Czyli dla wszystkich niezainteresowanych kolejną częścią.
*****
Szron witał go ognistymi pocałunkami. Zdarte do krwi palce wrzynały się w każdą nierówność, nie zważając na ból. A mimo to mężczyzna szczerzył się do księżyca jak wariat łapiąc wiatr w zęby. Cierpienie utwierdzało go w tym że żyje.
Nie zawahał się przy wyborze okna. Zresztą nie jednego zepsutego w tym cholernym domu, postawionym na cholernym pustkowiu. Przed włamaniem chroniła go już chyba tylko warstwa lodu trzymająca go w kupie. Pierwsze uderzenie zabolało. Drugie przeszyło go aż po kręgosłup i zachwiało jego... Na pewno nie pewność siebie. Choć przez chwilę przemknęło mu przez myśl że potrafi latać.
Jednak okno ustąpiło z jękiem sypiąc po podłodze wnętrza drzazgami i lodem. Mężczyzna zeskoczył bez wdzięku. Na podłogę zwaliło się w końcu 12 lat więzienia, poczucia niesprawiedliwości i determinacji.
Podszedł do okrytego cieniami łoża czując że serce próbuje rozerwać mu klatkę piersiową. Tyle lat bez słowa, dotyku czy choćby myśli. Nie był już tym człowiekiem co wcześniej. Nie wiedział w ogóle czy wciąż czuł się człowiekiem.
Zostało mu już tylko irracjonalne pragnienie.
Czuł na sobie palące spojrzenie napadniętej osoby. Kobieta wyciągnięta na łóżku wciąż pozostawała poza jego zasięgiem, ale nie kryła się z tym że go obserwuje.
Mężczyzna opadł na materac jak wór gruzu, którym się czuł. Poczuł jak TO wszystko nagle zaczyna ciągnąć go w dół. Teraz. Nie gdy wydzierali mu duszę kawałek po kawałku. Nie gdy walczył o życie pod falami morza północnego.
Dopiero teraz, gdy ich spojrzenia się spotkały. Gdy owionął go jej zapach, uderzyło w niego ciepło bijące z jej ciała. "...bez względu na wszystko, na zawsze i cokolwiek byłoby po.".
Byli wtedy tacy młodzi. Tak lekkomyślni.
A jednak ona nadal żyła, oboje żyli.*
-P...Po prostu...- głos nieużywany latami zawodził go w natłoku emocji- Udawajmy przez chwilę że to się nie wydarzyło- poprosił oblizując spiechrznięte wargi.
Kobieta potrząsnęła głową podnosząc się na łokciach. Dopiero teraz w burzy loków dojrzał coś więcej niż błysk szarych oczu. Księżyc oświetlił blady z przerażenia jak wnioskował krąg twarzy, łzy toczące się po policzkach.
Długie palce chwyciły go za szmaty przyciągając chciwie do przecież tak znajomego ciała. Miękkie pełne wargi odcisnęły na jego ustach pocałunek, na który nie był nawet zdolny odpowiedzieć. Dłonie błądziły od jego twarzy, po splątane włosy tak jakby kobieta pragnęła nie tylko utwierdzić się w tym że nie majaczy, ale też że nie straci ani centymetra tej chwili.
To było jak wynurzenie. Szloch wyrwał się z jego piersi jakby dopiero teraz odkrztusił zalegającą mu w płucach wodę całego pieprzonego morza. Całe ciało rwało go z bólu.
I to było najgorsze uczucie, którego doświadczył w całym swoim życiu.
Ale ono już nie miało znaczenia. Nie teraz kiedy zaciskał dłonie na jej drobnym ciele, szukając w nim zagubionych części siebie, oparcia i życia, które kiedyś miał. Czuł jego zapach, czuł jego ciężar na swoim ciele, nie mógł myśleć w tym momencie o niczym innym niż o tym że trzyma w rękach swój sens.
Ten nocy nie usnął. Padł wycieńczony płaczem, chociaż nie na tyle by poluzować uścisk wokół swojej kobiety. Nie na tyle by choćby wychylić nos z jej koszuli nocnej.
Bo to byłaby piękna śmierć.
Udusić się w ramionach swojej żony.
*****
*Po X czasu wyskrobałam wam taki śliczny cosik więc nie czepiajmy się proszę o to że teraz domyśliłam sobie do tej historii że gdzieś w międzyczasie wzięli ślub. A jak wiemy śluby to niezwykle wiążąca rzecz; kredyty, koty...Oni mieli przysięgę wieczystą.
Ludzie co czytając drugą część nie nigdy tego nie czytali, albo udają że nie czytali, może kiedyś jeszcze z tego skorzystam.
CZYTASZ
We are young // Sirius Black
FanfictionJeżeli idziemy na dno, to idziemy razem Powiedzą, że mogłaś coś zrobić, Powiedzą, że ja byłem sprytny Jeżeli idziemy na dno, to idziemy razem Wymigamy się ze wszystkiego Pokażmy im, że jesteśmy lepsi -The Chainsmokers Paris
