14

101 10 3
                                        


Zatrzymałam auto pod kawiarenką, która teraz należała do mojej mamy. Wysiadłam z pojazdu, rozglądając się dookoła, ale nigdzie Aliny nie widziałam. Sięgnęłam po torebkę z tylnego siedzenia, a z niej po komórkę. Wybrałam szybko kontakt do mojej kobiety i zadzwoniłam, opierając się o samochód. Odebrała po kilku połączeniach.

– Hej, skarbie.

– No hej – uśmiechnęłam się mimowolnie, słysząc jej głos. – Gdzie jesteś?

– W biurze. Twój kochany były mąż zwalił mi skarbówkę na głowę.

– Co? Żartujesz chyba...

– Nie, ale spokojnie. Przeprowadzają kontrolę, ale i tak mam wszystko w porządku. Mam jednak trochę tych firm, więc to trochę zajmie. Skarbie, przepraszam, nie dam rady się wyrwać.

– W porządku, ale... Skąd wiesz, że to on? Jest tępy, ale żeby aż tak?

– O nic się nie martw. Niby to było zgłoszenie anonimowe, ale mam dobre znajomości. No, skoro ciebie mu się nie udało wygonić ze szkoły, to kretyn myślał, że mi w ten sposób zaszkodzi – zaśmiała się, ale ja byłam po prostu wściekła. – Kochanie, nie przejmuj się, to naprawdę nic takiego.

– Kontrola z urzędu skarbowego?

– No niby tak, ale naprawdę mam wszystko tak, jak być powinno. Tylko nie wiem, kiedy wrócę. Na pewno nie uda mi się teraz wyrwać.

– To nie na ciebie jestem zła.

– Wiem, kochanie. Ale serio, niczym się nie przejmuj, tylko się skup, żeby przekonać swoją mamę do naszego pomysłu – spojrzałam na zegarek. – Bo jak to się nie uda, to chyba tylko druga wnuczka.

– Oni nie chcą drugiego dziecka.

– A kto powiedział, że ja mówiłam o nich?

– Ty wiesz, że my...

– Wiem. Ale nie zaszkodzi spróbować, prawda?

– Ty może lepiej się skup na tej kontroli, a nie na tym, co?

– Muszę jakoś to przetrwać.

– Napiszę ci później rezultaty naszej rozmowy. Dasz mi znać, kiedy będziesz w domu?

– Oczywiście. A i wiesz co?

– Co takiego?

– Kocham cię.

– Ja ciebie też – odpowiedziałam, uśmiechając się sama do siebie. Gdy się rozłączyła, weszłam do środka. Przywitałam się z kelnerką, prosząc ją o kawę, i usiadłam przy jednym ze stolików. Gdy dostałam swój napój, przyszedł mój brat w towarzystwie swojej żony i naszej mamy. Przywitałam się z nimi, ale nikt nic nie mówił, dopóki i oni nie dostali swoich zamówień. Pierwsza ciszę przerwała mama.

– Gdzie Alinka?

– Coś jej wypadło w pracy. Przeprasza, że nie może być.

– Nie pokłóciliście się?

– Co? Nie. Mamo, nie musisz się bać, że się rozstaniemy – westchnęłam. – Mój były mąż nasłał kontrolę na jej firmy, musi przy tym być. Ale ona sobie z tym poradzi.

– Co za dureń z niego – powiedziała, marszcząc nos. – To o czym chcieliście porozmawiać?

– Chcemy cię jeszcze raz namówić, żebyś przyjęła propozycję Jolki i Aliny i żebyś tu zamieszkała.

Od NowaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz