Obudziłam się bladym świtem. Typowe dla mnie. Ubrałam się w ubrania z wczorajszego wieczoru, uznałam, że jeszcze da się w nich połazić. Wyszłam z pokoju, chcąc jeszcze zajrzeć do centrum dowodzenia. Kiedy byłam w głównym holu, zauważyłam jak ktoś biegł przez ogrody pałacowe. O tej porze nie uznałam tego za normalne, więc powoli przeszłam przez oszklone drzwi i znalazłam się na dworze. Alejki z żywopłotu tworzyły swego rodzaju labirynt, a dookoła nich rozciągał się ogromny trawnik kończący się wysokim murem pałacowym. Ale nie miałam czasu podziwiać. Kątem oka zarejestrowałam ruch po mojej lewej. Ktoś biegł i próbował się ukryć przede mną. Puściłam się sprintem za nim. Po przeskoczeniu żywopłotu biegłam po trawniku, a odległość między mną, a uciekinierem była już coraz mniejsza. Lata ćwiczeń wyrobiły mi doskonałą kondycję, mogłam tak biec i biec, a moje stopy ledwie dotykały ziemi. Uwielbiałam to uczucie, kochałam prędkość. Byłam już coraz bliżej, kiedy on skręcił gwałtownie za róg zamku. Od tej strony było centrum treningowe dla gwardzistów i strażnica. On serio myśli, że tam mnie zgubi? To mój teren. Przyspieszyłam. Był już na wyciągnięcie ręki. Chwyciłam uciekiniera za kaptur i przygwoździłam kolanem do ziemi.
-Co się dzieje?
Na dźwięk tego głosu poderwałam się jak oparzona.
-Cavar?! Co ty tu robisz?!
Wstał powoli i otrzepał się z kurzu. Był w czarnym dresie, włosy miał rozczochrane. Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Biegałem. Jak co rano. Nie sądziłem, że mogę przez to skończyć na ziemi. Czemu to zrobiłaś? - w jego głosie nie usłyszałam złości, może irytację, ale nie był zły.
-Wiesz, o tej porze mało kto chodzi po ogrodach, chyba że strażnicy, którzy mają obchód. Automatycznie uznałam cię za zagrożenie. - westchnęłam. - Przepraszam.
Uśmiechnął się pobłażliwie. Nie lubiłam, kiedy ludzie to robili. Myślałam, że przestali, kiedy zostałam generałem, a tu proszę.
-Każdy może się czasem pomylić, ale uprzedź mnie, kiedy następnym razem będziesz chciała mnie rzucić na ziemię. - zaśmiał się.
Zacisnęłam zęby. Jak on może być taki pewny siebie?
-Możesz być pewny, więcej się to nie powtórzy. - odeszłam w kierunku strażnicy.
-Dokąd idziesz? - zawołał za mną. Odwróciłam się.
-Muszę się zająć zabezpieczeniami zamku. Więc idę do centrum dowodzenia.
W mgnieniu oka znalazł się przy mnie.
-Idę z tobą.
Pokręciłam głową.
-Do centrum mogą wchodzić tylko wykwalifikowani gwardziści z identyfikatorami. Dokończ bieganie, a ja zajmę się swoją pracą. Spotkamy się przed twoim pokojem, w porze śniadania.
Kiwnął głową, rozumiejąc. Poszłam do centrum, gdzie już panował poranny rozgardiasz. Uśmiechnęłam się na myśl, że wróciłam do domu. Podeszłam do mojego kokpitu i przeczytałam wczorajsze raporty. Szkolenia szły dobrze, warty nie wykryły nic dziwnego. Czyli dzień zapowiada się dobrze, przynajmniej dla Gwardii. Spisałam ludzi, którzy mieli być na sali balowej podczas balu. Właśnie kończyłam, kiedy odezwał się mój brzuch. No jasne, nie jadłam jeszcze śniadania. Zatwierdziłam spis i poszłam do kuchni, witając się z moimi opiekunami. Wzięłam sobie miskę płatków i sok pomarańczowy. Jedzenie przy wspólnym stole jakoś mnie nie pociągało, więc poszłam do mojego pokoju w podziemiach. Usiadłam przy biurku, chcąc zjeść śniadanie, kiedy mój telefon postanowił się odezwać. Odebrałam, nie patrząc na ekran.
CZYTASZ
Gwardzistka
AcciónAmelie dorastała jako członek Gwardii Królewskiej, jej obowiązkiem była ochrona rodziny królewskiej i dbanie o bezpieczeństwo kraju. Teraz sprawy się nieco skomplikowały... Przyzwyczajona do prostego życia żołnierza dziewczyna wkracza w świat dworsk...
