Jesteś moja skarbie

60 6 0
                                        




Otworzyłam garaż w poszukiwaniu jakieś torby. Ale to co tam zobaczyłam dosłownie powaliło mnie na kolana. Torba była na materacu, gdzie wszystko było przygotowane jak do spania. Świetnie, przewidziała wszystko. Wzięłam tą cholerną torbę i zobaczyłam małą karteczkę na szafce obok materaca.'To tak jakbyś nie miała gdzie przenocować.' Ależ ona się o mnie martwi. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.  Czym prędzej wyszłam z garażu  i z czystej ciekawości sprawdziłam czy drzwi do domu były otwarte. Zamknięte. Cudnie. Przetarłam oczy i szybko wróciłam do samochodu Lucasa, rzucając torbę na tylne siedzenie.

-Co to?- spytał. Zapięłam pas i oparłam głowę o szybę.

-Nic. Po prostu, jedźmy już.- Lucas już o nic nie pytał tylko odpalił silnik i ruszyliśmy.

***

Po dwóch godzinach objadania się przeróżnymi świństwami i oglądania komedii ,myślałam że puszczę pawia. W dodatku wszystko popijaliśmy bezalkoholowym szampanem.

-No mała powiem ci, że zaraz chyba zwymiotuje. Ale było warto. - spojrzał na swój brzuch i się po nim poklepał. Zaśmiałam się patrząc również na swój brzuch.

-Oczywiście, że było.!- prawie krzyczałam. Zjadłam zdecydowanie za dużo cukru, bo zaczęłam się histerycznie śmiać sama nie widząc dokładnie z czego.

-Nica co jest takiego śmiesznego? - spojrzał na mnie dziwnie ale po chwili sam wybuchł śmiechem prawie się plując ,co wywołało moje jeszcze głośniejsze śmianie.

-Nie-e w-ie-e-m. - próbowałam powiedzieć jednak śmiech mi to uniemożliwiał. Lucas zrobił zeza wypinając język. Wyglądał naprawdę przekomicznie. Nie mogłam wydusić z siebie żadnego dźwięku. Brzuch już mnie bolał a ja nadal wiłam się i klepałam po kolanie jak foka. Pocieszało mnie to, że Lucas wyglądał podobnie do mnie, możliwe, że nawet jeszcze gorzej.

Po jakiś 10 minutach w końcu się uspokoiliśmy i spokojnie leżeliśmy pod kocem oglądając chyba jakąś komedię romantyczną. Słabo się skupiłam na filmie a bardziej na tym, że Lucas obejmował mnie ręką. Leżeliśmy na 'łyżeczkę'. Oddech chłopaka gilgotał mój kark przez co mam ciarki na całym ciele. Jest mi naprawdę przyjemnie. A nie powinno. Nie powinnam leżeć wtulona w niego, nie powinnam go do siebie dopuszczać. Nie jestem wystarczająco dobra. Nie mogę go wplątać w moje życie. Nie chcę go skrzywdzić...

-Lucas... Powinnam już iść...- szepnęłam.

-Zostań. - wymruczał zaspanym głosem co spowodowało jego chrypkę. Moje serce fiknęło koziołka. Dlaczego on musi być taki pociągający?!

-Nie chce ci zawracać głowy...- zaczęłam

-Przestań i tak nie masz gdzie iść. Mała ,nie jestem taki głupi, wiem po co ci ta torba. Tylko szkoda, że nie ufasz mi na tyle żeby powiedzieć mi to wprost..- westchnął.

-To nie tak.. Ja po prostu..- i co ja mam teraz powiedzieć?

-Nie musisz mi się tłumaczyć. Zrozumiałem, że mi nie ufasz i wiem, że pewnie nic mi nie powiesz..Wiesz o co chodzi.- wiedziałam. Mówił o telefonie, o rozmowie której nie powinien słyszeć. Naprawdę chciałabym mu wszystko wytłumaczyć, ale nie mogę. Gdyby matka się dowiedziała..Zresztą nie wiem jakby na to wszystko zareagował.

-Lucas...

-Ale, naprawdę mi na tobie zależy i nie odpuszczę tak łatwo. Nawet na to nie licz mała. Jeszcze mnie do siebie dopuścisz i w końcu mi zaufasz.- zamurowało mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć.- A teraz już śpijmy, jutro szkoła.- przytulił mnie jeszcze bardziej do siebie i szepnął do ucha:-Dobranoc mała.

-Dobranoc Lucas.- wyszeptałam. I mimo kotłujących się we mnie emocji szybko odpłynęłam w błogi sen..

***

-Pobudka! Czas wstać! - ze snu wybudził mnie ten irytujący głos.

-Jeszcze pięć minut..-wymamrotałam zaspana.

-Jak chcesz, ale twoje tosty z Nutellą nie będą na ciebie długo czekać. - automatycznie poderwałam się na równe nogi

-Z Nutellą?! - wyszczerzyłam zęby w dużym uśmiechu. Lucas pokiwał głową z rozbawieniem i kazał mi usiąść przy stole. Zauważyłam, że chłopak jest już przebrany i ma mokre włosy. Pewnie się umył. Samej mi by się to przydało szczerze mówiąc. Kidy Lucas smarował tosty Nutellą zaczął podśpiewywać coś i kręcąc śmiesznie biodrami. Parsknęłam śmiechem.

-Co cię tak bawi słońce?- zapytał odwracając się do mnie. Miał przebiegły uśmieszek na twarzy a w ręce trzymał nóż cały z pysznego kremu.

-Ty. - zaśmiałam się widząc jak Lucas teatralnie wzdycha i strzela 'focha'.

-Pff po prostu mi zazdrościsz. - odezwał się kładąc przede mną talerz z dwoma tostami i kubkiem kawy.

-Niby czego? - mówiłam jednocześnie biorąc gryza tosta.

-Tego, że tak świetnie kręcę tyłkiem. - uśmiechnął się dumnie popijając kawę.

-Oczywiście mistrzu - zaśmiałam się a Lucas ze mną.

***

Po pysznym śniadaniu wzięłam szybki prysznic i biorąc potrzebne rzeczy z torby (Tak książki też mi tam mamusia wrzuciła. Jak ona o mnie dba!) wskoczyłam na siedzenie pasażera w samochodzie Lucasa. Po dziesięciu minutach byliśmy już na miejscu. Temperatura na dworze była dość niska, wiec szczelniej opatuliłam się płaszczykiem.

-Zimno ci?- spytał Lucas zamykając auto.

-Tylko troszkę. - jednak było mi naprawdę bardzo zimno. Idąc w kierunku budynku szkoły, Lucas objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie. Zdziwiona spojrzałam na niego.

-Cała się trzęsiesz mała. - wzruszył ramionami.

-Nie nazywaj mnie tak.

-Mi się podoba. - uśmiechnął się cwanie. Przewróciłam oczami.

-A mi nie.

-To masz problem. - ponownie wzruszył ramionami, otwierając drzwi wejściowe- Mała.- Westchnęłam tylko głośno będąc już naprawdę zirytowaną.

-Pacan. - powiedziałam otwierając swoją szafkę.

-Jak mnie nazwałaś? Nie dosłyszałem kotku.- spojrzał na mnie z góry. Skrzyżowałam ręce na piersi i zadarłam nos.

-Pacan. Nazwałam cię pacanem. - powiedziałam z pełną powagą. W sekundzie Lucas przycisnął mnie do szafki i położył ręce obok mojej głowy uniemożliwiając mi przejście. Niech to diabli.

-Cofnij to. - powiedział nachylając się tuż nad moim uchem.

-Ni-e-e.. - wydyszałam starając się opanować swój oddech, kiedy Lucas zaczął niebezpiecznie zbliżać się do moich ust.

-Jesteś pewna?- wymruczał tuż przy moich ustach patrząc mi w oczy. Na chwilę utonęłam w ich błękicie. Przeszły mnie dreszcze na całym ciele, Lucas to zauważył bo perfidnie się uśmiechnął. Dupek! bardzo pociągający dupek.

-Tak. - powiedziałam pewnie. Chłopak słysząc to przyssał się do mojej szyi. Zasysał, przygryzał, pieścił językiem. Ledwo stałam na nogach, kolana się pode mną uginały. Westchnęłam z rozkoszy. Lucas po chwili dmuchnął na miejsce ,które wcześniej pieścił i położył swoją rękę na mojej talii.

-Jesteś moja skarbie. - powiedział uśmiechając się. Szybko się wyplątałam z jego objęć  i starałam się nie myśleć o tym, że ten pacan zrobił mi cholerną malinkę. Niby przypadkiem otarłam się o niego i z powrotem skrzyżowałam ręce na piersi i z najobojętniejszą miną na jaką było mnie stać na ten moment odpowiedziałam.:

-Pomarzyć możesz. - i odeszłam kręcąc biodrami.

OdetchnijOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz