21.

110 10 58
                                        

Adam klęknął przed ołtarzem. Juliusz obserwował, jak modli się po cichu.

— Nie wierzę, że po tym wszystkim, ciągle jeszcze wierzysz.

Adam uniósł na niego wzrok, nie wstając.

— Czy kiedykolwiek się uwolnisz, Adam?

Nie odpowiedział mu.

Poirytowany, Juliusz usiadł na ołtarzu i obserwował, jak klatka księdza unosi się i opada.

— Siedzę na ołtarzu twojego boga — powiedział. — Jeszcze nie spadł na mnie żaden piorun.

Adam wstał, i podszedł do niego.

— Jesteś wyjątkowy. — powiedział.

Juliusz uśmiechnął się.

— Zgadzam się.

— Jesteś okropnym grzesznikiem. Wiesz o tym?

— Nie widzę w tym nic złego.

— Normalny duchowny ostrzegłby cię przed piekłem.

— Ale ty nie jesteś normalny, prawda?

— Grzesznik, bluźnierca... dużo by wymieniać.

Juliusz westchnął teatralnie.

— Pozostaje tylko tobie mnie ukarać.

Zagraj ze mną, pomyślał. Czego się tak boisz?

— Nie widzę innego wyjścia.

— Och?

Zagraj ze mną. Zagraj ze mną, błagam. Ten ostatni raz.

Adam chwycił go za przód koszuli.

— Na kolana — rozkazał. Juliusz czuł jego oddech na policzku.

Nie każąc mu czekać, Juliusz posłuchał. Uległość sprawiała mu pewny rodzaj ukrytej przyjemności.
Poczuł, jak robi mu się gorąco, gdy Adam podwinął sułtannę i zdjął bieliznę.

Bierzcie i jedzcie, bo oto ciało moje.

Juliusz zadrżał, i poczuł budzącą się własną erekcję.

Wziął do ust jego męskość, i zaczął ssać.
Momentalnie poczuł, jak Adam wkłada dłonie w jego włosy. Poczuł ostre szarpniecie, i towarzyszący mu ból. Z jakiegoś powodu, nie miał nic przeciwko.

— Połknij — rozkazał mu Adam, trzymając za jego podbródek. Juliusz przełknął ślinę.

— Dobry chłopiec — pochwalił Adam. — Jednak coś z ciebie będzie.

— Dobry chrześcijanin? — zasugerował Juliusz niewinnie.
Adam wzdrygnął się.

Adam wziął go na ręcę i zaniósł na stół w zakrystii.
Obrócił go twarzą do blatu.

— Nie bawisz się dzisiaj, co? – Juliusz rzucił.
Mógł niemal zobaczyć złośliwy uśmieszek księdza.

— Wręcz przeciwnie. — odpowiedział mu, szukając czegoś w szafce.

Po chwili poczuł  jak Adam wkłada palce pomiędzy jego pośladki, zwilżając je olejem.

— Dobrze cię nauczyłem — mruknął.

— Cicho — uciszył go Adam, uderzając go lekko w lewy pośladek. — Strasznie się dzisiaj rządzisz.

Adam ponowił uderzenie, tym razem mocniej. Juliusz pisnął, bardziej z zaskoczenia niż bólu.

— Jesteś gotowy? — zapytał Adam po chwili.

Juliusz pokiwał głową.

Adam wziął jego męskość, i zaczął poruszać dłonią w górę i w dół.

Fale rozkoszy zaczęły ogarniać ciało Słowackiego kawałek po kawałku, nawet nie zauważył, kiedy minuty zmieniły się w godziny, kiedy wrócili do mieszkania, kiedy...

— Och — jęknął — O Boże...

— Nie wzywaj Boga na daremno — skarcił go Adam.

Juliusz zaśmiałby się, gdyby akurat nie był w trakcie orgazmu.

Po chwili Adam skończył, opadając koło niego na poduszkę.

Juliusz pocałował go głęboko.

— Czy... wszystko bylo dobrze? — zapytał ksiądz, na chwilę zrzucajac akt.

Juliusz pokiwał głową.

— Radzisz sobie świetnie. Chcesz kontynuować?

Adam przytaknął. Musieli korzystać z czasu, który jeszcze mieli.

— Mam coś dla ciebie.

Wyjął drewniany przedmiot z torby leżącej nieopodal. Z jednej strony był wypolerowany i okrągły, jak każda inna zabawka do łóżka jaką Julek używał. Lecz u góry, zamiast chwytu miał wystrugany krzyż. — Fryderyka go dla mnie zrobiła.

To znaczy, dla mnie - pomyślał Julek.

— Pocałuj krzyż — powiedział, podsuwając przedmiot pod nos Juliusza.

Mężczyzna cmoknął drewno, czując ekscytację.

Adam naolowił przedmiot, po czym bezceremonialnie obrócił Juliusza i zaczął zabawę.

Juliusz czuł jak jego całe ciało pulsuje i drży, gdy ksiądz obracał i wiercił przedmiotem.

— Och, ojcze...— wymsknąło mu się.

— Czy żałujesz swoich grzechów?

Juliusz tylko jęknął ponownie.

— Czy widzisz jak obraziłeś Boga, grzeszniku?

Julisz zapłakał, czując jak szczytuje.

— Och, tak... — wychrypiał. — Widzę teraz wszystko dokładnie…

originale peccatum.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz