Dziś jest poniedziałek.
Dwudziesty drugi stycznia.
Potrzebowałem tych dwóch dni.
Tyle czasu zajęło mi uporządkowanie myśli w takim stopniu, bym zdobył się na rozmowę z Sanem. Taką, która nie doprowadzi do większej, niepotrzebnej kłótni.
Przez te dwa dni milczałem.
Wciąż milczę.
Pod pretekstem dalszej walki z chorobą, utrzymywałem ciszę, podobną do tej, która towarzyszyła mi przez ostatni rok. Wszystko po to, by przypadkiem nie pozwolić niechcianym słowom, kierowanym duszonymi w środku emocjami opuścić usta.
Myślałem.
Dużo i długo.
Czasem nawet za długo, bo noce przemijały mi niesamowicie szybko, pozostawiając zaledwie trzy lub dwie marne godziny na niespokojny sen.
Na szczęście byłem w stanie kontrolować to do tego stopnia, by nie wzbudzić w Sanie większego niepokoju. A z jego umiejętnościami wyczytywania z duszy, było to wręcz osiągnięcie godne złotego medalu. Martwił się jedynie o mój stan zdrowia. Z tym jednak nieustannie zapewniałem go, że wkrótce wszystko będzie w porządku.
Potrzebowałem tych dodatkowych dwóch dni choroby.
San.
Jego imię przewijało się przez moje myśli. I niby nie było to niczym nowym, a jednak stawało się niezwykle uciążliwe.
San, San, San...
Teraz znów.
San...
Sana obecnie nie ma. Wyszedł na zajęcia, oznajmiając wcześniej, że ostatni wykład kończy około godziny czternastej.
Nie pamiętam dokładnej pory.
Zwykle po drodze wstępuje jeszcze po drobne zakupy, więc obstawiam, że na miejscu zjawi się mniej więcej w okolicach piętnastej.
Mój plan jest dość prosty.
Zamierzam dziś poruszyć z nim temat, o którym poinformował mnie Yeosang, a który przez ostatnie dni nie dawał mi spokoju.
To znaczy jeden z nich.
Kwestię rzekomych uczuć Choi'a postanowiłem na razie odłożyć na bok, choć nurtuje mnie ona równie mocno, co ta dotycząca spotkania Sana z moją matką. To jest jednak istotniejsze, tak sądzę.
Tak więc dzisiaj zamierzam zapytać Sana po jakiego kija postanowił zobaczyć się z tą kobietą oraz dlaczego stwierdził, iż ta informacja nie jest na tyle cenna, by przekazać ją mnie.
Wcześniej przygotuję dla niego obiad. Podejdę do tego w sposób taktyczny i ostrożny, pokazując mu tym samym, że nie targają mną żadne szczególnie negatywne emocje.
Żadne.
Absolutnie.
Pomyślałem to i w tym samym momencie nieprzyjemne pieczenie rozeszło się wzdłuż mojej lewej dłoni, promieniując od palca wskazującego.
Pogrążony w myślach i mojej jakże spokojnej aurze, nie zwracałem nawet większej uwagi na świeżo naostrzony nóż, którym z wyuczoną wprawą przesuwałem po cebuli.
Nagle w moich płucach znalazło się więcej powietrza, a powieki rozwarły się szerzej, gdy lekkie pieczenie przerodziło się w prawdziwy ból.
CHOLERNA CEBULA.
Rana na palcu była może i niewielka, ale drażniące właściwości tego piekielnego warzywa sprawiły, że musiałem sprawdzić dwa razy, czy aby na pewno nie uciąłem go w całości.
CZYTASZ
Amicus Ad Aras | woosan
ФанфикшнWciąż milczę. Pogrążony w milczeniu Wooyoung zaczyna dostrzegać w życiu sens. Tym sensem staje się dla niego Choi San - z pozoru prosty student medycyny, który okazał się być dla Junga kimś znacznie więcej niż tylko zwykłym opiekunem. Urocze dołeczk...
