Widząc jej milczenie, Pan zbliżył się do niej i spojrzał na portret swojej żony.
– Chciałbym cię przeprosić za mój dzisiejszy wybuch. Zwykle się tak nie zachowuję.
– Nic się nie stało. – Wzruszyła ramionami. – Ja też trochę przesadziłam.
– Ty masz jednak wytłumaczenie – jesteś młoda i w tak krótkim czasie tyle przeżyłaś. Jestem ci winien przeprosiny. Teraz i ty należysz do naszej rodziny, a my, Duncanowie, musimy się o siebie troszczyć w ciężkich chwilach. Powinienem być dla ciebie takim samym wsparciem jak twój ojciec był moim, kiedy zginęła moja żona i dzieci.
Chwilę stali w ciszy.
– Pewnie nie powiedzieli ci, co się stało z Adeline?
– Powiedzieli tylko, że nie znaleziono jej ciała.
– I mieli rację. Nie znaleźliśmy ciała, a jego resztki. Z relacji świadków dowiedziałem się, że to żołnierze wytargali ją ze środka. Zgwałcili ją, wszyscy po kolei. Później jeden z nich podniósł ją i przerzucił przez siodło. Później dowiedziałem się, że to nie był zwykły żołnierz, ale jakiś rycerz. Zabrał Adeline do swojego zamku, wtrącił do lochu i robił jej straszne rzeczy... – Głos mu zadrżał. – Kiedy ją znaleźli, była martwa, z trudem dało się ją rozpoznać... Ciało było w stanie wysokiego rozkładu, rysy twarzy były nie do poznania, a rozpoznano ją jedynie po włosach i czerwonej szmacie, która musiała być kiedyś jej suknią... – Głos Pana stał się bardziej zamglony, tak jakby mówił nie do niej, tylko do siebie. – Tak, moja Adeline wyglądała przepięknie w czerwieniach i w purpurach. Ona jednak wolała zielone stroje, zielone jak trawa porastająca łąki Equuses. – Wyciągnął rękę i pogładził twarz na obrazie. W oczach miał łzy. – Do dzisiaj zżerają mnie wyrzuty sumienia – przez to, że wyszedłem wtedy z Pałacu, przez co zginęły moje kochane dzieci i przez to, że byłem za słaby po tym ataku i nie zrobiłem absolutnie nic, by ją uratować... To twój ojciec jeździł po tych wszystkich zamkach, choć nie miał takie obowiązku. Kiedy dowiedziałem się, że znaleźli ją w ciemnej, zatęchłej celi, przykutą na łańcuchu jak pies, poczułem się jeszcze gorzej. Jak wyglądały jej ostatnie dni? Czy była głodna, czy była przerażona? Czy bili ją, czy ją torturowali, czy znowu ten sadysta ją znieważał? Już nigdy się nie dowiem.
Lenora poczuła mocny ścisk w żołądku. Już wiedziała, dlaczego Nadia skróciła jej tę historię do zupełnych ogólników. Zadrżała, myśląc o Nicolasie i Evelyn, nie jako o obcych ludziach, lecz jak o swoich rodzicach – czy oni też tak cierpieli w lochu? Ile oni tam już byli? Co z nich zostało – może już dawno umarli, a jedynie ich kości leżały w celach? Może jeszcze żyją, ale niewola pogrążyła ich w szaleństwie, upodabniając ich do zwierząt?
Później, już w swoich pokojach poczuła ogromny gniew na Restandora za to, co zrobił. Zamierzał zniszczyć moją rodzinę, pomyślała. Do końca, do ostatniej kropli krwi. Ale mojej krwi nie dostanie, nie dostanie krwi moich żyjących krewnych. Będę księżniczką, nawet jeśli beznadziejną. Zostanę ich Czarodziejką, nawet jeśli Magia o której wciąż mówią jest przeceniana.
Kiedy pół godziny później do jej komnat weszła Nadia, dziewczyna od razu do niej doskoczyła.
– Nadia! Dobrze cię widzieć.
– Słyszałam, że byliście z Markiem w Srebrnej Dolinie – powiedziała. – Jak ci się podobało?
– Super było. – powiedziała szczerze. – Dobrze było widzieć innych ludzi.
– Cieszę się, że ci się podobało. – Uśmiechnęła się lekko. – Masz jakieś plany na jutro?
– Tak. – Złapała jej spojrzenie. – Mogłabyś potrenować ze mną Magię?
CZYTASZ
Lenora Duncan
FantasyPrzed tym jak wrzucę "prawdziwy" opis - ostrzegam, że to jest KONIARSKIE FANTASY, które wzbudziło u paru osób zachwyt swoją abstrakcyjnością XD. Pisałam to, gdy miałam 12-16 lat (to, co widzicie to jest trzecia wersja) i historia pochodzi z tego sam...
