Dotarliśmy do Madrytu około godziny 20. Podczas kilku godzinnego lotu samolotem Justin odezwał się do mnie zaledwie kilka razy. Był zdecydowanie przygnębiony, a prawdopodobnie nikt poza mną i nim nie wiedział o co chodziło. Kilkakrotnie próbowałam nawiązać rozmowę, ale udzielał mi jedynie krótkich odpowiedzi, ciągle mnie zbywając, więc w końcu sobie odpuściłam. Zostawiłam go samego ze swoimi myślami, mając nadzieję, że wpadnie na jakiś dobry plan, dzięki któremu odzyska wideo, na którym bierze narkotyki oraz robi różne rzeczy z Kendall, ale jednak o tym drugim wolałabym zapomnieć. Co prawda nie jestem szczęśliwa z tego powodu, że Justin nadal bierze i wkurza mnie to, ale gdy tylko ktoś wspomina o nim i o Kendall momentalnie gotuję się w środku ze złości.
W hotelu mój pokój znów znajdował się naprzeciwko pokoju Justina z czego bardzo się cieszyłam, bo mogłam mieć go na oku. Teraz pewnie sam będzie się pilnował, ale tak czy inaczej mam dziwną potrzebę, aby być blisko niego.
Po tym jak rozpakowałam rzeczy swoje i Jaxona, poszłam razem z nim do Justina, aby sprawdzić jak się czuje. Było chyba gorzej niż myślałam. Nawet nie rozpakował swoich rzeczy, tylko leżał na łóżku tępo wpatrując się w sufit.
- Justin - mruknęłam, oczekując jakiejkolwiek reakcji z jego strony, ale niestety się tego nie doczekałam.
Jaxon wspiął się na łóżko i położył się obok Justina, ale nawet na to nie zwrócił uwagi. Westchnęłam ciężko i stwierdziłam, że powinnam coś z tym zrobić, ale na sam początek rozpakuję jego rzeczy.
Wyjęłam z walizki jego starannie poskładane koszulki i zmarszczyłam brwi dostrzegając coś na samym dnie walizki. Prychnęłam, biorąc w dłoń jeden z woreczków i pokręciłam z niedowierzaniem głową. Nadal woził ze sobą to gówno. Nawet teraz, kiedy ma przez to problemy. Nie chciałam na razie poruszać tego tematu, bo stan w jakim był Justin mi na to nie pozwalał, ale to nie zmieniało faktu, że byłam wkurzona i bardzo zawiedziona. Myślałam, że chociaż teraz odpuści, ale on nadal zamierzał to brać. Chociaż chciałam, nie mogłam mu tego wyrzucić, bo to należało do niego, a nie chciałam, żeby się wściekł.
Było już późno, a Jaxon powoli zasypiał, leżąc obok Justina. Wiem, że powinnam dać Justinowi spokój i zostawić go samego, ale za bardzo się o niego bałam. Musiałam z nim zostać i zostałabym nawet jeśli starałby się wyrzucić mnie siłą.
- Powinieneś się przespać - mruknęłam cicho i usiadłam na brzegu łóżka, patrząc na niego.
- Nie jestem zmęczony - odparł. Wow, odezwał się, to już jakiś postęp.
- Jutro masz koncert, powinieneś wypocząć - szepnęłam, przykładając dłoń do jego policzka i nachyliłam się nad nim, delikatnie muskając kącik jego ust. Uśmiechnął się do mnie słabo i przyciągnął mnie do siebie, całując mnie w czoło. Zachichotałam cicho, głaszcząc dłonią jego policzek i spojrzałam mu w oczy. Mimo tego, że się uśmiechał widziałam w jego oczach, że nie był szczęśliwy i bał się. Ja również się bałam, ale nie mogłam mu tego pokazywać. Musiał wiedzieć, że ma we mnie wsparcie.
Przykryłam Justina i Jaxona kołdrą, a kiedy chciałam odejść w stronę kanapy, Justin chwycił mój nadgarstek i pociągnął mnie z powrotem na łóżko.
- Muszę się do kogoś przytulić - mruknął, patrząc mi w oczy.
- Możesz przytulić się do Jaxona - odparłam, ale po chwili weszłam pod kołdrę, a Justin od razu się we mnie wtulił, układając głowę na moich piersiach. Objęłam go i przesuwałam dłonią po jego plecach, aby trochę go uspokoić, natomiast drugą bawiłam się jego włosami.
- Pamiętaj, że zawsze tu dla ciebie będę - szepnęłam, kiedy zamknął oczy.
- Kocham cię, Sophie - wymamrotał i chyba właśnie zasypiał.
- Ja ciebie też kocham, dobranoc - wyszeptałam i cicho westchnęłam.
Nie wiem dlaczego, ale tak cholernie bolał mnie fakt, że Justin znów przeleciał Kendall. Przecież nie byliśmy wtedy razem i nie powinno mnie to nawet obchodzić, ale obchodziło i bolało gorzej niż zazwyczaj. Obiecałam sobie, że już nigdy więcej mu nie wybaczę i nie uwierzę w jego słowa, a tymczasem leżę razem z nim w jednym łóżku, przytulając go i pocieszając, bo nagle zrobiło mi się go szkoda. To było zabawne jaka byłam naiwna. Justin mógł zrobić cokolwiek, a ja już do niego przybiegałam. Niedawno byłam zdania, że jest głupkiem, myśląc, że owinął mnie siebie wokół palca, ale właśnie tak było. Byłam na każde jego zawołanie, każdą jego zachciankę. Mógł się mną bawić i robić co mu się żywnie podobało, a ja i tak bym przy nim została, bo byłam w nim ślepo zakochana. Widziałam błędy jakie popełnia, ale moja miłość do niego była tak silna, że nie ma chyba na świecie takiej rzeczy, której bym mu nie wybaczyła. Nie powinno tak być, ale nie mogę nic na to poradzić. To uczucie jest zbyt silne, a ja czuję, że muszę być przy Justinie, kiedy tylko zaczyna dziać się coś złego. Jest tak jakby moim drugim oczkiem w głowie, bo pierwszym jest Jaxon, ale oboje są dla mnie tak samo ważni. Jestem wdzięczna mając Justina z powrotem, bo przez kilka lat nasza relacja nie była zbyt ciekawa, ale w sumie teraz też nie jest. Nawet nie wiem na czym stoimy. Mieliśmy być przyjaciółmi, ale to co robimy nie wygląda mi na przyjaźń chociaż nie chciałabym na razie plątać się w kolejny chory związek z Justinem. Musiałam z nim o tym porozmawiać, ale na razie nie teraz. Teraz musieliśmy ogarnąć kilka innych spraw, a mianowicie tę z filmikiem, a ja musiałam namówić Justina, aby W KOŃCU udał się do specjalisty, który pomoże mu w leczeniu uzależnień. To w sumie mógłby być warunek, pod którym zgodzę się znów z nim być. Cholernie bałam się z nim wiązać, ale kochałam go zbyt mocno, aby pozwolić mu być z kimś innym. Potrzebowałam go tak samo mocno jak on teraz potrzebował mnie i mimo, że o tym nie wiedział on też był dla mnie wsparciem i w pewnym sensie wzorem do naśladowania. Był niesamowicie silny i podziwiałam go za to. Przeszedł już przez tak dużo, a mimo tego wszystkiego nie załamał się do końca. Owszem, był w złym stanie, ale gdybym była na jego miejscu pewnie wyglądałabym dużo gorzej i też inaczej bym się zachowywała. Poddałabym się, a on się nie poddawał. Chciał walczyć do końca i właśnie to w Justinie Bieberze podobało mi się najbardziej.
