Kaszlnięcie. Jeszcze jedno. I jeszcze. Selena wbijała paznokcie w dłonie, patrząc jak na jej skórze pojawiły się ciemnoczerwone półksiężyce. Z jednego miejsca pociekła nawet krew. Drżącymi dłońmi wytarła czerwoną stróżkę i szybko oblizała ranę. Kiedy znów usłyszała napad kaszlu matki, mimowolnie spojrzała na klucz od pokoju. Trzy dni temu kazała jej wziąć zapas jedzenia, wody i ziół do jej sypialni. A to wszystko z powodu epidemii grypy, która wybuchła w miasteczku.
Jeszcze tydzień temu do ich domu schodziły się tłumy chorych, wszyscy spieszący do Avilli, mając nadzieję na pomoc. Owszem, jej matka pomogła zbić gorączkę paru dzieciom. Był jednak problem, sama zachorowała. Teraz nadal przyjmowała chorych, ale Selena musiała zamknąć się w pokoju, skąd docierały do niej jęki i kaszlnięcia przeróżnych osób.
Chciała napisać do ojca. Mówiła to matce, ale ona nie chciała jej słuchać. Damy radę, powiedziała. Nie narażajmy go na zachorowanie. Nie potrzebujemy jego pomocy.
Teraz jednak Selena coraz bardziej zaczynała w to wątpić.
* * *
Była pod wrażeniem tych wszystkich dekoracji.
Girlandy kwiatów mieniły się różnymi kolorami, a ich duszący zapach unosił się w sali. Dziewczyny z kuchni krzątały się w te i wewte, przynosząc tace pełne ciastek i innych słodyczy.
– Nie rozumiem dlaczego nie moglibyśmy po prostu wyczarować tych rzeczy – powiedziała Nadii. – Przecież poszłoby to o wiele szybciej!
– Owszem, ale jedzenie wyczarowane za pomocą Magii nie zaspokaja głodu. – Klacz podkradła dwa ciastka.
Tak jak wcześniej przy koronacji Nicolasa i Evelyn, tak teraz sala znów zapełniła się stołami. Pośrodku zostawiono miejsce do tańczenia, a obok tronów jej rodziców postawiono trzeci. Był trochę niższy, ale na jego oparciu wyryto symbol słońca.
– To z powodu twojego tytułu księżniczki Słońca. – powiedziała Nadia. – Oznacza on, że jesteś pierwsza w kolejce do tronu.
– Wow – mruknęła.
– Lenoro, tu jesteś. – Usłyszała głos Evelyn. – Chodź, Księżniczki już skończyły twoją suknię.
– Idź z Evelyn, ja zajmę się resztą.
Dziewczyna ruszyła za matką i zrównała z nią kroku.
– Przez większość czasu w tym Pałacu nic tylko się nudziłam. – Przyznała. – A teraz co chwila jakaś impreza.
– Kiedy żyła Adeline tak właśnie wyglądało życie w Kryształowym Pałacu. Co chwila wydawała bale, zapraszała dziesiątki gości. – powiedziała Evelyn. – Kiedyś zapytałam jej dlaczego wydaje tyle przyjęć z tak błahych powodów. Powiedziała mi wtedy, że lepiej by wysoko urodzeni nie zostawali zbyt długo bez nadzoru, bo jak zaczynają się nudzić życiem to wymyślają rebelie.
– Znałaś ją dobrze?
– Nie do końca. – Uśmiechnęła się. – To była dumna dziewczyna. Początkowo nasze życia i doświadczenia za bardzo się różniły byśmy mogły mieć wspólne tematy, ale później się polubiłyśmy na tyle, by porozmawiać ze sobą o czymś innym niż pogoda.
W końcu weszły do komnaty Lenory. Dziewczyna zamarła w miejscu, a na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
Na środku komnaty stał manekin z jedną z najpiękniejszych sukien jakie kiedykolwiek widziała. Nigdy nie pomyślałaby, że czarny może być tak piękny – skrzący stan sukni miał srebrne zdobienia i kończył się przed obojczykami. Suknia nie miała rękawów, jedynie przeźroczystą siatkę na ramiączkach. Spódnica zaś była matowa, a dzięki sztywności materiału wydawała się być szersza.
CZYTASZ
Lenora Duncan
FantasíaPrzed tym jak wrzucę "prawdziwy" opis - ostrzegam, że to jest KONIARSKIE FANTASY, które wzbudziło u paru osób zachwyt swoją abstrakcyjnością XD. Pisałam to, gdy miałam 12-16 lat (to, co widzicie to jest trzecia wersja) i historia pochodzi z tego sam...
