Anka przekręciła klucz w drzwiach i weszła do środka. W księgarni jak zawsze unosił się delikatny zapach lawendy i fiołków ustawionych w równych rzędach na szerokich parapetach. Gdy postawiła zakupy na ladzie stary, drewniany zegar zawieszony na frontowej ścianie zaczął wybijać godzinę dziewiątą.
Blondynka miała wyrobiony już cały schemat porannych zabiegów: pokrojone kawałki ciasta ułożyła starannie na szklanej paterze, nastawiła ekspres i zajęła miejsce za wysoką lada czekając na pierwszych klientów. Niektóre z tych rzeczy robiła niemal mechanicznie. Przez trzy lata ciężko nie wpaść w rutynę, jednak prowadzenie „Księgarni z duszą" było spełnieniem jej marzeń. Jej i Ingi. Gdy tylko pojawiła się możliwość wynajęcia lokalu i to na bardzo korzystnych warunkach nie zastanawiały się długo. Zainwestowały oszczędności stawiając wszystko na jedną kartę. Opłaciło się. Już w pierwszych miesiącach interes zaczął przynosić spore dochody. W całym Gorzowie nie było miejsca podobnego do tego. Rano księgarnie odwiedzali głownie osoby starsze, po południu natomiast gościła się tu młodzież i studenci z pobliskiego wydziału.
Anka uśmiechnęła się do własnych myśli, jednak dźwięk otwieranych drzwi wyrwał ją z zamyślenia.
- Dzień dobry, szanownej Panience. - Starszy mężczyzna energicznie podszedł do lady i ukłonił się grzecznie zdejmując beret z głowy.
- Witam Panie Józefie. Standardowy zestaw? - dziewczyna nie czekając na odpowiedź zapakowała do małego pojemniczka kawałek cista czekoladowego, który Inga upiekła wczoraj.
-Ma się rozumieć. A ma Panienka dzisiejsze wydanie „Głosu Gorzowa"?
-Oczywiście. A piszą o czymś ciekawym czy dalej rozwodzą się nad remontem mostu?
- O nie...-mężczyzna usadowił się na wysokim krześle stojącym przy ladzie i poprawił okulary na nosie - Teraz najważniejszym tematem jest budowa przytułku dla bezdomnych. A raczej jej wstrzymanie. Proszę sobie wyobrazić, droga Pani, że główny inwestor się wycofał - straszy Pan wyrzucił ręce w gróe w geście bezradności. - Na pierwszej stronie o tym piszą.
Anka wzięła do ręki egzemplarz pisma i przeczytała nagłówek „Mini centrum zamiast schroniska - mieszkańcy oburzeni". Jak się okazało, do przetargu ogłoszonym przez władzę miasta, który dotyczył sprzedaży ziemi w centrum stanęły dwie firmy. Zgodnie z wcześniejszymi porozumieniami na rogu ulicy Słowackiego i Narutowicza stanąć miał przytułek dla bezdomnych. Okazało się jednak, że był to wyłącznie pretekst do obniżenia wartości gruntu i zakupienia go za bezcen od gminy. Po ogłoszeniu wyniku przetargu, który wygrała firma „Core Copany" na oficjalnej stronie korporacji pojawiła się informacja, że na zakupionym gruncie powstanie mini centrum handlowe"
- Widziała Panienka, chamstwo w Państwie! - Pan Józef energiczne, jak na siedemdziesięciolatka, poderwał się z miejsca. Pożegnał się kulturalnie i zniknął za dużymi, przeszklonymi drzwiami.
„Prezes korporacji, Pan Artur Zarzycki w krótkim wywiadzie dla „Głosu Gorzowa" tak skomentował podjęta uchwałę: Porozumienie w sprawie budowy schroniska nie zostanie podpisane. Zarząd, na którego czele stoję zadecydował, że budowa centrum będzie bardziej opłacaną inwestycją. Z podjętych działań nie mamy obowiązku się nikomu tłumaczyć, ponieważ grunty od dwóch dni należą oficjalnie do Core Copany ."
- Palant - rzuciła Anka przez zaciśnięte zęby patrząc na niewielką, czarno - białą fotografię przedstawiającą Artura Zarzyckiego witającego się z prezydentem miasta.
-Łał, kogo tak czule nazywasz? Cześć. - Inga podeszła do przyjaciółki całując ją w policzek. Ta jednak nie odpowiedziała, tylko zwinęła gazetę w rulon i wyrzuciła do kosza. Po czym chwyciła torebkę i stanęła naprzeciwko brunetki.
- Poradzisz sobie dziś sama? Może poproszę Lili, żeby Ci pomogła?
- Daj spokój - Inga machnęła ręką. - Idź już, bo się spóźnisz. Uściskaj ode mnie Zuzę i życz jej powodzenia.
-Przedstawienie zaczyna się o 11:00, ale wychowawczyni poprosiła, żebym przyszła szybciej i pomogła jej się przebrać. Sama nie wiem, która z nas się bardziej stresuje: ja czy ona.
- Daj spokój. To najmądrzejsza sześciolatka jaką znam. Będzie cudowna.
-Mam nadzieję- Anka uśmiechnęła się szeroko. Wyjęła z torebki klucze i pobiegła w stronę auta.
***
Dochodziła 20:00. Inga upewniła się, czy wszystkie okna są zamknięte, schowała utarg do kasetki i włączyła alarm. Po chwili poczuła wibracje w kieszeni.
- Cześć Lili, przepraszam Cię, ale nie mogę teraz rozmawiać. - powiedziała Inga przeszukując torebkę- właśnie zamykam księgarnię, Oddzwonię - rzuciła rozłączając się.
Gdy w końcu znalazła gruby pęk kluczy wyszła na zewnątrz. Od razu poczuła na twarzy powiew letniego powietrza. Był środek tygodnia, dlatego uliczka była niemal opustoszała. W oddali widać było tylko grupkę ludzi siedzącą na schodach starej kamienicy/ Gdy upewniła się, że drzwi są dobrze zamknięte ruszyła w kierunku domu, lecz po chwili przystanęła gwałtownie. Kilka metrów przed nią stał mężczyzna, a raczej próbował utrzymać równowagę przytrzymując się auta stojącego na parkingu. Nie trzeba było się długo zastanawiać, aby dostrzec, że jest kompletnie pijany. Nawet nie jej nie zauważył. Uporczywie szukał czegoś w kieszenie marynarki, a po chwili wyciągnął z niej niewielki kluczyk i próbował wcelować nim do zamka.
Iga podeszła do niego pewnym krokiem i obrzuciła karcącym spojrzeniem.
- Co Pan wyprawia?! - zapytała nie czekając na odpowiedź - Rozum Panu odjęło? Chyba nie zamierza Pan prowadzić w takim stanie!
Mężczyzna z trudem podniósł głowę. Z bliska mogła dostrzec, że jest młodszy niż się jej początkowo wydawało. Jego niebieskie oczy wpatrywały się w nią przez dłuższą chwilę. Gdy już otworzył usta i chciał coś powiedzieć dziewczyna podeszłą i wyrwała kluczyki z jego rąk, po czym wrzuciła je do swojej torebki.
-Nie będę mieć na sumieniu tych ludzi, których Pan po drodze zabije.- dodała hardym głosem, po czym przeszła na drugi koniec ulicy, gdzie znajdował się postój taksówek. Po chwili
z jednej z nich wysiadł mężczyzna. Pokrótce wyjaśniła mu zaistniałą sytuację i wręczyła banknot.
-Proszę zawieźć tego mężczyznę pod adres, który poda. Jeśli kurs będzie droższy jutro się z Panem rozliczę.
Taksówkarz zapakował swojego klienta do auta i po chwili zniknął za rogiem zostawiając Ingę samą.
CZYTASZ
Górski domek
RomanceGdy Lilianna Blak zgadza się wyświadczyć swojej ukochanej cioci niemałą przysługę jeszcze nie jest świadoma, ile zmian zajdzie w jej życiu. Pojawienie się przystojnego, ale równie irytującego architekta wywróci świat jej i dwóch przyjaciółek do gór...
