❝ Sierpień przeminął w mgnieniu oka
Ponieważ nigdy nie był mój ❞
w którym cudowne lato legło w gruzach w przeciągu kilku godzin.
lub
w którym august madden zawsze kończy z tym chłopakiem...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
✧*̥˚ august *̥˚✧
augustine madden x conrad fisherrozdział dwudziesty drugi || 🍓🤍🌸
❝ bez mówienia zbyt wiele, czujemy ten pęd! ❞
August leżała w swoim łóżku. O rok starsza. Wreszcie dorosła. Powinna czuć się szczęśliwsza niż była. A jednak, gdy wpatrywała się w sufit, jedyne, co pulsowało jej w żyłach, to lęk. Czysty, obezwładniający lęk.
Z korytarza dochodziły dźwięki — jej brat szykował się do wyjścia. Przez cienkie drzwi przebijały się basy r&b z jego małego, czarnego głośnika. Zwykle na złość włączyłaby własny, jeszcze głośniejszy, żeby go przebić. Dziś nie miała siły. Leżała bez ruchu, z dłońmi splecionymi na piersi. Myśli wirowały jej w głowie, jak co roku o tej porze. Z tą różnicą, że tym razem miała powód.
Była dorosła.
Oficjalnie miała już obowiązki.
Na miłość boską. To brzmiało jak tragedia.
Jeszcze chwilę temu była dzieckiem w kostiumie Aurory, bujającym się na huśtawce w parku, podczas gdy tata lekko ją popychał. A teraz? 31 lipca. Leżała w łóżku z ciężarem całego świata na barkach.
Miesiąc temu skończyła liceum. Za miesiąc miała wyjechać do Nowego Jorku, by studiować inżynierię biomedyczną na Columbii. Część niej wciąż nie mogła w to uwierzyć. Nie wróci do znienawidzonej szkoły razem z przyjaciółmi — zamiast tego zostanie wrzucona w obcy świat. Bez znajomych. Bez niczego.
Dorosłość, pomyślała ponuro.
Już miała się wreszcie zwlec z łóżka, kiedy drzwi uchyliły się cicho. W progu stanął Conrad Fisher, wyglądając na niesamowicie zdenerwowanego.
– Hej – powiedział miękko, wchodząc do środka, obie dłonie trzymając za plecami.
– Cześć – mruknęła, choć nagle poczuła się niezręcznie. Cholera, mogła wstać wcześniej. – Co tu robisz?
Przechylił lekko głowę, pytająco spoglądając na jej łóżko. Skinęła, więc usiadł na brzegu.
– Muszę pomóc Clevelandowi i nie wiem, czy wrócę przed rozdawaniem prezentów, więc... – Wyciągnął zza pleców dwa kwadratowe pakunki w jasnoniebieskim papierze.
Spojrzała na niego łagodnie, a jej uśmiech nieco się poszerzył. Starała się nie wyciągać pochopnych wniosków. To był Conrad i były jej urodziny — nawet jeśli prawie ze sobą nie rozmawiali, zawsze dostawała od niego prezent.
– Dzięki, Con – wyszeptała, nie wiedząc, czemu głos nagle się załamał.
Wzruszył ramionami i podał jej pakunki, a ona najpierw sięgnęła po ten mniejszy. Na widok zawartości szeroko otworzyła oczy. W środku kryło się pudełeczko Pandory, a w nim zawieszka: srebrno-różowy żółwik.