Adam klęknął przed ołtarzem. Juliusz obserwował, jak modli się po cichu.
— Nie wierzę, że po tym wszystkim, ciągle jeszcze wierzysz.
Adam uniósł na niego wzrok, nie wstając.
— Czy kiedykolwiek się uwolnisz, Adam?
Nie odpowiedział mu.
Poirytowany, Juliusz usiadł na ołtarzu i obserwował, jak klatka księdza unosi się i opada.
— Siedzę na ołtarzu twojego boga — powiedział. — Jeszcze nie spadł na mnie żaden piorun.
Adam wstał, i podszedł do niego.
— Jesteś wyjątkowy. — powiedział.
Juliusz uśmiechnął się.
— Zgadzam się.
— Jesteś okropnym grzesznikiem. Wiesz o tym?
— Nie widzę w tym nic złego.
— Normalny duchowny ostrzegłby cię przed piekłem.
— Ale ty nie jesteś normalny, prawda?
— Grzesznik, bluźnierca... dużo by wymieniać.
Juliusz westchnął teatralnie.
— Pozostaje tylko tobie mnie ukarać.
Zagraj ze mną, pomyślał. Czego się tak boisz?
— Nie widzę innego wyjścia.
— Och?
Zagraj ze mną. Zagraj ze mną, błagam. Ten ostatni raz.
Adam chwycił go za przód koszuli.
— Na kolana — rozkazał. Juliusz czuł jego oddech na policzku.
Nie każąc mu czekać, Juliusz posłuchał. Uległość sprawiała mu pewny rodzaj ukrytej przyjemności.
Poczuł, jak robi mu się gorąco, gdy Adam podwinął sułtannę i zdjął bieliznę.
Bierzcie i jedzcie, bo oto ciało moje.
Juliusz zadrżał, i poczuł budzącą się własną erekcję.
Wziął do ust jego męskość, i zaczął ssać.
Momentalnie poczuł, jak Adam wkłada dłonie w jego włosy. Poczuł ostre szarpniecie, i towarzyszący mu ból. Z jakiegoś powodu, nie miał nic przeciwko.
— Połknij — rozkazał mu Adam, trzymając za jego podbródek. Juliusz przełknął ślinę.
— Dobry chłopiec — pochwalił Adam. — Jednak coś z ciebie będzie.
— Dobry chrześcijanin? — zasugerował Juliusz niewinnie.
Adam wzdrygnął się.
Adam wziął go na ręcę i zaniósł na stół w zakrystii.
Obrócił go twarzą do blatu.
— Nie bawisz się dzisiaj, co? – Juliusz rzucił.
Mógł niemal zobaczyć złośliwy uśmieszek księdza.
— Wręcz przeciwnie. — odpowiedział mu, szukając czegoś w szafce.
Po chwili poczuł jak Adam wkłada palce pomiędzy jego pośladki, zwilżając je olejem.
— Dobrze cię nauczyłem — mruknął.
— Cicho — uciszył go Adam, uderzając go lekko w lewy pośladek. — Strasznie się dzisiaj rządzisz.
Adam ponowił uderzenie, tym razem mocniej. Juliusz pisnął, bardziej z zaskoczenia niż bólu.
— Jesteś gotowy? — zapytał Adam po chwili.
Juliusz pokiwał głową.
Adam wziął jego męskość, i zaczął poruszać dłonią w górę i w dół.
Fale rozkoszy zaczęły ogarniać ciało Słowackiego kawałek po kawałku, nawet nie zauważył, kiedy minuty zmieniły się w godziny, kiedy wrócili do mieszkania, kiedy...
— Och — jęknął — O Boże...
— Nie wzywaj Boga na daremno — skarcił go Adam.
Juliusz zaśmiałby się, gdyby akurat nie był w trakcie orgazmu.
Po chwili Adam skończył, opadając koło niego na poduszkę.
Juliusz pocałował go głęboko.
— Czy... wszystko bylo dobrze? — zapytał ksiądz, na chwilę zrzucajac akt.
Juliusz pokiwał głową.
— Radzisz sobie świetnie. Chcesz kontynuować?
Adam przytaknął. Musieli korzystać z czasu, który jeszcze mieli.
— Mam coś dla ciebie.
Wyjął drewniany przedmiot z torby leżącej nieopodal. Z jednej strony był wypolerowany i okrągły, jak każda inna zabawka do łóżka jaką Julek używał. Lecz u góry, zamiast chwytu miał wystrugany krzyż. — Fryderyka go dla mnie zrobiła.
To znaczy, dla mnie - pomyślał Julek.
— Pocałuj krzyż — powiedział, podsuwając przedmiot pod nos Juliusza.
Mężczyzna cmoknął drewno, czując ekscytację.
Adam naolowił przedmiot, po czym bezceremonialnie obrócił Juliusza i zaczął zabawę.
Juliusz czuł jak jego całe ciało pulsuje i drży, gdy ksiądz obracał i wiercił przedmiotem.
— Och, ojcze...— wymsknąło mu się.
— Czy żałujesz swoich grzechów?
Juliusz tylko jęknął ponownie.
— Czy widzisz jak obraziłeś Boga, grzeszniku?
Julisz zapłakał, czując jak szczytuje.
— Och, tak... — wychrypiał. — Widzę teraz wszystko dokładnie…
CZYTASZ
originale peccatum.
FanfictionWtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A w...
