01. are you there?

4K 232 38
                                        


  Nowy Jork

*Enigma*

— Serio? Ja ciebie zamorduję za tę ksywkę — powiedziałam, znacznie ściszając głos, w nadziei, że jedyną osobą, która mnie w tej chwili usłyszy, będzie mój współpracownik.

Machinalnie poprawiłam włosy, wiedząc, że i tak nie widać tego małego urządzenia w moim uchu, przez które się porozumiewałam. Nie podobała mi się ta sytuacja, nigdy nie rozumiałam, dlaczego zatrudniają profesjonalnych agentów, za każdym razem, gdy na byle błahym wydarzeniu kulturalnym pojawi się zagrożenie atakiem terrorystycznym. Tak było również tym razem, co absolutnie mi się nie podobało, może dlatego, że od zawsze byłam zbyt ambitna, a tego typu akcje zazwyczaj były po prostu łatwe i cóż... nudne. Oczywiście na domiar złego przydzielono mi jako partnera, mężczyznę, który na każdym kroku starał się udowodnić swoje poczucie humoru. Z drugiej strony był jednym z nielicznych osób, z zespołu, z którymi złapałam nić porozumienia. Być może dlatego, że nie byłam stąd,  więc reszta Amerykańskich agentów nie potrafiła ufać komuś, kto mógłby być potencjalnym zdrajcą.

Ohh... Nie przesadzaj. Cały zespół, wyjątkowo zgodnie zdecydował, że Enigma pasuje do ciebie idealnie. Ciebie też absolutnie nikt nie może do końca rozpracować — usłyszałam głos mojego partnera w niewielkie słuchawce, zdając sobie sprawę, że zupełnie się zamyśliłam, a on mówi o moim nowym niechlubnym pseudonimie.

— Chciałabym ci przypomnieć, że enigmę udało się rozpracować — zaznaczyłam, gryząc się w język przed powiedzeniem, że jako Amerykanin może nie pamiętać takiego drobiazgu. Nie powinnam się dziwić, że mnie nie lubią.

Rozejrzałam się po otoczeniu. Musiałam się skupić, ale dookoła było tyle ludzi, że ciężko było nawet próbować wykonać powierzone zadanie. Było tutaj mnóstwo osób, celebrytów, twarzy, które przynajmniej powinnam znać. Starałam się nie rzucać w oczy, używając najlepszego, tutejszego akcentu, na jaki było mnie stać, mimo że jak dla mnie brzmiałam komicznie.

Jeszcze o tym porozmawiamy. Zauważyłaś coś podejrzanego? Oprócz tego nieziemsko uroczego mężczyzny na balkonie przed tobą? — Spojrzałam w górę, właściwie wiedząc czego się spodziewać. Mark spoglądał na mnie stamtąd, uśmiechając się szelmowsko. Posłałam mu tylko teatralnie oburzone spojrzenie i odwróciłam, nie chcąc zwracać na siebie uwagi.

— Widzisz tego faceta w stroju ochroniarza? Tuż przy wyjściu. Jak dla mnie dziwnie się zachowuje — Mark tylko mi przytakuje, a ja przyglądam się, jak wspomniany mężczyzna znika gdzieś za drzwiami na zaplecze.

Idę za nim. Jeśli coś pójdzie nie tak to dam ci znać. Tym razem to ja się zabawię — powiedział, podsumowując kilka naszych wspólnych akcji. Zazwyczaj to Mark robił za obstawę, kiedy ja działałam. — Postaraj się nikogo nie zabić i bawić się dobrze — dodał.

— A to idzie w parze? — Spytałam i niemal natychmiast zamilkłam, widząc, że ktoś się do mnie zbliżał.

Mężczyzna po trzydziestce, wysoki w idealnie dopasowanym, niezaprzeczalnie drogim garniturze. Zapewne jedna z gwiazd wieczoru. Rzuciłam mu krótkie spojrzenie. Wyraźne rysy twarzy, można by rzec hipnotyzująco niebieskie oczy, włosy w odcieniu ciemnego blondu. Przystojny, chociaż nie zupełnie w moim typie. Kojarzę go, chociaż nie potrafię dopasować do nazwiska. Oglądam ostatnio zdecydowanie za mało filmów.

— Hej — powiedział, uśmiechając się do mnie. To zabawne, że jego akcent jest tak silny, że od razu zauważam jedną rzecz. Brytyjczyk. Nie mam też większych problemów z zaobserwowaniem, jego wyraźnego zainteresowania moją osobą. Nie powinnam ubierać tej sukienki. Pytanie, jak należało go spławić w tej sytuacji.

— Hej — odpowiedziałam nieszczególnie zainteresowanym tonem. Nie mogłam dać się wciągnąć w dyskusję. Wciąż jednak czułam na sobie jego spojrzenie.

— Jestem Tom. Tom Hiddleston. Wyjątkowo drętwo na tej imprezie nie? — Hiddleston. Właśnie, nie dziwie się, że nie zapamiętałam tego nazwiska. I tak lepiej niż ten facet od Sherlocka.

— Być może. Nie bywam zbyt często na tego typu uroczystościach — powiedziałam, mając nadzieję, że to zakończy temat.

— Szkoda

Trzeba było przyznać, że uroczo się starał, ale ewidentnie mi przeszkadzał.

Ej... Jesteś tam? Miałaś rację, że to ten facet, ale coś jest nie tak. Chodź tutaj — usłyszałam w słuchawce.  


RYZYKOWNA GRA. tom hiddleston ✔Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz