14

1.4K 57 49
                                        

POV: CAM
- No no, Vince miał bójkę. Można tylko pogratulować - powiedział Monty, kiedy siedzieliśmy w salonie wszyscy oprócz Hailie która miała drzemkę.
- Ale w słusznej sprawie - powiedział Adrien. Czekaliśmy aż Hailie się obudzi żeby go poznała. Może Adrien ulegnie jej urokowi i ją polubi? Kto wie.
- Monty, nie chwal mi syna za to że komuś przyjebał. Ale wiecie co? Ja jestem z was dumny.
- Jaki ojciec taki syn. Poza tym takie pytanie mam do ciebie, Cam.
- Jak musisz to pytaj.
- Kiedy Gabriela była u ciebie w gabinecie to wy się tam ruchaliście? Bo długo trwała ta "rozmowa"
- Monty ty weź stul dziób. Tu są dzieci. Sześcioletnie!
- Słyszały już dużo rzeczy jak na swój wiek, więc nie przesadzaj.
- Co ty wogule tu robisz? Ciągłe co cię widzę to jesteś u mnie.
- No bo wie...
- Will? Kim jest ten pan?
Wszyscy spojrzeliśmy na nowo przybytą osobę do pokoju. Hailie stała w progu drzwi, jedna ręką przecierając zaspane oczka, a drugą trzymała różowego pluszaczka za łapkę, którego dostała od Tonego. Jej piżama miała taki sam kolor i przypominała jednorożca.
Nie jedna osoba rozczuliłaby się na ten widok. Od razu kiedy na nią spojrzałem pojawił się na twarzy uśmiech.
- Adrienie, poznaj moją córkę, Hailie. Hailie to jest Adrien. Kolega Willa i syn mojego dobrego przyjaciela.
Hailie ostrożnie do niego podeszła i przypatrywała się mu z zaciekawieniem.
- Ma ładne oczka. Takie jak hmmm... Czekolada! A ja lubię czekoladę.
Jak na 4 łatkę mówiła doskonale, ani się nie jąkała ani nic. A to za sprawą Willa z którym ciągle rozmawiała przez co kształtowała swoją wymowę.
- Dziękuję, Hailie Monet. Ty masz za to bardzo ładne włosy.
- Dobra ja się już zażenowaniem. No sorry, brzmicie jak 4 latki i jeszcze u Hailie to przejdzie ale u Adriena?
Posłałem Dylanowi karcące spojrzenie. A mój telefon zadzwonił.
- Przepraszam zaraz wrócę.
Wstałem i wyszedłem. Spojrzałem szybko na wyświetlacz na którym pojawiła się nazwa Egberta Santana.
- Tak słucham? - odebrałem szybko kiedy znalazłem się w kuchni.
- Słuchaj, Monet. Jest pewna komplikacja. Grace robi mi aktualnie jakieś problemy i szwenda się po dziwnych miejscach. Muszę to ogarnąć i mam do ciebie prośbę. Mógłbyś przenocować dzisiaj Adriena? Bardzo mi to pomoże.
- Naturalnie. Jest piątek dzisiaj więc może nawet zostać ile chce. Adrien nie będzie się tu nudzić z 5 dzieciaków.
- Bardzo ci dziękuję. Przyjadę po syna osobiście kiedy tylko będę w stanie.
- Dobrze. Do zobaczenia Egbert.
- Do zobaczenia.
Po rozmowie wróciłem od razu do salonu. Zastałem tam wszystkich patrzących się na Hailie. Kiedy mówiła wszyscy ją słuchali. Kiedy się chociażby lekko poruszyła wszyscy na nią popatrzyli. Ona miała coś w sobie po prostu i ludzią dobrze się na nią patrzyło
- Adrien. Wystąpiły pewne komplikacje u twojego ojca, więc zostaniesz na jakiś czas u nas, dobrze?
- Oczywiście. Bardzo mi miło i dziękuję.
- Nie ma za co. Monty, jak już jesteś to chodź mi pomóc. Potrzebuję cię przy papierkowej robocie. A wy idźcie zaraz spać, bo późno się robi.

POV: HAILIE
Tata razem z wujkiem wyszli. A bliźniacy odpalili sobie jakąś grę. Vince też wyszedł mówiąc że idzie do siebie czy coś takiego. Will i Adrien rozmawiali ze sobą a ja nie miałam co robić.
Więc wstałam i wyszłam coś zjeść. Eugenia szykowała się do wyjścia, ale kiedy cichutko przydreptałam do kuchni zrobiła mi kaszkę.
Moją ulubioną truskawkową.
- Dziękuję. Jesteś najlepsa!
Zdarzało mi się jeszcze seplenić, ale się starałam nie. Wszyscy mnie chwalili że robię duże postępy i tak więc bardzo mnie to cieszyło.
- HAILIE?!
- Jest w kuchni! - odkrzykneła Willowi Eugenia. Will razem z Adrienem, bo tak nazywał się chłopak przybiegli kiedy kończyłam jeść kaszkę.
- Jezu, Hailie. Nie strasz mnie tak. Myślałem że cię Vince porwał.
- Ja tylko jem.
- Widzę, widzę. Jedz na spokojnie. Ale mów następnym razem jak będziesz wychodzić. Wystraszyłem się.
- Nudziło mi się i byłam głodna.
- Ja już pójdę. Do jutra, skarby.
- Do zobaczenia Eugenia. A ty Hailie mogłaś z nami pogadać jak ci się nudziło.
- Ale wy rozmawialiście o szkole. A to nudne jest bo ja tylko w domu siedzę.
- A chciałabyś może chodzić do przedszkola? To byłoby coś takiego jak szkoła tylko dla takich dzieci jak ty.
- Bogatych?
- Nie o to mi chodziło - zaśmiał się - Ale też. Na pewno byłoby to prywatne przedszkole. Ale chodziło mi o to że byłyby tam dzieci w twoim wieku, a nie tacy starzy jak ja czy Vince.
- To ja bym chciała!
- Pogadamy z tatą jutro, dobrze?
- Tak!
- Daj odniose talerzyk. A teraz chodź do salonu, wygonimy braci do spania.
Szybko poderwałem się z miejsca przerwacając krzesło.
- Przepraszam!
- Nic się nie stało - powiedział Adrien podnosząc krzesło.
- Chodź, malutka.
Podbiegłam do Willa i złapałam go za rękę którą dla mnie wystawił.
Poszliśmy do salonu gdzie byli bliźniacy.
- Shane. Tony. Do spania, ale już.
Bracia podnieśli się jęcząc ale posłusznie poszli na górę do pokoi.
- My też pójdziemy spać chyba. Nie wiem jak ty Adrien ale ja jestem śpiący.
- Posiedzę tu jeszcze i coś obejrzę może. Przyniósł byś mi może koc? Najwyżej usnę tutaj sobie.
- Koce masz na fotelu. Dobranoc Adrien. Chodź Hailie.
Podeszłam do Willa, a on wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju.

***

Ze snu wyrwał mnie jakiś głośny huk i błysk. Kiedyś coś takiego już przeżyłam i mama mówiła że to się nazywa burza.
Ale ja się strasznie jej boję więc się popłakałam kiedy usłyszałam drugi huk.
Za trzecim wyskoczyłam z łóżka i z płaczem pobiegłam do salonu z którego wydobywał się dźwięk.
- Hailie? Czemu ty płaczesz?
Spojrzałam na Adriena, który siedział na kanapie przykryty kocem i oglądał film.
- Boję się. - wyszeptałam cichutko i powoli do niego podeszłam.
- Burzy?
- tak-k - powiedziałam biorąc wdech bo ciężko się oddycha kiedy się płacze. Wyciągnęłam do niego rączki tak jak wyciągam do braci, żeby wzięli mnie na ręce i przytulili. Adrien spojrzał na mnie lekko zdezorientowany i westchnął.
- Nie mogę Hailie cię dotk...- zaczął, ale kiedy spojrzał na moją zapłakaną twarz westchnął ponownie i wstał.
Wziął mnie na ręce k usiadł spowrotem na kanapie, a ja się przytuliłam do jego klatki piersiowej.
Adrien kiedy usiadł położył mnie na swoich kolanach przodem do siebie żebym mogła się przytulać i podtrzymywał mnie żebym nie spadła.
Przy każdym grzmocie podskakiwałam, a wtedy Adrien głaskał mnie uspokajająco po plecach.
Kiedy usłyszałam że zaczął co raz płycej oddychać i klatka piersiowa na której spałam się zaczęła unościć stwierdziłam że śpi i też skorzystałam.
No i zasnęłam. Przytulona do Adriena Santana. I wtedy nie wiedziałam nic w tym złego, ale kiedy byłam starsza...

***
Hejka wszystkim!
Mam nadzieję że rozdział się
podobał haha
Jak macie jakieś pomysły na książkę to z chęcią wysłucham, piszcie w komentarzu albo do mnie prywatnie!
Zostawcie też coś po sobie proszee
Macie ciasteczko 🍪
Miłego ❤️

Mała MonetOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz