Nie wiem ile czasu już minęło, ile siedzę na tym zasranym strychu. Jest tu lodowato, nie ma żadnego ogrzewania. Na ziemi leży materac i koc, małe okienko daje mi chociaż trochę światła. Dostaję małe porcje jedzenia 2 razy dziennie, jestem praktycznie głodowana, z tego co podsłuchałam z rozmów śmierciożerców, dostaje jedzenie tylko dlatego że mają trzymać mnie przy życiu. Mogę przyrzec że sporo schudłam, jestem w stanie policzyć sobie żebra, często brakuje mi siły stać. Zostałam zwykłym niewolnikiem... Siedziałam tak jak zwykle pod ścianą patrząc przez małe okienko. Było późno, księżyc świecił mi w twarz. Nagle usłyszałam krzyki, a różne zaklęcia padały. Wstałam i ruszyłam do drzwi, nadal były zamknięte. Po kilku minutach zrobiło się cicho, słyszałam tylko kroki.
-Halo! Pomocy! Błagam wypuśćcie mnie stąd! -krzyczałam z wszystkich sił jakie jeszcze mi zostały, starałam opierać wagę swojego ciała na klamce żeby ustać ale z trudem mi się to udawało. Kroki stawały się coraz bardziej wyraźne, nagle drzwi się otworzyły, a mnie odrzuciło na podłogę. W drzwiach stanęła dobrze znana mi osoba z różdżką skierowaną w moją stronę.
-Isabella?
-Profesor Lupin?- on szybko do mnie podbiegł i widząc w jakim jestem stanie pomógł mi się podnieść. Zaczęło mi się kręcić w głowie, profesor zawołał resztę, którzy szybko znaleźli się w pokoju. Światło, które teraz padało z otwartych drzwi oślepiło mnie przez co nie byłam w stanie rozpoznać większość osób które weszło.
-Riddle?- znałam ten głos, bardzo dobrze. Uśmiechnęłam się lekko.
-Potter? -on podbiegł do mnie żeby mi się dokładnie przyjrzeć.
-Co ty tu robisz?
-Mogłabym zapytać ciebie o to samo, ale to dosyć długa historia.- za pomocą Pottera i Lupina powoli zeszłam na sam dół. Wszędzie były pozbijane rzeczy, lustra, wazony. Krzesła leżały do góry nogami. Nie było śladu po moi- Voldemorcie ani śmierciożerców. Dom Draco był całkowicie zniszczony. Zaczęło kręcić mi się w głowie od tego wszystkiego, po chwili po prostu padłam.
...
Powoli otworzyłam oczy i ujrzałam dwie rude czupryny nade mną.
-Mamo wstała!- krzyknął jeden.
-Cześć maluchu, długo spałaś śpiąca królewno.- powiedział drugi i pomógł mi usiąść, nie minęło długo a do pokoju wbiegła niska kobieta, również ruda, od razu się do mnie przytuliła. Zdziwiło mnie to prócz chłopaków i narcyzy nikt mnie nigdy nie przytulał.
-Jak się czujesz moja droga? Boli cię coś.- zapytała z troską w głosie
-Czuję się dobrze, dziękuję. Jeżeli mogłabym spytać, gdzie jestem?- rozejrzałam się po małym pokoiku, było strasznie kolorowo, tak rodzinnie.
-Jesteś w naszym domu maluchu.
-A tak dokładnie to w naszym pokoju.- dopowiedział drugi
-Fred i George.
-Bingo!-krzyknęli, kobieta się uśmiechnęła i wstała.
-Kochanie zaraz gotowe będzie jedzenie, przyjdź jak będziesz chciała.- wyszła z jednym z bliźniaków zostawiając mnie z tym drugim.
-Nie mam pojęcia którym jesteś bo wyglądacie dla mnie identycznie.- ten się tylko zaśmiał.
-Spotkaliśmy się już kiedyś, w Hogwarcie. Jak siedziałaś na błoniach w zimę bez żadnej kurtki.- usiadł obok mnie na łóżku. Pamiętam to, dał mi wtedy swój szalik, czyli musi to być George.
CZYTASZ
RIDDLE II //THE END IS COMING
FanficRIDDLE II //THE END IS COMING Druga część opowiadania RIDDLE// córka voldemorta Isabella Riddle znajduje się w Malfoy Manor, gdzie jest uwięziona przez swojego ojca. Nie wolno jej wyjść, ani z kimkolwiek się kontaktować. W tym samym czasie w Hogwarc...
