Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

Rozdział V

659 33 2
                                        


                                                                „Na własność"

Droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Jechaliśmy już od ponad godziny mijając kolejne miasteczka i wioski, które z minuty na minutę wydawały się coraz bardziej opustoszałe.

Z westchnieniem oprałam głowę o szybę. Byłam niemal pewna, że cała sprawa z rekonstrukcją domku ciotki Leokadii przysporzy mi nie lada problemów. Nie chodziło nawet o kwestie finansowe, bo jak się okazało, wujek Lucjan był bardzo zaradnym człowiekiem i zadbał o przyszłość żony. Sporym problemem będzie sama odległość. Nawet, gdy Pan „ Patrz Na Mnie I Ubóstwiaj" orzeknie, że odbudowa jest możliwa to znalezienie porządnej firmy remontowej i nadzorowanie całego przedsięwzięcia będzie bardzo trudne...Może i Sabina udzieli mi urlopu, ale wizja zamieszkania w obcym mieście na kilka tygodni nie bardzo mi się uśmiecha.

Poza tym, co później? Jeśli ciotka zdecyduje się na przeprowadzkę ja będę musiała zostać w Gorzowie. Nie rzucę pracy ani przyjaciółek, które są dla mnie jak siostry.. Innymi słowy szykuje się niezły Armagedon.

-Masz bardzo nostalgiczny wyraz twarzy. – spojrzałam na Aleksa lekko zdziwiona. Odkąd podałam mu adres pod którym znajdowała się posiadłość ciotki nie zaszczycił mnie nawet spojrzeniem. I w gruncie rzeczy wcale mi to nie przeszkadzało.

- Jestem trochę zmęczona – odparłam zgodnie z prawdą. Sabina wycisnęła dziś ze mnie wszystkie siły witalne

- Malowanie paznokci blond-damom jest aż tak męczące?

Na jego twarzy pojawił się szemrany uśmieszek. Nikt, ale to N.I.K.T nie denerwował mnie tak bardzo, jak ten facet... sama jego obecność wyzwalała we mnie uczucia i emocje o których istnieniu jeszcze kilka dni temu nie miałam pojęcia a wizja współpracy przyprawiała mnie o dreszcze.

-Nie zaszczycę tego pytania odpowiedzią.- odparłam unosząc podbródek.

Gdy już nabrał powietrza, aby rzucić we mnie zapewne jakąś niebywale cięta ripostą rozległ się dźwięk przychodzącego SMSa. Wzięłam telefon do ręki i natychmiastowo oczy rozszerzyły mi się do granic możliwości...

                                                                              ***

Inga przetarła oczy upijając łyk kawy. Ta noc była koszmarna...za każdym razem gdy udało jej się zasnąć ukazywała jej się wściekła twarz Artura Zarzyckiego, który groził jej sądem, prokuratorem i nasyłał całą zgraję prawników pozywających ją za zniszczenie auta.

Dziewczyna potrząsnęła mocno głową chcą odgonić natrętne myśli. Zabrała wszystkie potrzebne rzeczy i ruszyła wolnym krokiem w kierunku księgarni. Zdawała sobie sprawę, że po wczorajszych wybrykach jej nadpobudliwej przyjaciółki konfrontacja z Zarzyckim będzie jeszcze cięższa. Przechodząc koło szeregu pstrokatych kamienic układała w głowie cały scenariusz tego spotkania, które było nieuniknione. Oczywiście nie miała w planach wsypać Anki...zawsze mogli zrobić to jacyś chuligani, albo ktoś, komu Pan Prezes się naraził.

-Tak. To będzie dobra linia obrony – powiedziała sama do siebie otwierając księgarnię.

                                                                              ***

Artur Zarzycki siedział wygodnie w skórzanym fotelu swojego mercedesa. Z radia sączyła się delikatna muzyka przerywana co jakiś czas głosem spiera, który z entuzjazmem opowiadał o bieżących wiadomościach z kraju i ze świata. Minęło 40 minut odkąd podjechał pod budynek starej kamienicy, gdzie pomiędzy oknami pierwszego piętra a parterem wisiał złoto czarny szyld z napisem „Księgarnia z Duszą". W skupieniu obserwował przechodniów wypatrując kobiety, którą spotkał dwa dni temu. Nie wiedział kim była, gdzie pracowała i gdzie mieszkała, dlatego wypatrywanie jej mogło trwać w nieskończoność jednak postanowił spróbować. Przypominając sobie strzępki informacji z feralnego wieczoru, kiedy to wraz z przedstawicielami władz miasta świętował rozpoczęcie nowej inwestycji mógłby przysiąc, że kobieta wychodziła z jednego z tutejszych budynków. Z drugiej strony wyobraźnia mogła płatać mu figla, bo przecież był ledwo przytomny.

Górski domekOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz