Cisza. Ta upiorna cisza, w której się obudziła. Selena nie słyszała ani kaszlnięć czy kichnięć. Jedynie szum w uszach i skrzypienie okien. Podniosła się z łóżka i jej oczy powędrowały w stronę klucza.
Może wcale nic strasznego się nie stało? To nie pierwszy raz, kiedy rano nic nie słyszała. Matka pewnie spała i odpoczywała. Wczoraj przyjęła kolejnych pacjentów. To musi być to.
Więc czekała. Leżała na łóżku, w dłoniach trzymając klucz, a jej palce zaciskały się na nim z desperacją.
Nagle Selena gwałtownie otworzyła oczy. Usłyszałam coś!, pomyślała. Usłyszałam stukot. Po chwili uświadomiła sobie, że to nie kroki, a walenie pięścią w drzwi. Powoli podniosła się na nogi i spojrzała na drzwi. Dalej, Seleno, pomyślała. Zrób to.
Otworzyła drzwi prowadzące do salonu i spojrzała na trupa swojej matki.
Nie wiedziała jak wydobyła z siebie ten okrzyk. Nie wiedziała jak to zrobiła, gdy nagle wylądowała na kolanach, a łzy zaczęły jej ściekać po twarzy. Nie wiedziała, ile tak siedziała, przypatrując się jej wycieńczonej twarzy. Musiała stracić przytomność, być może z gorączki i wylądować na ziemi. Spojrzała na stół. Leżało tam inne dziecko. Mały chłopczyk, którego dłoń zwisała bezwładnie z krawędzi blatu. Chciała uratować jeszcze jedno życie, pomyślała. Choć była tak wyczerpana, chciała to zrobić.
– Seleno? Co się tu stało? – Usłyszałam najpierw jęk, a później głos.
Podniosła głowę i otworzyła szeroko oczy. Patrzyła teraz na twarz mojego ojca.
– To ty – szepnęła. – Przyszedłeś...
– Ojcze, co się... – Usłyszała głos brata, a następnie jego westchnienie, kiedy zobaczył ciało matki.
Ojciec zbliżył się do niej, jak w amoku, patrząc ciągle na nieruchome ciało matki.
– Usłyszałem o zarazie – powiedział cicho. – A teraz wstań, córko. Wstań, musimy stąd iść...
– Nie... Nie... Matka...
Siłą podniósł ją z klęczek i przytulił mocno Selenę, głaszcząc jej włosy i uspokajając ją. Dziewczyna, zmęczona strachem i zarazą, zamknęła oczy.
– Zajmę się nią.
Pogrzeb nie trwał długo. Jej matkę owinięto w materiał, a następnie ojciec, brat i dwoje sąsiadów wyniosło ciało i włożyło do dziury w ziemi. Ktoś znalazł butelkę wina i polał nią kwiaty, a Selena drżącymi dłońmi podpaliła bukiet. Ogień strzelił wysoko do góry, błyszcząc jasnym światłem.
– Z prochu powstałaś, w proch się obrócisz. Rozsypie cię wiatr, ugasi twój ból. Z nasiona się zrodziłaś, drzewem się stałaś. Kroplą wody wśród żywych byłaś i kroplą wody wśród umarłych będziesz. Tak rzecze Koń. – Wyrecytowała cicho powtarzając za innymi.
– Tak rzecze Koń.
Kiedy dwoje nieznajomych odeszło, dziewczyna odezwała się do ojca.
– Czy to prawda co mówią? Czy faktycznie jest tyle zmarłych?
– Na drzwiach opustoszałych domów ludzie rysują znaki krwią. Jest nimi zapełnione z pół miasta.
– Co ja teraz zrobię?
– Co masz na myśli? – Uniósł brew.
– Zostałam się całkiem sama. Matka umarła, pewnie większość przyjaciół też... A nie mam takich umiejętności jeśli chodzi o leczenie jak ona. Nigdy nie będę miała tyle klientów co ona.
Spojrzenie ojca Seleny byłe pełnie powagi, kiedy objął jej twarz dłońmi.
– Posłuchaj mnie uważnie. Jesteś moją córką. Nie możesz się poddawać. A ja nie zamierzam cię zostawić. Słyszysz mnie? Ja Restandor, klnę się na moją moc, władzę, na wszystko co mam, nie zostawię cię. Masz moje słowo.
CZYTASZ
Lenora Duncan
FantasyPrzed tym jak wrzucę "prawdziwy" opis - ostrzegam, że to jest KONIARSKIE FANTASY, które wzbudziło u paru osób zachwyt swoją abstrakcyjnością XD. Pisałam to, gdy miałam 12-16 lat (to, co widzicie to jest trzecia wersja) i historia pochodzi z tego sam...
