To Evelyn zrobiła pierwszy krok. Pchnęła Restandora Magią, przez co mężczyzna zatoczył się do tyłu. Goście zaczęli szemrać między sobą. Lenora obejrzała się we wszystkie strony, chcąc zobaczyć reakcje innych ludzi. Widać było, że wszyscy są zaskoczeni wyznaniem Restandora. Nicolas pobladł, a Pan spojrzał się w dziwny sposób na żonę brata. Jakby z pogardą i z obrzydzeniem.
– Nie nazywaj mnie siostrą – warknęła. Cała sala ucichła. – Nie po tym, co mi zrobiłeś. Nie po tym, co Lara zrobiła mi.
– A co ci zrobiłem? Wyjąłem spod prawa tego twojego kochanka? Zatroszczyłem się o twoje bezpieczeństwo kiedy byłaś w ciąży? A Lara? Jedynie pozbyła się problemu, jakim był on, a ciebie ukarała za zdradę, tak jak nam przykazano. Uwierz mi, to nie było nic osobistego.
Zaśmiała się. Śmiała mu się prosto w twarz, ku zgrozie innych ludzi. Oszalała, szeptali między sobą. Kim ona jest?
– Nic osobistego? Dobrze wiesz, że Lara go kochała. Wiesz to, bo sam mi to mówiłeś. Zrezygnuj z niego, powiedziałeś. Nie rób tego swojej siostrze. Słuchałam się was tyle lat, ale nie mogłam zrobić tego, o co mnie prosiliście. A ja prosiłam was tylko o jedno – byście zwolnili mnie z tej przysięgi, którą rozkazał mi złożyć nasz ojciec.
– Przysięga nie dotyczyła tylko ciebie, ale i nas. Poza tym, nie musiało się to tak skończyć – mogłaś najzwyczajniej w świecie urodzić żywe, a nie martwe dziecko. Gdyby przeżyło, zostałabyś zwolniona z bycia moją Nadzieją i mogłabyś odejść do Adera, tak jak chciałaś.
Dziecko, które nie przeżyło? Ader? Teraz zrozumiała.
– Jesteście nimi – powiedziała Lenora. – Jesteście Rodzeństwem Gesandor.
Restandor spojrzał się na nią z uśmiechem pełnym politowania.
– Tak, Lenoro. Ja, Lara i Evelyn zrodziliśmy się z jednej matki i mieliśmy dzielić życie. Niestety, twoja matka zdradziła.
Tłum znowu zagrzmiał, a Lenora wstrzymała oddech. Niektórzy zaczęli ukradkiem na nią pokazywać.
– Myślę, że dalszą część tej rozmowy powinniście odbyć za zamkniętymi drzwiami.
Dziewczyna odwróciła się w stronę Nadii. Restandor uśmiechnął się pod nosem.
– Dlaczego miałbym cię posłuchać, Klaczo?
– Dobrze wiesz, że mogłabym wam wszystkim rozkazać absolutnie wszystko. Jednak nie taki jest mój cel. Dlatego proszę was, Restandorze, Evelyn, Nicolasie i Michaelu, byście dalszą część konwersacji odbyli za zamkniętymi drzwiami. – Nadia odwróciła się w stronę Lenory. – Ty też dołącz. Tak jak Mark i Theo. Czas wyjaśnić prawdę.
– Wiedziałaś o tym? – zapytała z niedowierzaniem.
– Idź. Później porozmawiamy.
Lenora ruszyła za swoimi rodzicami, cały czas mogąc uwierzyć w to, co usłyszała od Evelyn i Nadii. Nadzieja, Ader, Evelyn, Restandor, Lara... Wszystkie te słowa kotłowały się w jej głowie, a ona próbowała uporządkować myśli. Bez skutku.
Nadia kiwnęła głową w stronę paru osób. Ku przerażeniu tłumu, około dwudziestu ludzi nagle zmieniło swój wygląd – starsi mężczyźni i kobiety odmładzali się, grubi szczupleli, ci co byli w postaci dzieci nagle stawali się dorośli. Oto pośród zwykłych śmiertelników pojawiły się Konie w swoich ludzkich postaciach.
– Pozwoliłam sobie zaprosić paru własnych gości – powiedziała głośno Klacz. – Pod nieobecność władców, będą pilnować, by nikomu nie stała się krzywda, a w razie konieczności powstrzymają niespokojnych.
CZYTASZ
Lenora Duncan
FantasyPrzed tym jak wrzucę "prawdziwy" opis - ostrzegam, że to jest KONIARSKIE FANTASY, które wzbudziło u paru osób zachwyt swoją abstrakcyjnością XD. Pisałam to, gdy miałam 12-16 lat (to, co widzicie to jest trzecia wersja) i historia pochodzi z tego sam...
