– Lenora, to nie jest dobry pomysł...
– Przestań, Theo, nie panikuj! Mark, powiedz mu coś!
– Stary, łyżwy nie są złe. Nigdy nie jeździłeś?
– A kiedy miałbym to niby robić?
Dziewczyna zaśmiała się i pociągnęła go za rękę na lód. Chłopak stracił równowagę i prawie się wywrócił, a ona puściła jego rękę i szybkim tempem ruszyła przed siebie. Kątem oka dostrzegła Marka, który również z łatwością jechał drugą stroną jeziora. Kiedy jednak zachwiała się, powróciła wzrokiem do kierunku jazdy. Bardzo dawno nie była na lodowisku, ale nie przeszkadzało jej to, że coś jej nie wychodziło – w końcu chodziło tylko o fun, no ewentualnie o pośmianie się z chłopaków. Mark jeździł niestety jeszcze lepiej od niej, ale miała nadzieję podenerwować Theo.
– Lenoro Duncan, na twoim miejscu nie robiłbym takiego sadystycznego uśmiechu. – Usłyszała swoimi plecami.
Obróciła się wokół własnej osi, by zobaczyć, że w jej stronę z gracją jedzie Theo.
– Skąd się tam wziąłeś? – zapytała zaskoczona. – Ej, ty umiesz jeździć!
Zaśmiał się.
– Na twoją niekorzyść tak.
Kiedy oberwała śnieżką w twarz, upadła na tyłek, cicho jęcząc. Usłyszała śmiech Marka i zobaczyła, że Theo zbliża się z jeszcze większą ilością śmiechu. Pisnęła i szybko pozbierała się za nogi. Niestety, nie była wystarczająco szybka – Theo z łatwością do niej podjechał i zwalił ją z nóg, by włożyć śnieg za jej kołnierz.
– Nie, nie! – krzyczała, płacząc ze śmiechu, gdy poczuła jak po plechach spływa zimna woda.
Theo również się śmiał, a po chwili wyciągnął do niej rękę i pomógł jej wstać. Zdjął jej czapkę z głowy i otrzepał ją z śniegu, a następnie założył jej z powrotem na głowę. Gdy to zrobił, szybko ją pocałował, a ona niemal natychmiast odłożyła w myślach na później co przed chwilą chciała mu zrobić.
– Nie doceniasz mnie, Czarodziejko.
Lenora gwałtownie otworzyła oczy. Kiedy zorientowała się, że to był tylko sen, westchnęła z ulgą. Co jakiś czas śniły jej się momenty z Theom, i te które się wydarzyły i te które nie miały miejsca. Ten sen niestety należał do pierwszej kategorii.
Próbując zepchnąć myśli o swoim ex, zaczęła rozważać to, co powiedziała jej Nadia o Robercie. Może faktycznie dobrze by było wspomnieć o tym, że jest w jakimś stopniu zainteresowania małżeństwem za parę lat? To może powstrzymałoby te myśli o Theo. Z drugiej strony nie chciała się teraz bawić w kolejny związek. Jeden na razie jej zdecydowanie wystarczył.
Podniosła się z łóżka i odsunęła zasłony. Niebo było zachmurzone, a słońce było jedynie jaśniejszym kołem za chmurami. Poczuła dreszczyk emocji. Dzisiaj będzie wielki dzień i na pewno nie zepsuje go byle pogoda czy zły sen – Nicolas i Evelyn mają zostać koronowani na króla i królową Equsses.
– Lenoro, wstałaś już? – Usłyszała głos Nadii zza drzwi.
– Tak, możesz wejść.
Kiedy odwróciła się w stronę Klaczy, zobaczyła, że niesie ona tacę ze śniadaniem.
– Pomyślałam, że możesz już być głodna, a w kuchni zbyt szybko byś się nie doczekała na posiłek – powiedziała z uśmiechem.
– Od której tam pracują? – zapytała z ciekawości.
CZYTASZ
Lenora Duncan
FantasiPrzed tym jak wrzucę "prawdziwy" opis - ostrzegam, że to jest KONIARSKIE FANTASY, które wzbudziło u paru osób zachwyt swoją abstrakcyjnością XD. Pisałam to, gdy miałam 12-16 lat (to, co widzicie to jest trzecia wersja) i historia pochodzi z tego sam...
