13

105 9 0
                                        

Obudziłam się nagle, jakby coś przeszkodziło mi w śnie. Zajęło mi chwilę, żeby zorientować się, gdzie jestem. Pokój był cichy, otulony porannym światłem wpadającym przez zasłony. Leżałam w łóżku, sama, choć pamiętałam, że Alina zasypiała obok mnie. Spojrzałam na zegar. 6:15. Spojrzałam na miejsce obok siebie, ale po niej nie było śladu. Nie było ciepła na poduszce, nie było jej zapachu w powietrzu. Tylko cisza. Przewróciłam się na plecy, starając się zebrać myśli. Czułam się trochę zagubiona. Wstałam i powoli wyszłam z sypialni, próbując się rozbudzić. Gdy otworzyłam drzwi, usłyszałam hałas dochodzący z kuchni. Alina. Zbliżyłam się do niej powoli, z każdym krokiem czując, że coś jest nie tak. Zwykle obie zaczynałyśmy dzień spokojnie, razem, przy porannej kawie. Dziś jednak jej ruchy były jakieś zbyt szybkie, zbyt nerwowe.

– Cześć, kochanie! – powiedziała, obróciła się w moją stronę i uśmiechnęła szeroko, jakby nic się nie działo. Jej twarz była rozpromieniona, ale coś w jej oczach sprawiło, że poczułam lekkie ukłucie niepokoju.

– Cześć... – odpowiedziałam, próbując zapanować nad tym dziwnym uczuciem w brzuchu. – Coś się dzieje?

– Tak, trochę, muszę wyjść na spotkanie, ale wszystko w porządku, naprawdę. - Alina podeszła do mnie, dając mi szybki, ciepły buziak w policzek. Zawsze to robiła, ale teraz ten pocałunek wydawał się... nieco wymuszony.

Zaczęła zbierać rzeczy z blatu, jej ruchy były jak zwykle sprawne, ale coś w tej pośpiesznej energii nie pasowało mi do obrazu naszej codzienności. Na moment jej wzrok przeszedł obok mojego, jakby omijając mnie, nie patrząc prosto w oczy. I wtedy to poczułam : coś ukrywa. Czegoś mi nie mówi.

– Naprawdę wszystko w porządku? – zapytałam ponownie, zerkając na jej nerwowy sposób, w jaki zapinała torebkę.

– Tak, absolutnie. Wiesz, że nigdy nie ukrywam nic przed tobą. – pocałowała mnie jeszcze raz, tym razem szybko i z lekką niecierpliwością. – Będę wieczorem, kochanie. Muszę już lecieć.

Patrzyłam, jak wychodzi, czując, że coś jest nie tak, ale nie miałam siły, by ją zatrzymać. Pozwoliłam jej wyjść. Pozwoliłam, chociaż czułam, że zostaję z czymś, czego nie potrafię jeszcze zrozumieć.

___________________

Po zakończeniu lekcji zebrałam rzeczy z biurka i zaczęłam układać papiery do torby. Zwykle cieszyłam się na ten moment, kiedy mogłam na chwilę odetchnąć, jednak dzisiaj coś w powietrzu było inne. Nie zdążyłam się jeszcze nawet do końca zrelaksować, gdy drzwi mojej klasy otworzyły się, a w progu stanął dyrektor.

– Jola, mogę na chwilę? – zapytał, jego ton nieco poważniejszy niż zwykle.

– Oczywiście, panie dyrektorze, w czym mogę pomóc? – odpowiedziałam, starając się brzmieć spokojnie, choć w środku coś mi podpowiadało, że to nie będzie rozmowa o niczym.

Wszedł do środka, zamknął drzwi za sobą i spojrzał na mnie poważnie.

– Chciałem cię uprzedzić o czymś, o czym powinnoś wiedzieć. Wiesz, że w szkole nic nie zostaje w ukryciu, a ja staram się być transparentny ze wszystkimi pracownikami.

– Oczywiście, rozumiem... – zaczęłam, czując, że moje serce przyspiesza. Czułam, że nie będzie to coś, co chciałabym usłyszeć.

– Zatem... twój były mąż zgłosił się do mnie z pewną skargą. – dyrektor pauzował, patrząc mi w oczy, jakby szukał odpowiednich słów. – Chodzi o to, że nie życzy sobie, żeby w tej szkole pracowała osoba, która jest w związku z kobietą. Twoja relacja z Aliną... wiesz, że to nie jest sprawa, która ma wpływ na twoje wykonywanie zawodu, ale chciałem, żebyś wiedziała, że ten temat został poruszony.

Zamurowało mnie. Przez chwilę nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Z jednej strony nie chciałam dawać po sobie poznać, jak bardzo to mnie dotknęło, z drugiej strony nie mogłam uwierzyć, że mój były mąż posunął się do czegoś takiego.

– Ale to... to absolutnie nie ma wpływu na moją pracę - odpowiedziałam w końcu, czując, jak moje ręce nieco się trzęsą. – Czy... czy to w jakiś sposób wpłynie na moją sytuację w szkole?

Dyrektor uśmiechnął się lekko, starając się uspokoić mnie swoimi słowami.

- Nie, absolutnie. To jest jego osobista opinia, a szkoła nie ma nic wspólnego z prywatnym życiem nauczycieli. Chciałem ci tylko powiedzieć, że wiem o tej sprawie i że nie ma ona żadnego wpływu na twoje zatrudnienie. Przede wszystkim nie martw się tym.

Przez chwilę poczułam ulgę, ale coś w jego słowach nie dawało mi spokoju.

– Mówisz to tylko dlatego, że Alina jest nowym sponsorem?

Dyrektor zmarszczył brwi, a jego twarz wyrażała szczere oburzenie.

– Absolutnie nie. I tak by nie było. Wiem, że się rozwiodłaś i to wszystko mnie po prostu bardzo zaniepokoiło. On może sobie mówić, co chce. Tylko jesteś tej szkole naprawdę potrzebna i jeśli mu przeszkadza, że jego była żona jest szczęśliwa, to jest jego problem. Z którym sama nie zostaniesz.

Jedyne na co było mnie stać, to niemrawy uśmiech. Ulżyło mi, ale zaczęłam się niepokoić - bo co on jeszcze jest w stanie zrobić?

_____

Było gorąco, w powietrzu czuć było zapach lata, a na szkolnym boisku panował chaos, ale ten z rodzaju przyjemnego. Festyn, który przygotowywaliśmy od tygodni, wreszcie się odbywał. Dzieciaki biegały wszędzie, głośno się śmiały, a nauczyciele kręcili się po różnych stanowiskach, pilnując porządku. W sumie to dość zabawne, bo my, nauczyciele, traktowaliśmy to jak najważniejszą misję – nie dać się ponieść chaosowi i kontrolować sytuację. A i tak wszyscy w końcu lądowaliśmy w strefie z jedzeniem, czy to na chwilę, czy na dłużej.Wśród wszystkich tych twarzy zauważyłam ją – Alinę, która szła obok dyrektora i jego zastępcy. Rozmawiali, śmiali się, a ona, jak zawsze, wyglądała niesamowicie. Alina była pełna gracji, zawsze miała w sobie coś, co przyciągało wzrok. I mimo że byłam przyzwyczajona do jej obecności, to wciąż nie mogłam uwierzyć, że to MOJA kobieta.

Skręciłam w stronę stoisk, starając się odwrócić wzrok. Wiedziałam, że nie powinnam się rozpraszać. Ale wtedy usłyszałam rozmowę kilku chłopaków z klasy maturalnej. Szeptali coś, ale na tyle głośno, że doskonale ich słyszałam.

– Ej, kto to jest ta blondynka z dyrektorem? – zapytał jeden.

– Nie wiem – odpowiedział drugi.

Zapomniałam o swoich obowiązkach, a też żauważyłam, że Alina idzie w moim kierunku.

Słyszałam też jak grupka kolegów zakłada się miedzy sobą, kto pierwszy ją poderwie.

– I załatwione... - jak do mnie podeszła, nie wytrzyłam już. Objęłam jej twarz swoimi dłońmi i po prostu ją pocałowałam. Poczułam jej dlonie na sowich biodrach oraz ciche przekleńswa tamtych chłopaków. – Remont...

Wydyszała cicho, gdy przerwałyśmy pocałunek, gdy nam zabrakło tchu. Wiedziałam, że nie tylko chłopaki się na nas patrzyli, ale w tej chwili mnie to już nie interesowało.

– Stęskniłam się – zgarnęłam tylko włosy z jej twarzy. – Duży ten remont będzie?

– Na pierwszy rzut oka nie. Ale wyślę tu w poniedziałek swoich ludzi, żeby się przyjrzeli niektórym rzeczom. Bo podejrzewam, że z rurami też będziemy musieli się zając, skoro raz na jakiś czas zdarza się wam awaria z nimi związana – uśmiechnęła się – Ale chcemy odnowić niektóre klasy, a polonistyczną zajmę się osobiście.

– Ciekawe, dlaczego...

– A bo mam taki kaprys – zaśmiała się wesoło – na pewno dobrzre? Blada jakaś jesteś. Nawadniałaś się?

– Tak, ale... – urwałam jak na jej telefon przyszła wiadomość. Odczytała ją i wyraźnie się ucieszyła. – Zdradzasz mnie?

– Co? – popatrzyła na mnie jakbym była dinozaurem. – Nie, skąd ci to przyszło do głowy?

– A dziwisz mi się? Ostatnio zachowujesz się dość...

– Kochanie, pracuje nad tym, żeby twoja mama się jednak zgodziła zamieszkać w naszym mieszkaniu.

– Niby jak?

– Powiedziała, że nie chce się do nas wprowadzić, bo będzie się nudzić, prawda?

– Tak. Twierdzi, że w tamtym domu ma przynajmniej ogród, sprzątanie... – westchnęłam – Mimo, że namawiamy ją, by to sprzedała.

– Właśnie. A jakby miała jakieś zajęcie? – patrzyłam na nią. – Jak byłaś w szpitalu, ona dużo mówiła. Najwidoczniej tak odreagowała stres i wspominała, że marzy jej się taka mała kawiarenka. No i niedaleko mojego biura jest taka kawiarenka, prowadzona przez starszą panią od bardzo dawna. Zdrowie jej na to już nie pozwala i chciała ją sprzedać. A tak się składa, że ja tam czasami wpadam na kawę, bo jest przepyszna i ją kupiłam. Dla twojej mamy. Właśnie dostałam wiadomość, że w poniedziałek mogę podpisać akt własności.

– Kupiłaś wymarzoną kawiarenkę dla mojej mamy? – spytałam drzącym od wzruszenia głosem.

– No – uśmiechnęła się – Obiecałam tylko, że wszyscy pracownicy zachowają pracę, ale oni pracują tam od lat, więc nie będzie problemu.

Teraz to ja na nią patrzyłam jakbym ją widziała pierwszy raz w życiu. Nie raz mnie potrafiła zaskoczyć, ale teraz przeszła samą siebie.

Od NowaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz