– Gdzie jest Lenora? Dlaczego jeszcze jej nie ma?
– Nie wiem, pani. Księżniczka wybrała się na przejażdżkę. Powiedziała nam, że wróci za trzy godziny.
Nadia nerwowo zastukała palcami o blat stołu. Po chwili w drzwiach stanął Pan.
– I co? Nie znalazła się?
– Nie, cały czas jej szukają – Nadia wstała z krzesła. – Gdzie jest Mark? Może on wie, gdzie jest Lenora?
– Tutaj jestem, Nadio. – Mark wszedł do pomieszczenia.
– To nie do pomyślenia, by następczyni tronu była puszczona cały czas na samopas – powiedział Pan. – Mojej Lily nie przyszłoby to do głowy.
– Twoja Lily na razie jest Naznaczona, więc to tylko kwestia czasu, kiedy wpadnie na podobny pomysł. – Kobieta prychnęła.
– Uważaj, jak mówisz o niej, Nadio. – syknął. – To, że cały czas popieram Lenorę to tylko kwestia mojej uprzejmości.
– Odbędziemy tę rozmowę kiedy indziej. – rzuciła, zerkając na zakłopotanego chłopaka. – Mark, myślałam, że będziesz z Lenorą. Powiedziała w końcu, że nie jedzie sama.
– Lenora pojechała pewnie z moim przyjacielem, Nadio.
Kobieta wytrzeszczyła oczy i podeszła szybko do Marka, który patrzył raz na nią, raz na Pana.
– Jak to, z twoim przyjacielem? Kto nim jest? Dlaczego nic o nim nie wiem?
– Theo to dobry chłopak – powiedział niepewnie. – Znam go od lat, zajeżdża konie, które później transportowane są do Pałacu...
– Zajeżdża konie – Pan uśmiechnął się z kpiną. – Już widzę, że dzięki Koniu nie wykosztujemy się za bardzo na posag dla naszej Czarodziejki. Ale czemu się dziwić, ma to po ojcu. On też zakochał się w tej wieśniaczce, Evelyn.
Nadia spiorunowała Pana wzrokiem.
– Lepiej nie powtarzaj tych słów jeszcze raz, Michael. Ostrzegam cię już kolejny raz.
– Przed czym ostrzegasz króla, Klaczo? Dlaczego w ogóle mieszasz się w ludzkie sprawy? Dobrze wiesz, że takie coś nie przynosi korzyści. Powinnaś brać przykład z dwóch Ogierów, którzy przyszli nadać imiona naszym córkom. Pojawili się i zniknęli.
– To oni powinni ze mnie, bo jakoś nie bronili waszych córek kiedy zaatakowali Pałac. Może uznali, że życie Melanie i Lily nie jest tak ważne jak opiekowanie się dziećmi jakiegoś chłopa? – Wiedziała, że była ostra. Może nawet za bardzo. Ale nie zamierzała puszczać takich uwag płazem.
Pan spurpurowiał.
– Jeśli jeszcze raz obrazisz w ten sposób moją rodzinę...
– Ty cały czas obrażasz swoją rodzinę, która na imię na Lenora! Zrozum, to jest twoja jedyna krewna prócz Lily, która w dodatku w przyszłości będzie królową. W twoim interesie leży utrzymywanie z nią dobrych relacji.
– A ty zrozum, że teraz Lenora nie jest naszym jedynym wyborem. Teraz możemy wybrać Lily na władczynię.
Nadia zadrżała. Spojrzała w stronę bladego Marka.
– Nikt nie będzie chciał, by krajem władała Naznaczona dwunastolatka. Co z tego, że w tym roku kończy trzynaście lat, skoro Lenora w tym roku zyskuje wiek dorosły. Jeśli broń Koń dowiemy się, że nasi władcy nie żyją, to wtedy na tronie zasiądzie ich córka, a twoja będzie mogła dołączyć na dwór królowej, by pewnego dnia poślubić jakiegoś zdesperowanego lorda. Taka jest przyszłość, a tego nie zmienisz. – Spiorunowała go wzrokiem. – Teraz idę szukać przyszłej królowej. Mam nadzieję, że dostanę od Kryształowego Pałacu wsparcie w postaci innych strażników. Nie można przecież pozwolić, by naszej Czarodziejce stała się krzywda.
CZYTASZ
Lenora Duncan
FantasyPrzed tym jak wrzucę "prawdziwy" opis - ostrzegam, że to jest KONIARSKIE FANTASY, które wzbudziło u paru osób zachwyt swoją abstrakcyjnością XD. Pisałam to, gdy miałam 12-16 lat (to, co widzicie to jest trzecia wersja) i historia pochodzi z tego sam...
