BAKUGO
Wróciliśmy od Recovery Girl do mojego pokoju. Mam bana na trening na dwa tygodnie. Dwa pieprzone tygodnie. Byłem wkurwiony. Nie tak miało być miałem trenować, poprawiać wyniki, wrócić do formy, a nie siedzieć na dupie i czekać, aż organizm łaskawie przestanie się buntować. Tyle że tym razem nie mogłem zwalić tego na nikogo. To była moja wina. Nie jadłem, jak powinienem. Spałem po kilka godzin. Trenowałem za dużo i za długo. Do tego stres, ciągłe napięcie i ten pieprzony stalker. W końcu organizm powiedział mi „dość". I chyba najbardziej wkurwiało mnie to, że miał rację. Przeszedłem obok lustra i zatrzymałem się na sekundę. Nie powinienem. Spojrzałem na swoje odbicie.
Kurwa.
Wyglądałem źle. Nie, źle tragicznie.
Wyglądałem jak cień samego siebie. Ramiona były chudsze nie wyglądała już tak jak wcześniej, mięśnie, nad którymi pracowałem przez lata, po prostu zaczęły znikać. Blizna przykrywała bliznę, a kilka nowych nadal wyglądało dość świeżo. Nie mogłem na siebie patrzeć. Odwróciłem wzrok. Nawet teraz, kiedy Eijiro był obok, kiedy mnie dotykał, całował i patrzył na mnie tak, jakby nic się nie zmieniło. Nie chciałem, mu tego pokazać nie chciałem, żeby zobaczył, co naprawdę myślę o swoim ciele. Przy nim potrafiłem o tym zapomnieć chociaż na chwilę, ale kiedy zostawałem sam, wszystko wracało. I najgorsze było to, że doskonale wiedziałem, co powinienem zrobić.
Jeść.
Spać.
Przestać się zajeżdżać.
Tylko że jakoś, kurwa, nie potrafiłem. Wiedziałem, że się niszczę, a mimo to nadal miałem ochotę wejść na trening i zapierdalać tak długo, aż przestanę czuć cokolwiek. Świetny plan. Naprawdę zajebisty. Odwróciłem się od lustra i ruszyłem dalej.
Nie miałem pojęcia, jak długo jeszcze Eijiro nic nie zauważy.
Wróciliśmy do mojego pokoju wieczorem w ciszy. Musieliśmy dokończyć tą cholerną rozmowę o tym przeklętym stalkerze. Kiri wyjął z kieszenie swoich spodni kartkę, którą dostał. Patrzył na nią przez chwilę, a potem podniósł wzrok na mnie.
- Dlaczego on tak bardzo interesuje się tobą?
- Nie wiem.
- Napisał, że jesteś jego.
- Nie jestem niczyją własnością.
- Wiem.
Kiri ścisnął kartkę.
- Ale on tak uważa.
- To jakiś pieprzony zboczeniec.
Spojrzałem na niego.
- Nie wiem, czego chce. Na początku były tylko wiadomości, potem kartki. Ten koleś zaczął pojawiać się w miejscach, w których byłem. Widziałem go nawet w mieście jak byliśmy na zakupach.
Kiri zmarszczył brwi.
- I nic mi nie powiedziałeś?
- Chciałem załatwić to sam.
- Katsuki...
- Wiem.
Wyciągnąłem telefon i kartki, które dostałem, podałem mu. Sprawdził kartki potem odblokował ekran zaczął czytać.
Pierwsza wiadomość.
Druga.
Trzecia.
Jego mina zmieniała się z każdą kolejną.
- „Powinieneś bardziej uważać, kiedy wychodzisz sam" ...
Przesunął palcem niżej.
- „Wiem, gdzie jesteś."
Kolejna.
- „Nie potrzebujesz jego."
Zacisnął usta. Przewinął dalej. Nagle zatrzymał palec. Przeczytał wiadomość jeszcze raz. Potem spojrzał na mnie.
- On pisał o mnie.
- Mówiłem ci.
- Tutaj też.
Przewinął dalej.
- I tutaj.
Milczał przez chwilę. A potem natrafił na wiadomość dotyczącą kurtki, którą kupiłem podczas naszego wyjścia do miasta. Jego policzki lekko poczerwieniały, ale tym razem nie ze wstydu.
Był wściekły.
- On komentował nawet to?
- Tak.
- „Lepiej wyglądałbyś..." urwał i spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Kurwa, co za oblech.
Kiri oddał mi telefon i kartki.
- I ty to wszystko ukrywałeś przede mną?
- Tak.
- Przez cały ten czas?
- Tak.
Pokręcił głową.
- Dlaczego, do cholery, nie powiedziałeś mi wcześniej?
- Bo bałem się, że zacznie interesować się tobą.
Kiri spojrzał na leżący na biurku metalowe koło zębate.
- Od początku chyba się interesował.
Nie odpowiedziałem.
Miał rację.
- Katsu...
Podszedł bliżej.
- To, że ktoś sobie coś takiego pisze i insynuje nie oznacza, że może cię mi zabrać.
- Wiem.
- I nie jesteś jego.
- Wiem.
- Jesteś mój.
Spojrzałem mu w oczy. Mówiłem, że nie jestem niczyją własnością, ale tak naprawdę byłem jego.
- Tak.
Objął mnie a ja odwzajemniłem uścisk od razu. Był mój i tylko mój. Przez chwilę po prostu siedzieliśmy tak w ciszy wtuleni w siebie. Aż telefon ponownie zawibrował.
Oderwaliśmy się od siebie. Spojrzałem na ekran.
Nieznany numer.
„Miło, że w końcu dzielicie się sekretami."
Kiri wyrwał mi telefon i pobladł. Pod spodem pojawiła się kolejna.
„Teraz już wiem, że muszę się ciebie pozbyć."
Po chwili przyszła kolejna
„Zabawę czas zacząć Eijiro on jest mój."
Zabrałem mu telefon i zacisnąłem palce na nim. Te wiadomości były do Eijiro co za skurwysyn wiedział, że czyta. Kiri spojrzał na mnie. Nie zdążyłem nic powiedzieć.
Czwarta wiadomość.
„Nie martw się, Katsuki. Jeszcze nie zrobiłem Eijiro i tobie nic złego."
Zamarłem Kiri również. Spojrzeliśmy na siebie. I tym razem obaj zrozumieliśmy dokładnie to samo. On nie tylko nas obserwował i zastraszał. Chciał, żebyśmy wiedzieli, że może posunąć coś do czegoś więcej, że może zrobić nam krzywdę.
CZYTASZ
Red Angel
FanfictionNie potrafię za bardzo pisać opisów. Książka głównie będzie się skupiała na relacjach pomiędzy Bakugou i Kirishimą. Bakugou podczas ataku złoczyńców ratuje Kirishimę poświęcając się. Akcja książki toczy się pod koniec drugiej klasy, oraz w trzeciej...
