08

593 32 15
                                        

      Stary Mercedes pani domu z pewnością nie należał do tych, którymi ludzie chętnie pokazują się na mieście. Jego lata świetności przeminęły bardzo dawno temu, kiedy Cameron otrzymała go w spadku po swoim wuju. Maszyna nie tylko wyglądała tragicznie źle, ale ledwie nadawała się do użytku - hamulce nie działały tak, jak powinny, co groziło wypadkiem nawet na krótkiej trasie dom->tesco; przy każdym zakręcie samochód wybijał się z rytmu, prowadzony prawie że tajemniczą siłą prosto w drzewa. Niezależnie od jakości dróg i autostrad, nawet przy najmniejszej dziurze w betonie karoseria pojazdu zaczynała trząść okrutnie, sprawiając wrażenie, jakby zaraz wszystkie części miały się od siebie odkleić i rozlecieć na środku ulicy. Mimo tych wszystkich wad i uszczerbków, wspólnie zadecydowano, że to właśnie tym "cackiem" trójka domowników wyjedzie w góry.
      Nikt nie pytał, dlaczego wyruszą tym złomem, a nie samochodem pana Leto - którego nikt w prawdzie nie widział, ale biorąc pod uwagę jego ekskluzywny apartament, musiał mieć świetne auto. Dla Sky nie stanowiło to żadnej różnicy, dopóki okna będą otwarta, a ona będzie mogła rzucać papierkami w innych uczestników ruchu drogowego. Pani Cameron nawet nie zastanawiała się nad możliwością jazdy samochodem jej ukochanego, bo uważała, że sama jego obecność jest dla niej niczym dar z nieba i nie potrzebuje do szczęścia niczego więcej, zwłaszcza lepszego pojazdu. Jared nie zabierał głosu w tej kwestii - nie proponował, nie komentował, nie tłumaczył - po prostu wpakował walizki do bagażnika mercedesa.
      Nie pytał nikt, oprócz Miley. Odkąd jej przyjaciółka definitywnie potwierdziła, że razem z nimi wybiera się na weekend w góry, nie było już mowy o tym, żeby zmienić jej zdanie. Sky uwielbiała wycieczki, podróżowanie po zakątkach Ameryki, spanie na tylnym siedzeniu i ucieczki przez okno. Niepokój Cyrus wzrastał z każdą minutą, z którą bliżej było do wyjazdu. Próby zakazu i ostrzeżeń nie działały, dlatego na chwilę przed pożegnaniem przyjaciółki, zadała jej jedno, krótkie pytanie:
      - Dlaczego nie weźmiecie samochodu Jareda? - słowa jakby zapadły w powietrzu, nareszcie kierując uwagę Sky na to, co miała jej do przekazania koleżanka. W pierwszej chwili zmarszczyła brwi i zamyśliła się głęboko, ale im mniej przypuszczalnych odpowiedzi było w jej głowie, tym coraz bardziej odechciewało jej się tym zajmować.
      - Mówiłaś, że ma takie piękne mieszkanie, to po co zabiera was w góry rzęchem twojej matki? Nie uważasz, że to strasznie podejrzane, Sky? - jej ton głosu stawał się coraz bardziej uniesiony, ale w żaden sposób nie oddziaływał na Ferri - według niej nie ważne było dlaczego, jak ani skąd, ważne było żeby pojechać w góry i przejechać się kolejką górską za friko.
      - Widziałaś gdzieś moją czapkę z uszami pandy? W górach jest zimno - takiej odpowiedzi Miley na pewno się nie spodziewała, a brak jakiegokolwiek zainteresowania jej pytaniem wyprowadził ją z równowagi. Ze złością założyła ramiona na piersi, szykując się do opuszczenia pokoju przyjaciółki. Nie istniała najmniejsza szansa na przemówienie do rozsądku Sky, która albo nie przywiązywała uwagi do jej ostrzeżeń, albo z premedytacją je ignorowała. Bez żadnego słowa pożegnania wyszła z pokoju, na odchodnym rzucając w Ferreirę czapką z uszami pandy, która napatoczyła się pod jej buty.
       Dla Cameron wyjazd stanowił pewnego rodzaju zapieczętowanie jej związku z Jaredem, dlatego starała się zabrać swoje najlepsze ciuchy - a za namową Jareda, który niczym diabełek na jej ramieniu podpowiadał, co wziąć - spakowała w większości letnie, przewiewne sukienki. Była typem kobieta która rzadko wyruszała dalej niż okolice jej ogrodu, dlatego kompletnie nie wiedziała, jaka pogoda może być w górach. Na całe szczęście ufała swojego partnerowi i bez cienia zawahania zdawała się na wszystkie jego porady. W końcu tak inteligetny, obyty i światowy mężczyzna jak on doskonale wie co zrobić w każdej sytuacji! W tym Cameron miała stuprocentową rację - Jared doskonale wiedział, co robić.
      Wiedział też, żeby szepnąć na ucho Sky wzmiankę odnośnie odzieży. Bez zbędnego rozkazu delikatnie zasugerował, żeby zabrała cieplejszą kurtkę, bo w górach lubi zawiać chłodem. Ten spokojny i łagodny ton głosu sprawił, że dziewczynka chętnie spakowała kamizelkę z futerkiem, czapkę i rękawiczki. Wystarczy sobie wyobrazic, co by się stało, gdyby to Cameron rozkazała jej zabrać coś ciepłego - wtedy torba blondynki składałaby się ze strojów kąpielowych i okularów przeciwsłonecznych.
      Moment wyjazdu stanowił absolutnie ciekawy widok dla wszystkich sąsiadów zza płotu - kłótnia matki z córką po raz kolejny przypomniała im o tym, jak świetną frajdą jest obserwowanie ich przez okna w kuchni. Brali popcorn, siadali na blacie i obserwowali, jak Cameron wyrywa sobie włosy z głowy, chcąc odgonić córkę od zajęcia miejsca z przodu.
      - Zawsze siedziałaś z tyłu, przestań się wygłupiać! - krzyczała, zagradzając swoją sylwetką przednie drzwi od strony pasażera. Sky stała na przeciwko niej, bezczelnie żując gumę i domagając się wpuszczenia. Dodatkowym obserwatorem był Jared, który opierał się o drzwi kierowcy i z lekkim uśmiechem spoglądał na upartą minkę blondynki.
      - Teraz chce z przodu - burknęła w odpowiedzi, dłonią uderzając niemrawo o szybę samochodu. Cameron kipiała ze złości, a na samą myśl, że przez tego bachora miałaby stracić możliwość spędzenia kilku godzin ramię w ramię ze swoim bogiem, uderzała w nią ochota mordu.
      - Chce usiąść obok Jareda, mamo - jakkolwiek niewinnie te słowa zabrzmiały w oczach Cameron, dla pana Leto stanowiły wyznacznik, znak, który informował, że zmierza w dobrą stronę. Satysfakcja która zrodziła się w jego umyśle omal nie ujrzała światła dziennego, kiedy szeroki uśmiech rozpromienił jego doskonałą twarz.
      - Dlaczego się śmiejesz? To nie jest zabawne! - krzyknęła kobieta płaczliwym głosem, zdruzgotana tym, że tylko ona bierze tę sprawę na poważnie. Kręcąc głową rozejrzała się wokół, a kiedy jej wzrok napotkał gapiów w oknach, momentalnie ochłonęła. Biorąc głęboki wdech, zlustrowała postać córki, poczynając od czarnych rajstop, błękitnej spódniczki, a kończąc na białym topie z falbankami i grubym, starannie zaplecionym warkoczu, którego sama jej uczesała. - Sky, przestań się ze mną droczyć i usiądź z tyłu, jak na grzeczną dziewczynkę przystało.
      Koniec końców udało się im wyjechać spod podjazdu, z rozmieszczeniem dokładnie takim, jakim chciała Cameron. Nikt więcej tej sytuacji nie komentował, a przez pierwsze dziesięć minut jedynym źrodłem dźwięku w tej zatęchłej puszce było skrzeczące radio, które Jared starał się nastawić.
      - Musimy się zatrzymać - powtórzyła Sky po raz dziesiąty w przeciągu dwudziestu minut jazdy, kiedy powoli wyjeżdżali z miasta. W kółko tłumaczyła, że chce jej się siku i że dłużej nie wytrzyma, ale Cameron doskonale wiedziała, że robi to tylko po to, żeby zwrócić na siebie uwagę. Ze wszystkich sił kobieta starała się nie dać wyprowadzić siebie z równowagi, ani pozwolić, żeby to dziewuszko rozpraszało jej przystojnego kierowcę.
      - Pod fotelem jest cola i słomki, wypij to całe, a zatrzymamy się na postój - poradziła kobieta, uśmiechając się przy tym, chcąc sprawić wrażenie opanowanej i zaradnej kobiety. Niestety Jared nawet nie zwrócił na nią uwagi, jedną ręką trzymając kierownicę, a drugą opierając o otwarte okno. Jego wzrok balansował na przemian z ulicą przed nimi, prędkością przy kierownicy i małym lusterkiem nad jego głową, którego ustawienie pozwalało nie tylko świetnie obserwować drogę za samochodem, ale i trudzącą się ze znalezieniem picia Sky.
      Radio grało w najlepsze, raz po raz trzeszcząc i przerywając, ale Cameron i tak się podobało - przy skocznej muzyce wyobrażała sobie chociażby ślub z Jaredem, czyli jej największe marzenie i życiowy cel. Dodatkowymi dźwiękami było siorbanie i pluskanie picia blondynki, która z zainteresowaniem gryzła rurkę, dmuchała w nią i czkała, kiedy wypiła za dużo na raz.
      Ten widok niesamowicie umilał Jaredowi prowadzenie samochodu i dzięki temu prawie nie czuł obrzydliwego smrodu perfum tej baby. Zawieszał wzrok na ustach Sky, kiedy niczego nieświadoma oblizywała całą rurkę, przygryzała ją i wyginała wargi w dzióbek, unosząc przy tym brwi i wiercąc się na siedzeniu. Przy takich widokach mężczyzna mógłby prowadzić jeszcze długie lata, żałując jedynie, że to obrzydlistwo dzieli z nimi powietrze.
      - Hm? - mruknęła Sky, na tyle cicho, że zajęta marzeniami matka dziewczyny w ogóle nie zwróciła na to uwagi. Ona nie, ale Jared w pełni - od razu uniósł głowę, napotykając oczyma wbite w niego spojrzenie blondynki, która zdała sobie sprawę, że mężczyzna musi przyglądać się jej od dłuższego czasu. Ich skrzyżowany wzrok w tym lusterku trwał długie, długie sekundy, a tę maleńką sytuację otaczała magiczna aura, która już na zawsze pozostanie w głowie Jareda. W tamtej chwili mężczyzna nie do końca wiedział jak powinien się zachować, nie przypuszczał bowiem, że żyjąca w swoim świecie Sky zwróci uwagę na jego niewinną obserwację. Nie mając żadnej innej, lepszej alternatywy, po prostu uniósł kąciki warg, posyłając jej delikatny, przyjemny uśmiech. W swoich najskrytszych snach nie spodziewał się, że blondynka odwzajemni gest - a co więcej - z wesołą buzią otworzy szeroko usta, wyciągając język i oblizując dosadnie całą słomkę. Ten kokietujący postępek nie wzbudziłby w nim na tyle silnej fascynacji, gdyby nie to, że przez całe jego trwanie Sky utrzymywała z nim kontakt wzrokowy.

LolitaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz