Niełaska.

33 4 4
                                        


Ivan zawiesił wzrok na królu i po wcześniejszym, majestatycznym pokazie dobroci oraz łaski, topornie podniósł się z kolan.

Zebrani dookoła nadal trwali w czymś na wzór szoku. Dlaczego ich siostra i córka podjęła się takowego zakończenia sprawy? Dlaczego nie wskazała winnego? Wszyscy poczuli lekką gorycz, bo słowa Sophie przypomniały im, że Bóg miłował każdego i wybaczał niezależnie od przewinień. Byli świadomi, że winni uszanować słowa czarnowłosej, a jednak gniew podsycany niewiedzą nadal pustoszył ich wnętrza.

- A więc królu wszystkich królów? - Zagaił wiking i ruchem ręki nakazał wstać swoim podwładnym. Brunet poprawił skórzane odzienie i wyprostował plecy na tyle, na ile pozwalała mu chora od dziecka noga.

- Możecie odejść. - Mruknął, ocierając następnie twarz i przyjrzał się swoim synom. Czuł, że musi z nimi porozmawiać sam na sam, bo faktycznie chyba wszyscy się zagalopowali.

- Jeszcze jedno.. - Zagaił, nim goście wyszli i sprowadził na siebie ich wzrok. - Skoro moja córka to zrobiła, to i ja mogę. Przepraszam, ale nie potrafię przejść obok jej bólu obojętnie.

- Obiecuje ci Tordzie, że jeśli dowiem się, kto ją skrzywdził, sam wymierzę sprawiedliwość. - Na tym rozmowa między młodym i starcem się zakończyła. Siwek pokiwał tylko głową z aprobatą i zanim drzwi powtórnie się zamknęły, przywołał swoich synów bliżej.

Sophie stała jeszcze na ganku, patrząc na ludzi, którzy wykonywali potrzebne prace. Zwierzęta tuptały po śniegu, jakby wszechobecny mróz ich nie dotyczył. Świnie rozdeptywały zastygłe fale, które uginały swoje łuki pod naporem śmiesznych dla niektórych raciczek. Koguty gdakały z rozwianymi piórami obserwując swoje, w większości brązowe podopieczne. Te rozgarniały glebę szukając chociażby jednego insekta, aczkolwiek o tej porze roku tą pracę można było nazwać Syzyfową. 

Podrostki szalały w akompaniamencie własnego śmiechu, bawiąc się to w łowce i zwierzynę, to szlifując taktykę wojenną. Obie zabawy potrafiły zaowocować w późniejszych latach. Pierwsza bezsprzecznie uczyła taktyki, dzięki której nikt nie będzie głodny, z kolei druga przygotowywała przyszłych żołnierzy do walki na śmierć i życie.

Kawałek dalej ktoś rąbał drewno, a jeszcze dalej kobiety zbierały się wspólnie, by móc wyszywać dywany, plecy oraz żagle. Życie toczyło się normalnie, jakby nikogo nie interesowało to, co stało się córce króla. Prawda była jednak inna, bo takie i podobne sytuacje rzadko wychodziły poza mury największego z domostw.

Dziewczyna założyła na głowę kaptur, nie chcąc wzbudzać podejrzeń. Powoli zbliżyła się do barierki i spuściła wzrok na poplecznika swojego ojca. Mężczyzna stał niewzruszony, pilnując jednocześnie porządku.

- Hengorze, mógłbyś przyprowadzić mojego ogiera? - Jej słowa wyrwały go z letargu. Spojrzał na zamkniętą w ciemności twarzyczkę i przytaknął.

- Oczywiście. - Już miał wypełnić swoje słowa, gdy dziewczyna znowu zagaiła. Było to dla niego dość dziwne, bo zwykle nie ciągnęła rozmowy, a jednocześnie w tej sytuacji wydawało się to zupełnie naturalne.

- Jak się czuje nasza brzemienna klacz? 

- Wczoraj urodziła kobyłkę.

Młódka uśmiechnęła się, skrywając ten przejaw radości w cieniu kapuzy. Skinęła ostatecznie i odprowadziła mężczyznę wzrokiem, czując jednocześnie, że znowu nie jest sama. Po odwrócenie się ujrzała Ivana oraz jego wychodzących na zewnątrz ludzi. Przywódca przyjezdnych stał bokiem do niej i wpatrywał się w oddalony punkt. Jego przyjaciele nie wyglądali na zadowolonych, jednak to nijak ją obeszło.

Przestroga na potworyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz