𝟺

109 17 1
                                        

Obrócił się gwałtownie, ściskając w dłoni sztylet. Czuł jak bicie jego serca przyspiesza jeszcze bardziej kiedy w ciemności zauważył sylwetkę wyższego mężczyzny który opuścił broń. Hongjoong nic nie rozumiał aż do momentu kiedy jego wzrok wyostrzył się. Miał ochotę krzyczeć.

-Co ty tu do cholery robisz?!-

-Co ja tu robię?! To ja powinienem zapytać ciebie!- odwarknął pretensjonalnie starszy

-Cóż...- Kim uśmiechnął się kpiąco, ponownie siadając na podłodze -Szykuje sobie kolacje- dodał z triumfalnym uśmiechem

-Naprawdę masz zamiar zjeść dzikie zwierzę?- zwątpił brunet kucając naprzeciwko chłopaka

-A co panienko? Zbyt wybredna? Ja w przeciwieństwie do ciebie przeżyłem gorsze rzeczy- wspomniał las w Seulu którego tak nienawidził.

-Gorsze rzeczy... Moja dupa- syknął pod nosem Park zanim wyjął z plecaka wcześniej przygotowane jedzenie. -Widzę że długo beze mnie nie wytrzymałeś. Wróciłeś po niecałych dwóch godzinach- przypomniał

-Zamknij się. Właściwie to radziłem sobie lepiej bez ciebie. A to że wlazłeś do mojego schronu to już twój problem- zakpił szatyn, wracając do oprawiania królika

-Lepiej radziłeś sobie sam, ta? Więc raczej nie będziesz chętny na normalne jedzenie- Seonghwa westchnął teatralne kiedy młodszy spojrzał na plecak Parka. Od razu zaburczało mu w brzuchu i ku jego nieszczęściu, drugi bardzo dobrze to usłyszał.

-Nie potrzebuje ani ciebie ani twojego jedzenia. Świetnie sobie radze- zbyt dumny aby przyjąć pomoc od starszego, wstał aby podejść do starej kuchenki którą obejrzał z każdej strony. I nawet nie było zaskoczeniem iż nie działała.

Wściekły chwycił mięso oraz wyszedł przed chatke gdzie znajdując pare patyków, nabił na nie królika. I naprawdę był z siebie zadowolony układając drzewo w małym stosiku z zamiarem rozpalenia ogniska. Problem był jeden... A mianowicie ogień który pomimo gwałtownego tarcia patykami o kamień nie chciał się pojawić. W między czasie Seonghwa oparł się o framuge drzwi, oglądając jak zacięty jest szatyn. Dziwił się że Hongjoong nie chciał od niego jedzenia i kosztem głodu próbował poradzić sobie sam. Był też pełen podziwu jak chłopak radzi sobie z ranną nogą która widocznie wciąż musiała mocno boleć sądząc po cichych syknięciach bólu. Seonghwa otrząsnął się dopiero w momencie kiedy młodszy stanął przed nim pełen pogardy w spojrzeniu.

-Niech to twoje cholerne uzależnienie się na coś przyda- warknął -Dawaj zapalniczke- dodał oczekująco kiedy wyższy jedynie zmierzył go wzrokiem

-A co jeśli nie?- zapytał kpiąco -Tak bardzo zapierałeś się że nie potrzebujesz mojej pomocy to teraz radź sobie sam-

-To przez ciebie znalazłem się w takiej sytuacji. Dasz mi ją po dobroci czy sam mam sobie wziąć?- dopytał

-Gdybyś nie był takim irytującym krasnalem, pomógłbym ci- stwierdził Park czym rozwścieczył niższego, trafiając w jego czuły punkt.

-Jak ty mnie kurwa nazwałeś?!- krzyknął rzucając się na bruneta który zwinnie uniknął ciosu Kim'a. -Nie spodziewaj się że przeżyjesz dzisiejszą noc- dodał, kierując się w stronę ogniska które bez problemu odpalił zapalniczką. I Seonghwa był w szoku zdając sobie sprawę jak zwinny jest Hongjoong. Nie miał w zamiarach ataku a jedynie odwrócenie uwagi aby zdobyć upragniony przedmiot. Zainteresowanie szatynem rosło w nim z każdą chwilą i nawet nie próbował tego powstrzymać. Wrócił więc do chatki kończąc posiłek po czym odpalił papierosa, wyglądając przez małe okienko.

Hongjoong siedział z nogami przy klatce piersiowej, wpatrując się w tańczące przed nim płomienie oświetlające jego bladą twarz. Chłopak był wyczerpany jednak dobrze to maskował. To co przykuło uwagę Parka to ciemne sińce pod brązowymi oczami które teraz co chwile przymykały się sennie. I naprawdę Seonghwa przez moment poczuł się dziwnie. Tak jakby zależało mu na samopoczuciu młodszego.
Patrząc tak na zamyślonego nastolatka, przypomniał sobie o słowach aptekarza. Westchnął więc oraz wkładając papierosa między wargi, chwycił potrzebne przedmioty z leżącego w kącie plecaka.

𝐓𝐔𝐑𝐁𝐔𝐋𝐄𝐍𝐂𝐄 | 𝑆𝑒𝑜𝑛𝑔𝐽𝑜𝑜𝑛𝑔Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz