskę ale zapach, który czułam już kiedyś czułam. Spojrzałam przed siebie, ujrzałam małą tabliczkę Whitmore, miałam nadzieję że już się tu nie znajdę,ale myliłam się. Elijah mówił że będzie przy mnie, ale na chwile zniknął i znów jestem w tym koszmarnym miejscu, wierzyłam w jego słowa ale okłamał mnie, miałam nadzieję że chociaż jego siostra będzie próbowała mnie odnaleźć.
Usłyszałam jak moje liny się zaciskają,usta zaczęły coraz bardziej parzyć a ja zaczęłam krzyczeć. Ruszałam nogami by jakoś się wyślizgnąć. Moje siły padały coraz bardziej, było to spowodowane werbeną. Zerknęłam kontem oka na moje dłonie, były zawieszone u góry, przy jakiejś metalowej rurze. Była też jakąś małą rurka, prowadziła coś do moich żył, spodziewałam się że ten ktoś chce mnie osłabić,co gorsza nawet zabić.
— Księżniczka się obudziła? — Usłyszałam wściekły głos za sobą, zamknęłam oczy — Musisz mieć nauczkę za to że uciekliście.
Znów liny się ścisnęły, tym razem tak że poczułam ból,którego nawet w trakcie śmierci nie poczułam. Drzwi, które były naprzeciw mnie się otworzyły, do laboratorium wszedło jakiś dwóch facetów, którzy wrzucili kogoś do środka. Usłyszałam znajomy krzyk, starałam się jakoś go rozpoznać, lecz nic z tego. Po minucie mężczyzna leżący na podłodze został podniesiony przez osobę, która była za mną. Widziałam jego twarz, była pełna żalu i bólu, tak bardzo żałowałam że nie mogłam nic z tym zrobić, uwolnić go i sama zostać w tych męczarniach, na zawsze.
— 21051, pamiętasz? — Usłyszałam śmiech, podły śmiech i znów spojrzałam na bruneta.
Drzwi ponownie się otworzyły, tym razem do laboratorium wszedł Lorenzo, sam się poddał, nie chciał być torturowany jak ja czy Damon. Mężczyzna stojący przed naszą trójką zdjął maskę, był on nastolatkiem ale jak na wiek był bardzo sprytny.
— Mój ojciec po was przyjdzie, to będzie twój ostatni dzień, księżniczko — Przeraziłam się jego słowami, miałam nadzieję że Rebekah uratuje mnie i moich przyjaciół, nie chciałam już tak cierpieć.
Elijah pov.
W rękach trzymałem tace, drewnianą tace. Chciałem jakoś przekonać do siebie Ive więc zrobiłem wraz Rebekah jej śniadanie. Otworzyłem lekko drzwi i wszedłem do pokoju, w którym miała być dziewczyna. Byłem lekko zdezorientowany widząc że dziewczyny nie ma na łóżku, mogła wstać i iść do łazienki lecz okno było całe stłuczone.
— Rebekah! — Krzyknąłem wściekły, uciekła wiedząc że tu jest bezpieczna, zapewniałem ją że tu nie znajdą jej żadni okrutni ludzie.
Moja siostra weszła do pokoju, widząc że nie ma Ivy spojrzała na mnie placząc ręce na klatce piersiowej. Wywróciłem oczami i zacząłem rozglądać się po pokoju, zauważyłem na podłodze ślady błota, były one zrobione dużymi butami, które nie weszły by na nogi dziewczyny. Obok jednego ze śladów leżała mała karteczka, to wizytówka do jednego z lekarzy Whitmore.
— Zabrali ją — Spojrzałem przerażony na siostrę a ona zabierając mi z ręki wizytówkę pobiegła na dół.
Na kartce był również adres, zdecydowaliśmy się tam wybrać i jak najszybciej odnaleźć Ivy, musiałem ją uwolnić, to jej przysięgałem i zapewniałem ją że tu jej nie znajdą. Byłem zadowolony że nawet Rebekah się przejęła sytuacją. To było niedaleko uniwersytetu, musieliśmy się jak najszybciej tam zjawić.