„Gabinet pielęgniarki"
Inga idąc do pracy już z daleka zauważyła że o jeden, dobrze jej znany samochód, opiera się wysoka postać. I ewidentnie na kogoś czeka. Nie zamierzała jednak udawać, że go nie zauważyła, albo próbować uciekać. Po pierwsze nie chciała dawać mu satysfakcji, po drugie nie chciała robić z siebie idiotki, a po trzecie chciała i musiała otworzyć księgarnie na czas.
-Piękny dzień dziś mamy, prawda? – usłyszała kiedy pewnym krokiem dotarła do drzwi i próbowała otworzyć zamek.
-Prawda – mruknęła.
Artur Zarzycki podszedł bliżej i oparł się o mur spoglądając na nią z uśmiechem.
-Chętnie wszedłbym na herbatę... porozmawiał...
-Jeszcze zamknięte. Po za tym nie mam... herbaty – odparła karcąc się w myślach za to jaka głupotę udało jej się wymyślić.
Nigdy nie była dobra w ciętych ripostach. Zawsze jakiś dobry tekst przychodził jej do głowy kilka godzin później kiedy już było po sprawie. Miała świadomość, że teraz będzie podobnie.
-Szkoda... wypiję ją w takim razie u Pana Józefa – odparł i ruszył w kierunku drugiego wejścia do kamiennicy w której znajdowało się mieszkanie właściciela.
Za nim zdążyła zareagować chłopak zniknął w bramie.
Skąd on znał Podhajnego? I z jakiej racji się z nim umawiał?
***
Czas w pracy dłużył się niemiłosiernie. Miałam dziś tylko cztery klientki, dlatego po 13 opuściłam salon i pojechałam na zakupy ściskając w ręku listę od ciotki Leokadii. Po drodze zatankowałam auto i zadzwoniłam do Ingi.
- Houston mamy problem – westchnęłam skręcając w wąską uliczkę.- Umówiłam się z „Patrz na mnie i Ubóstwiaj" w księgarni o 18. Ciotka Leokadia o mały włos zawału nie dostała, gdy się dowiedziała, że zrezygnowałam ze współpracy z Aleksem. Przy okazji tyle wstydu się najadłam, że już kolacji nie zmieściłam.
- Ha, ha. Dobra. Po spotkaniu uzgodnimy szczegóły jutrzejszego wyjścia do klubu. Trzymaj się i uszy do góry. Skoro jest tak dobry w tym co robi powinnaś być spokojna. –Inga rzuciła z uśmiechem na twarzy i się rozłączyła.
„Tylko ja nie jestem pewna, czy wiem co sama robię"
***
Był piątek i księgarnia świeciła pustkami. Inga uruchomiła laptopa i rozsiadła się wygodnie w fotelu za ladą. Otworzyła plik i nieobecnym spojrzeniem wpatrywała się w monitor
„Widok zapierał dech w piersiach. ......"
- To brzmi jak przewodnik górski a nie historia będąca materiałem na książkę - Mruknęła do siebie upijając łyk kawy.
Minęło pół roku odkąd dopisała tam ostatnie zdanie. Po rozstaniu z Igorem każda próba zakończenia powieści kończyła się na tym, że albo uśmiercała głównego bohatera albo kasowała cały rozdział, uznając że wypisuje brednie i banały. Nigdy nikomu nie zdradziła, że pisze...a raczej próbuje. Samokrytycyzm brał górę, gdy tylko pojawiał się okazja do wysłania prototypu któremuś z wydawnictw. Na swoim koncie miała już dwa zakończone opowiadania o których istnieniu wiedziała tylko....ona sama...
CZYTASZ
Górski domek
RomantikGdy Lilianna Blak zgadza się wyświadczyć swojej ukochanej cioci niemałą przysługę jeszcze nie jest świadoma, ile zmian zajdzie w jej życiu. Pojawienie się przystojnego, ale równie irytującego architekta wywróci świat jej i dwóch przyjaciółek do gór...
