Rozdział 7 ❤

3.1K 170 2
                                    

Nawet nie spodziewałam się tego co stało się dnia następnego.

***

Wstałam jak zwykle, czyli 6.30. Zeszłam na dół, aby zrobić sobie jakieś śniadanie. Zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniach, gdzie zniknęło parę rzeczy, a za chwilę przeszła koło mnie mama. Nie wiem o co chodzi, ale dziwnie to wyglądało.

-Jedziesz gdzieś?- spytałam, nie zważając, że wczoraj się z nią pokłóciłam. Ta jednak nie odezwała się tylko poszła do siebie. Było mi przykro, że mnie ignoruje, ale nie chciałam wszczynać kłótni. Wróciłam do siebie i wykonałam poranne czynności, po czym pomalowałam się. Ubrałam rurki i szary sweter. Do plecaka wrzuciłam tylko potrzebne rzeczy i wyszłam z domu zakładając kurtkę i buty, bo zrobiło się chłodniej. Jak zawsze dwa tygodnie przed wakacjami. Jeszcze tylko trochę, a wtedy będę szczęśliwa. Dwa miesiące spokoju.

Jak co dzień słuchałam muzyki. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że przed szkołą zebrał się tłum osób. Ominęłam go i weszłam do budynku. Nie miałam ochoty tego sprawdzać, więc poszłam do szatni, a potem pod klasę. Odblokowałam telefon i weszłam na tt, który stał się już moją codziennością. Nie było żadnej wiadomości. Nic. Pustka. Było mi przykro, że nie dał się wytłumaczyć, ale z drugiej strony nie będzie marnował sobie czasu na mnie. Z tymi myślami weszłam do klasy, w której niestety nie było jeszcze nauczyciela. Usiadłam i słuchałam rozmów, szumu i w końcu ciszy, ponieważ próg drzwi przekroczyła wysoka blondynka, czyli p. Klauz, nauczycielka niemieckiego. I jak zawsze na początek zrobiła kartkówkę z ostatnich lekcji. Reszta lekcji minęła na słuchaniu historii z życia nauczyciela. Po dzwonku udałam się pod następną salę i tak przez cały dzień. Miałam spokój, bo 'ich' nie było w szkole. Wróciłam do domu i doznałam szoku. Z salonu, holu i innych pomieszczeń zniknęły wszystkie jej rzeczy. Była tam tylko moje i mojego brata, którego jeszcze nie było. Dotarło do mnie, że rano szykowała się do wyjazdu. Osunęłam się po drzwiach i płakałam. Miałam tego dosyć. Ona mnie zostawiła bez pożegnania, bez wiadomości kiedy wróci.  Nie wiem kiedy, ale zasnęłam. Obudziłam się leżąc w swoim łóżku,a ostatnim co pamiętam były łzy. Wstałam i poszłam do pokoju brata skąd dobiegała głośna muzyka.

-Co robisz?- spytałam obojętnie.- Cześć.- dodałam, ponieważ na ziemi obok łóżka siedział jego kolega, Daniel.

-Rozmawiamy.- odpowiedział i wstał, podszedł do mnie.- Musimy porozmawiać. Daniel, zaraz wracam.- powiedział do przyjaciela i pociągnął mnie za rękę.

-Boli.- mruknęłam i zabrałam ją.- O co znowu chodzi?

-Po pierwsze: czemu spałaś przy drzwiach pokoju, a po drugie: gdzie jest mama? I czemu nie ma jej rzeczy, co ona odwala?

-Nie mówiła Ci nic?- spytałam zaskoczona, a zarazem smutna. Prawie ryczałam, bo nie chciałam mu mówić o tym wszystkim.

-No właśnie nie wiem o co chodzi.

-Wyjechała. Nie wiem na ile, ale miała się mną zająć ciotka i w ogóle zamieszkać tu na jakiś czas.- powiedziałam, robiąc zniesmaczoną minę.

-Gdzie wyjechała?- prawie krzyczał.

-Nie krzycz!- tym razem to ja podniosłam głos.- Nie wiem i nie interesuje mnie to! Rozumiesz? Mam tego dosyć.- dodałam podniesionym głosem i uciekłam do siebie zamykając za sobą drzwi na klucz. Leżałam, a właściwie siedziałam na łóżku przytulając się do dużej maskotki. Nie chciałam, żeby był zły na mamę, dlatego też nie powiedziałam mu o tym całym incydencie. Jednak chciałam wiedzieć gdzie ona teraz jest.

Sms.

Mama ❤ "Przepraszam za to, że cię uderzyła. Za to, że się nie pożegnałam."

JA "Nie ważne. Gdzie jesteś?"

Mama ❤ "W Niemczech, prawdopodobnie wrócę w połowie wakacji :)"

JA "Okey."

Nie odpisała, a ja poszłam się umyć i w dresie i bokserce usiadłam na łóżku z laptopem. Przeglądałam strony internetowe, a na sam koniec twitter. Jednak nie spodziewałam się, że nagle do mnie napiszę. To wszystko jest jak w najgorszym śnie, z którego chciałabym się obudzić. Wyłączyłam komputer i weszłam pod kołdrę, zasnęłam, ale po półgodzinie zostałam obudzona przez hałas. Wyszłam od siebie i poszłam do pokoju brata. Nikogo nie było. Zeszłam na dół, w kuchni łaził ten głupek i zbierał szkło z ziemi.

-Powaliło Cię? Chciałabym pospać.- powiedziałam zakładając ręce na piersi.

-Sorry, szklanka mi wypadła.

Podeszłam do lodówki z której wyciągnęłam sok, z szafki wyjęłam szklankę i nalałam sobie napój. Usiadłam przy kuchennym stole. Patrzyłam przed siebie.

-Co jest?

-Nic.

-Powiesz mi kiedyś? Zrozum, że...

-...martwię się o ciebie, bo jesteś moją siostrą.- przerwałam mu i starałam się naśladować jego głos.- Cieszę się, że się martwisz, ale nic mi nie jest.- dodałam i wróciłam do siebie. Położyłam się na łóżku, chwilę patrzyłam w sufit. Myślałam nad tym wszystkim. Nad trzema latami spędzonymi tutaj, nad latami znoszenia wyzwisk i ironicznego śmiechu. Nadszedł taki moment, że miałam wszystkiego dość, ale wiedziałam, że mam 'ich', więc miałam dla kogo żyć. Pomagali mi nawet o tym nie wiedząc.

Weszłam na grupę na facebook'u. Były dwa nowe posty. W tym jeden chłopaków.

"Hej, za dwa tygodnie, tj. pierwszy dzień wakacji (1 lipca br.) gramy koncert w rodzinnym mieście Leondre, Port Talbot. Bilety już są, będzie również możliwe spotkanie z nami. Zapraszamy, Bambino❤"

Jezu, tak blisko. Mieszkam w mieście Swansea. Nieduże miasteczko, ale bardzo blisko Port Talbot*.

Od razu zbiegłam na dół, gdzie znalazłam brata.

-Heej.- powiedziałam przeciągając i siadając koło chłopaka.

-Co chcesz?- tia, wiedział, że co chcę. Podobne techniki.

-Bo za dwa tygodnie jest koncert. I on jest w Port Talbot, baardzo niedaleko.

-I ty chcesz jechać?- spytał.

-No chyba nie biec?- oddałam z sarkazmem.

-Ale wiesz, że to nie ja decyduje?

-A kto? Mama wróci dopiero w połowie wakacji, a Amandy się nie będę pytała, bo wiesz sam, że jest złośliwa.- powiedziałam burmusząc się jak małe dziecko, ale to była prawda. Owszem, lubię ją, ale nie chcę, żeby to ona decydowała gdzie mogę iść, a gdzie zostać.- Prooszę.- dodałam przytulając brata.

-Nie wiem. W ogóle co to za koncert?

-BaM.

-Czyyli?

-Wiesz co nawet nie przyznawaj się, że zadałeś to pytanie, bo stracisz oczy.- powiedziałam i pokazałam mu język.- Pozwól mi, będziesz mógł jechać ze mną.

-Akurat ciebie bym się o zgodę nie pytał, młoda. Pojedziemy, ale jakieś bilety czy coś?

-Są po 50 funtów na M&G i koncert 20.- wyrecytowałam dokładnie i uśmiechnęłam się, szczerze. Pierwszy raz.

-Okey.

Chwilę później bilety były nasze. To znaczy moje, bo on powiedział, że zawiezie mnie i odbierze. A mi to pasowało.
Wróciłam do siebie, położyłam się na łóżku i wzięłam do dłoni telefon.

"Pierwszy, szczery uśmiech. #bambinoforever @BarsAndMelody", tweet wysłany, a ja zasnęłam.


*Nie wiem jak nazywają się miasteczka koło Port Talbot. Tzn wiem(google czyni cuda xDD), ale nie ogarniam ich rozmieszczenia, więc...

Miłego czytania, kochanii ❤ ❤

Be strong, please!  ❤‎Where stories live. Discover now