Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

Rozdział IX

530 31 1
                                        


                                                        „Gabinet pielęgniarki"

Inga idąc do pracy już z daleka zauważyła że o jeden, dobrze jej znany samochód, opiera się wysoka postać. I ewidentnie na kogoś czeka. Nie zamierzała jednak udawać, że go nie zauważyła, albo próbować uciekać. Po pierwsze nie chciała dawać mu satysfakcji, po drugie nie chciała robić z siebie idiotki, a po trzecie chciała i musiała otworzyć księgarnie na czas.

-Piękny dzień dziś mamy, prawda? – usłyszała kiedy pewnym krokiem dotarła do drzwi i próbowała otworzyć zamek.

-Prawda – mruknęła.

Artur Zarzycki podszedł bliżej i oparł się o mur spoglądając na nią z uśmiechem.

-Chętnie wszedłbym na herbatę... porozmawiał...

-Jeszcze zamknięte. Po za tym nie mam... herbaty – odparła karcąc się w myślach za to jaka głupotę udało jej się wymyślić.

Nigdy nie była dobra w ciętych ripostach. Zawsze jakiś dobry tekst przychodził jej do głowy kilka godzin później kiedy już było po sprawie. Miała świadomość, że teraz będzie podobnie.

-Szkoda... wypiję ją w takim razie u Pana Józefa – odparł i ruszył w kierunku drugiego wejścia do kamiennicy w której znajdowało się mieszkanie właściciela.

Za nim zdążyła zareagować chłopak zniknął w bramie.

Skąd on znał Podhajnego? I z jakiej racji się z nim umawiał?

                                                                   ***

Czas w pracy dłużył się niemiłosiernie. Miałam dziś tylko cztery klientki, dlatego po 13 opuściłam salon i pojechałam na zakupy ściskając w ręku listę od ciotki Leokadii. Po drodze zatankowałam auto i zadzwoniłam do Ingi.

- Houston mamy problem – westchnęłam skręcając w wąską uliczkę.- Umówiłam się z „Patrz na mnie i Ubóstwiaj" w księgarni o 18. Ciotka Leokadia o mały włos zawału nie dostała, gdy się dowiedziała, że zrezygnowałam ze współpracy z Aleksem. Przy okazji tyle wstydu się najadłam, że już kolacji nie zmieściłam.

- Ha, ha. Dobra. Po spotkaniu uzgodnimy szczegóły jutrzejszego wyjścia do klubu. Trzymaj się i uszy do góry. Skoro jest tak dobry w tym co robi powinnaś być spokojna. –Inga rzuciła z uśmiechem na twarzy i się rozłączyła.

„Tylko ja nie jestem pewna, czy wiem co sama robię"

                                                                      ***

Był piątek i księgarnia świeciła pustkami. Inga uruchomiła laptopa i rozsiadła się wygodnie w fotelu za ladą. Otworzyła plik i nieobecnym spojrzeniem wpatrywała się w monitor

„Widok zapierał dech w piersiach. ......"

- To brzmi jak przewodnik górski a nie historia będąca materiałem na książkę - Mruknęła do siebie upijając łyk kawy.

            Minęło pół roku odkąd dopisała tam ostatnie zdanie. Po rozstaniu z Igorem każda próba zakończenia powieści kończyła się na tym, że albo uśmiercała głównego bohatera albo kasowała cały rozdział, uznając że wypisuje brednie i banały. Nigdy nikomu nie zdradziła, że pisze...a raczej próbuje. Samokrytycyzm brał górę, gdy tylko pojawiał się okazja do wysłania prototypu któremuś z wydawnictw. Na swoim koncie miała już dwa zakończone opowiadania o których istnieniu wiedziała tylko....ona sama...

Górski domekOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz