.
! +16 !
.
Dziś jest osiemnasty listopada.
Kolejny weekend.
Sobota.
Wciąż milczę.
Czeka mnie naprawdę ciężki wieczór.
San wychodzi dziś do klubu świętować urodziny swojego znajomego z uczelni. Seokmin, o ile dobrze pamiętam.
Czy chcę aby szedł, zostawiając mnie przy okazji samego?
Oczywiście, że nie.
Czy to ja byłem tym, który go do tego namówił?
Paradoksalnie, tak.
Owszem, wolałbym mieć go przy sobie, jednak odczucie zżerającego mnie egoizmu nie pozwalało mi na to. To ja wtargnąłem do jego życia, ja wprowadziłem do niego tym samym wiele ograniczeń. Nie jestem dzieckiem i nie wymagam już dwudziestoczterogodzinnej opieki. San zasługuje na to, by od czasu odstresować się i wyjść gdzieś ze znajomymi, nawet jeżeli mnie niekoniecznie to odpowiada.
Nie zmienia to faktu, że spoglądam co chwilę na zegarek z ogromną nadzieję, że ten zatrzyma się, sprawiając iż nigdy nie nadejdzie moment, w którym brunet będzie musiał opuścić dom, zostawiając mnie samego.
Ale niestety cholerny czasomierz pędził dziś jak popieprzony.
Tym razem nie mogę liczyć nawet na Kanga, gdyż ten wyjechał na cały weekend do rodzinnego domu. Została mi tylko Lady.
Co dobrego było w tym wszystkim, to fakt, że San poświęcał mi od samego rana mnóstwo czasu, chcąc w ten sposób zrekompensować dzisiejszy wieczór.
Wspólnie przygotowaliśmy obiad, pograliśmy trochę w gry i poćwiczyliśmy, było naprawdę miło. San miał wychodzić około godziny osiemnastej, a więc za nieco ponad sześćdziesiąt minut. Obecnie udał się do łazienki w celu wykąpania, natomiast ja otrzymałem niezwykle ważne zadanie, a mianowicie wybranie dla niego stroju.
Puchata Lady widocznie również podeszła do sytuacji poważnie, gdyż przesiadywała na łóżku bruneta, obserwując uważnie jak przekopuję jego ubrania, próbując znaleźć wśród nich coś ciekawego. Z początku zadanie wydawało mi się proste, jednak okazało się wcale takim nie być. Stoję teraz przed tą szafą, przytrzymując się półek, gdy momentami moja równowaga chwieje się niebezpiecznie i próbuję odgonić z głowy niepoprawne wizje.
Jak byłem młodszy, moja siostra uwielbiała grać w przebieranki, darmowe gdy w Internecie. Polegało to na tym, iż na ekranie postawiona była nieruchoma postać, znajdująca się w samej bieliźnie, której dobierało się rzeczy idealnie dopasowane do jej często nienaturalnej pozy. Wszystko przy akompaniamencie jakiejś słodkiej muzyczki.
Całkiem możliwe, że coś podobnego wizualizacje przewijały się przez moją głowę, a zbyt długie wyobrażanie sobie Sana w tak skąpym ubraniu nie mogło skończyć się dobrze.
Westchnąłem pod nosem, rzucając na jasną pościel czarne, dobrze skrojone spodnie, przypominające nieco materiał garniturowy. Z pewnością będą opinać idealnie nogi Sana.
Chwilę potem obok niech opadła czarna koszula i tej samej barwy skórzany pasek.
Myślę, że odgadnięcie mojego ulubionego koloru, mogło by sprawić wielu osobom nie lada wyzwanie.
Ironicznie, rzez jasna.
Uważam, że San będzie w tym stroju prezentował się wyjątkowo dobrze. Może nawet aż za dobrze, jeżeli nie chciałbym, by niepożądane spojrzenia lądowały na jego osobie.
Jeżeli zastanowić się od tej strony, to chyba raczej powinienem wybrać dla niego dres i poplamioną ketchupem koszulkę, która już chyba na stałe zadomowiła się w koszu na pranie.
Niestety, w tym też wyglądałby dobrze, jestem tego pewien.
Problem jest z jego twarzą, ale tego nie mogę zmienić.
Irytujący jest fakt, iż tak wiele osób będzie mogło tego wieczoru bezkarnie mu się przyglądać, podczas gdy jego najlepsza wersja powinna być zarezerwowana tylko dla mnie.
Każda jego wersja powinna być zarezerwowana tylko dla mnie, to chyba oczywiste.
Marzenia pozostają marzeniami.
Otwierające się drzwi łazienki zwróciły moją uwagę, jednak na korytarzu nie rozległ się żaden dźwięk stawianych kroków.
- Przyjdziesz na chwilę? - Usłyszałem jego krzyk.
CZYTASZ
Amicus Ad Aras | woosan
FanfictionWciąż milczę. Pogrążony w milczeniu Wooyoung zaczyna dostrzegać w życiu sens. Tym sensem staje się dla niego Choi San - z pozoru prosty student medycyny, który okazał się być dla Junga kimś znacznie więcej niż tylko zwykłym opiekunem. Urocze dołeczk...
