7. Aniołki Charliego

544 36 4
                                        


W klubie robiło się coraz goręcej. Sakura jako jedyna musiała udawać, że dobrze się bawi, podczas gdy jej kompani nie ukrywali radości względem pięknych kobiet, chadzających w nazbyt wyzywającej bieliźnie po nazbyt diamentowym wybiegu. Wszystko tutaj było jakieś takie nazbyt.

Kiba nagle przysunął się bliżej Sakury, nie odrywając iskrzących się ze szczęścia piwnych oczu. Zdecydowanie był najszczęśliwszym facetem w całym tym klubie.

— Powinniśmy z którąś porozmawiać, wypytać o właściciela i sprawdzić stan ich kostek — szepnął wprost do jej ucha, drażniąc ją niezbyt świeżym oddechem.

Haruno zmrużyła powieki i odsunęła głowę. Bała się, że jeszcze chwila, a zacznie krzyczeć i ogłuchnie, wykrwawiając się i cierpiąc na chroniczny ból głowy.

— Cóż za przejaw geniuszu — parsknęła tylko, wykrzywiając usta w złośliwym uśmiechu. Kiba nie był jej dłużny i delikatnie pomasował zgrabne udo detektyw, obnażając tym samym swoje ostre kły. Chciał ją po prostu zdenerwować, również była zbyt spięta i mogła przykuć uwagę niechcianych par oczu. — I w dodatku padło ci na głowę — burknęła, strzepując jego rękę ze swojej nogi.

— Jestem najlepszy! — zawył, a ona przewróciła tylko oczami.

— Musisz którąś kupić, jeśli chcesz rozmawiać — powiedział nagle Arata, a Sakura zdębiała. Oczywiście Kiba był wniebowzięty takim obrotem spraw i w żaden sposób nie miała z tym problemu, ale wątpliwości wzrosły, gdy kątem oka zerknęła na Sasuke. Wcale nie chciała, by jakakolwiek z tych prostytutek dobrała się do niego. Prędzej byłaby zdolna taką kobietę udusić.

— Kupujmy zatem! — zawtórował Uchiha, a Haruno zbladła.

— Nie masz za co, stary — dodał Kiba, ratując sytuację. — Poza tym jesteśmy tutaj amatorami, niech Arata działa i postawi, skoro już nas tutaj przyprowadził.

Sasuke i barman roześmiali się głośno, ale nikt z gości nie zwrócił na nich uwagi; ludzie byli zbyt zafascynowani pokazem, żeby przejmować się dziwnym zachowaniem innych. Każdy z mężczyzn już szykował gotówkę, chyba właśnie ta ważniejsza część całej tej imprezy miała nadejść. Zrobiło się jeszcze głośniej. Wszystkie modelki stanęły na wybiegu z numerkami na szyi. Przypominało to trochę handel ludźmi, ale widać było, że nikomu to w żaden sposób nie przeszkadzało — można nawet było to porównać do wyszykowanego żywego mięsa, które później kierowano na rzeź. Wszyscy jednak czuli się dobrze i taki pokaz chyba był dla nich przejawem normalności.

Muzyka rozbrzmiała ponownie, w głośnikach leciała piosenka Jidenna o jakże trafnym tytule Long live the Chief, gdy w tym momencie na diamentowy wybieg wyszedł właściciel, podrygujący w rytm ciemnego bitu. Nie oszczędził sobie również ciekawego ulicznego tańca. Słysząc oklaski, które narastały wraz z pogwizdywaniem i wzrastającym w tle skandowanym nazwiskiem, facet wyprostował się i ukłonił, a modelki otoczyły go zwinnie i kocimi ruchami zataczały koła biodrami w rytm rapowanego utworu.

Arata zapatrzył się na brunetkę stojącą nieopodal prawego ramienia właściciela. Dziewczyna patrzyła na niego tęsknym wzrokiem, ale nie zapominała o szerokim, seksownym uśmieszku posłanym w stronę rzeszy napalonych facetów i kobiet — tak, nie dało się ukryć, że i ta sama płeć wchodziła tutaj w szczegółową kolaborację.

— Znasz ją, prawda? — napomknął Kiba, gdy tylko zauważył rozmarzony uśmiech barmana. Młody chłopak jakby otrząsnął się z amoku i spojrzał na niego z głupkowatym wyrazem twarzy. Mruknął potwierdzającą odpowiedź i już wyjął stosowną gotówkę, uprzednio ją przeliczywszy. — Zawsze jest twoja, co?

Perfidia SSOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz