rozdział IX

523 31 51
                                        

Jest poniedziałek czwartego grudnia.

San około siódmej dwadzieścia wybiegł z mieszkania, wciskając po drodze do swojej buzi trzy duże łyżki owsianki. Na więcej nie miał już czasu.

Ostatnio jego poranki są coraz bardziej chaotyczne. Wstaje później, przez co nie ma czasu na zjedzenie porządnego śniadania.

Mnie czeka dziś kolejna rehabilitacja z Yeosangiem. Podchodzę do nich coraz mniej entuzjastycznie ze względu na to, iż przez moje spore postępy, Kang wymaga ode mnie więcej i więcej.

To logiczne, ale wciąż denerwujące.

W ramach nagrody powinien mi raczej trochę odpuścić.

Nie jest to nic ponad moje siły, nie dopuściłby do tego, jednak wystarcza to, bym zanurzony po ramiona w basenowym zbiorniku czuł, że moje ciało mokre jest nie tylko od wody.

Kang przyjechał po mnie jak zwykle około godziny piętnastej, a więc od razu po ukończonym stażu. Posiadając wciąż klucze, wszedł do mieszkania, jak do własnego domu, a Lady mruknęła pod swoim kocim nosem niezadowolona z faktu, iż przybyłym gościem nie jest jej właściciel.

- Cześć Woo. Matko, tak strasznie mi się chce pić, powiedz, że San ma jakiś sok albo coś gazowanego - rzucił, obdarzając mnie jedynie krótkim uściskiem, gdy wszedł do kuchni.

Niestety, San pije tylko wodę.

- Dobra, też się nada - odparł, zabierając jedną z dwustupięćdziesięciomililitrowych butelek.

Nie skierował się w stronę wyjścia, jak to robił zwykle, a przysiadł na jednym z wolnych krzesełek obok mnie. Głośne westchnięcie opuściło jego usta zaraz po tym, jak wziął kilka większych łyków, opróżniając tym samym niemal połowę butelki.

- Porozmawiajmy - polecił.

Zarówno zabawny, jak i przerażający był fakt, że od razu wiedziałem, czego dotyczyć będzie ta rozmowa.

Od moich urodzin nie było tak naprawdę czasu, by poruszył temat "snu" Sana, a ja szczerze miałem nadzieję, że zwyczajnie o tym zapomniał lub co lepsze, stwierdził, że nie ma sensu do tego wracać.

Ale Kang Yeosang był człowiekiem dociekliwym, niekiedy aż za bardzo.

San natomiast zaliczał się do tych zbyt wylewnych, powinien był trzymać swój język za zębami. Właściwie gdyby nie on i jego pijacki wybryk, nie byłoby żadnego problemu.

Wszystko wina Sana.

- Powiedz mi ładnie, jak to było z tym naszym pijaczkiem, Sanem - zaczął.

Nie określiłbym go mianem pijaczka, póki co tylko raz miałem okazję widzieć go pijanego.

Cóż...raz a porządnie.

- Nie martw się, to zostanie między nami. Tylko jego obgaduję razem z tobą, w drugą stronę to nie działa - zaśmiał się krótko. Skinąłem głową w zrozumieniu, a on przechylił swoją własną z pewnego rodzaju rozczuleniem. - Nie stresuj się jakby to była rozmowa kwalifikacyjna, ja tu przyszedłem na plotki - oznajmił.

I może faktycznie nieco dodało mi to otuchy i pozwoliło rozluźnić spięte mięśnie.

Sam powrót wspomnieniami do tamtego momentu był jednak...dziwny. Nie w takim sensie jak wspomnienia z dnia wypadku, tamte były przerażające, budziły niepokój i chęć nagłego płaczu, natomiast te prowadziły do zawstydzenia, pewnego zażenowania samym sobą i jakiejś małej cząstki niedosytu.

"Co chciałbyś wiedzieć?" - zapytałem zaraz po tym, jak odblokowałem swój telefon.

Kang roześmiał się "wyrzucając" ręce w powietrze.

Amicus Ad Aras | woosanOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz