Jednym z sobowtórów Amary była Katerina Petrova, urodziła się w Bułgarii, zachodząc w ciążę w wieku szesnastu lat z nieznajomym chłopakiem została wygnana z domu i wysłana do Wielkiej Brytanii. Wracając do jej domu po przemienieniu się w wampira zob...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Ivy Petrova Pov.
Ciemność to było coś co uwielbiałam, wpatrywałam się w nią i nic nie widziałam choć bardzo chciałam zobaczyć coś co się w niej chowało. W niej czułam się dobrze i zazwyczaj rozmyślałam nad sensem wszystkiego i niczego. Zamknęłam oczy by posłuchać muzyki lecącej z jednego baru obok domu Elijah, nie było go a ja siedziałam sama na balkonie. Usłyszałam trzask drzwi i nawoływanie mojego imienia, cicho się zaśmiałam i dalej nasłuchiwałam muzyki.
— Ciemność jest przepiękna tylko gdy wiesz co się za nią czai — Usłyszałam piękny akcent mojego przyjaciela, który stanął tuż za mną.
Zobaczyłam jego żylaste ręce opierające się tak samo jak ja na barierkach. Uśmiechnęłam się i odwróciłam w jego stronę myśląc jak daleko mnie jest. Poczułam jego oddech na swojej skórze i ujrzałam jego usta.
— Co się czai za twoją ciemnością? — Zapytał odchodząc i stawiając w świetle, które było zapalone w domu.
— Osoba, która kiedyś wiele dla mnie znaczyła lecz okazała się być kimś za kogo jej nie uważałam — Stwierdziłam poważnie i znów spojrzałam w ciemność — Widzę ją szczęśliwą i bez problemów, beze mnie i mojej siostry.
Prychnęłam starając się powstrzymać smutek powoli wpływający na moją twarz, brunet przytaknął i spojrzał w ciemność razem ze mną.
— A ty co widzisz w tej ciemności? — Zapytałam.
Chłopak przez chwile myślał co powiedzieć. Lub po prostu nie chciał odpowiadać na zadane przeze mnie pytanie, cisza i spokój to było coś co w nim uwielbiałam, również opanowanie i nadzieja, którą było widać na jego twarzy.
— Kogoś kto stracił wiele a chce zyskać coś nieosiągalnego. Wierzę w niego choć czasami to mnie zawodzi i gdy czuję że wszystko jest dobrze to nagle znika i nastaje właśnie ciemność — Odparł a ja przytaknęłam — Widzę w niej walczącą dziewczynę, chce mieć coś czego nikt z nas obojga nie może mieć, matczynej miłości.
Spuściłam głowę w dół wiedząc że mówi o mnie, uśmiechnęłam się w jego stronę. Chłopaka podszedł bliżej mnie i zaprowadził do środka domu, na dworzu było już zimno więc musieliśmy jakoś się ocieplić.
— O co chciałaś wczoraj zapytać? — Zadał mi pytanie, które zbiło mnie z nóg, usiadłam na dużej zielonej sofie i się wyprostowałam.
— Kim my właściwie dla siebie jesteśmy, Elijah? — Zapytałam nie oczekując na to że usiądzie obok mnie — Całujemy się i tulimy jak para ale rozmawiamy tylko jak przyjaciele, więc kim?
— A chciałabyś być przyjaciółmi czy parą, Ivy? — Zapytał uśmiechając się, złapał mnie za ręce i zaprowadził przed okno w którym było widać ciemność — Widzisz nas w tej ciemności?
Po zadaniu pytania zaczęłam sobie to wszystko wyobrażać, czy widziałam? To było oczywiste ponieważ drugą rzeczą, która była dla mnie ważna był właśnie on. Przytaknęłam i poczułam jak się uśmiecha, odwróciłam się w jego stronę.
— Więc masz już odpowiedź, Której tak bardzo oczekiwałaś, Księżniczko — Pocałował mnie a odwzajemniłam to łapiąc jedną ręką za jego policzek.
Oczekiwałam tej chwili wiele lat i właśnie się spełniła, przed snem zawsze sobie to wyobrażałam lecz nie miałam jak pomyśleć o tym na serio.
— Kocham cie Ivy — Uśmiechnął się w moją stronę przerywając pocałunek — Zawsze i po wieczność, jesteś moją ciemnością, która daje mi znak że muszę żyć wiecznie.
— Czuje to samo Elijah, zawsze i po wieczność — Odparłam i się do niego przytuliłam — Obiecuję ci że naprawię błędy mojej matki najlepiej jak będę to potrafiła.
— Naprawiłaś błędy swoich dwóch krewnych, więc już o nic się nie martw, jesteśmy tu razem i będziemy tak długo jak będziemy żyć — Zaśmiałam się na jego słowa.
— Obawiam się że na zawsze — Stwierdziłam wywracając oczami, zaczęłam iść w stronę jego sypialni on uniósł brew do góry — Chodźmy sprawić by ta noc była niezapomniana.