Dziś jest trzynasty stycznia.
Sobota.
Teoretycznie San powinien mieć wolne.
W praktyce - jest godzina czternasta, a on właśnie wrócił z porannej zmiany w szpitalu. Podobno inni stażyści wypisali się z weekendowej zmiany, a on sam nie zdążył.
No cóż, przebolał.
Oboje przeboleliśmy - on konieczność pracy w dzień wolny, a ja jego nieobecność.
Ale wróćmy do ważniejszych rzeczy.
Święta były miłe, sylwester był jeszcze milszy.
Dziś jest trzynasty stycznia i...cóż.
Nie jest najlepiej.
San zachowywał się całkiem normalnie po moim chwilowym akcie odwagi. Był... taki jak zawsze. Troskliwy i czuły, nie dało się wyczuć w jego zachowaniu żadnej większej zmiany.
Nie miał mi za złe.
Ale po kilku dniach coś musiało się jednak zadziać w jego głowie. Coś, czego ja nie byłem świadomy.
Zdystansował się.
Nie tak całkowicie, jednak na tyle, byśmy ja i moje permanentnie pragnące jego atencji ego to dostrzegli.
Pomyślałem, że może to przez alkohol. Ale przecież San wypił tamtego wieczoru tylko dwa kieliszki szampana i wcale nie było widać po nim, jakby procenty miały w jakiś znaczący sposób wpłynąć na jego myślenie.
Wiem w końcu jak wygląda oraz jak się zachowuje, gdy to spożyty trunek przejmuje kontrolę nad jego zachowaniem.
Wiem doskonale.
Pytałem Yeo.
Ale widocznie to zdystansowanie jest na tyle subtelne, że i on tego nie dostrzegł. Pokręcił jedynie głową, wzruszając przy tym ramionami, a następnie to on sam zwrócił się do mnie zainteresowany nagle narzuconym tematem.
Zapytał czy coś się dzieje.
No i tu jest problem, bo nie wiem.
Gdy to samo zapytanie pada z moich ust w kierunku Sana, ten zbywa je krótkim uśmiechem i potrząśnięciem głową. Coś jest nie tak, ale nie chce mi powiedzieć co.
Irytuje mnie to coraz bardziej.
Dzisiejszego poranka nastało jakieś apogeum tego wszystkiego. Z mojej winy rzecz jasna.
Nie mogłem wytrzymać już tego (przeze mnie) zauważalnego napięcie. San wychodził do szpitala na godzinę ósmą, a więc nieco przed siódmą nastawiłem swój własny budzik, by przygotować dla niego śniadanie.
Plusem tego, że w sylwestra przekonał mnie do towarzyszenia mu w tych szalonych zakupach było to, że obecnie niemal na każde wybieram się razem z nim.
Zacząłem hardcorem, więc standard jest mi teraz niestraszny.
Dzięki temu mamy przynajmniej w mieszkaniu składniki, których mogę użyć, by śniadaniowe kanapki Sana wyglądały nieco lepiej niż te z osiedlowego seven-eleven.
Choi powitał mnie ze sterczącymi we wszystkich kierunkach świata włosami i wciąż niezachwyconą pobudką miną. Wciąż nie jest fanem wczesnych pobudek. Po chwili jednak na jego ustach rozciągnął się lekki uśmiech, po którym otoczył mnie szybko ramieniem, dziękując za śniadanie, które już na niego czekało.
Było to miłe i niby naturalne, dlaczego więc bez przerwy czułem, jakby było wymuszone?
Paranoja, to prawdopodobnie prawidłowa odpowiedź.
CZYTASZ
Amicus Ad Aras | woosan
FanfictionWciąż milczę. Pogrążony w milczeniu Wooyoung zaczyna dostrzegać w życiu sens. Tym sensem staje się dla niego Choi San - z pozoru prosty student medycyny, który okazał się być dla Junga kimś znacznie więcej niż tylko zwykłym opiekunem. Urocze dołeczk...
