Nieudane kłamstwo.

39 1 0
                                        

       Szatynka podeszła do naszego stolika z uśmiechem tak wielkim, że zastanawiałam się jak może jej to nie boleć. Spojrzałam na nią krzywo.

-Tom! Miałeś na mnie poczekać przed gabinetem dyrektora młotku a nie na stołówce. - powiedziała i usiadła na wcześniejszym miejscu Lucasa. Właśnie. Gdzie on do cholery poszedł?

-Cześć wam, jestem Katy. - przedstawiła się i podała rękę najpierw Cam, a potem mi. Osłupiała patrzyłam na jej rękę wyciągniętą w moją stronę i niechętnie ją uścisnęłam.

-Jestem Cami, a to Nica. - odpowiedziała blondynka. Katy znowu się uśmiechnęła a Cami patrzyła na nią dziwnie.

-Gdzie poszedł Lucas? Chyba mu się śpieszyło.- powiedziała panna idealna. Poczułam lekkie ukucie w środku. Zazdrość i wielka niechęć do tej osoby. Miałam ochotę wyrwać jej te piękne włosy i zedrzeć ten uśmieszek z twarzy.

-Co cię to obchodzi?- spytałam z wymuszonym uśmiechem. Katy wyglądała na zdezorientowaną. Czy zdawała sobie z tego sprawę jaką krzywdę wyrządziła Lucasowi? Czy chociaż przez chwilę pomyślała o jego uczuciach?! Czy jest po prostu egoistyczną szma..

-Tylko zapytałam.- wzruszyła ramionami i pocałowała Toma w policzek.

Nie mogłam tak tu siedzieć, musiałam poszukać Lucasa. Usłyszałam wibracje telefonu. Kiedy go wyciągnęłam dostałam wiadomość od Lucasa, była krótka i zrozumiała- 'mój dom. teraz.czekam' Wymyśliłam kit o wyjściu do toalety i jak najszybciej skierowałam się do wyjścia. Cami mnie zabije.

***

   Lucas nie odzywał się do mnie. Zaraz po wróceniu do domu, zamknął się w swoim pokoju. Znowu.

Nie mając co robić postanowiłam wyjść pobiegać. W gimnazjum bardzo dużo ćwiczyłam, ale kiedy w moim życiu pojawiły się różne używki, skończyłam ze sportem. Najpierw wyrzucili mnie z drużyny siatkarskiej a później to poleciało jak z górki. Ubrałam ocieplane legginsy, t-shirt i ocieplaną bluzę. Końcówka października była dość ciepła, mimo wszystko. Spięłam włosy w kucyk i zasznurowałam moje buty do biegania. Włożyłam słuchawki i dałam się ponieść muzyce. Truchtałam do parku, żeby tam zrobić małe rozciąganie. Moja kondycja naprawdę spadła, nie mogłam sobie wyobrazić, że jeszcze dwa lata temu jeździłam na zawody z biegania. Kiedy w końcu dotarłam do parku, dyszałam mocno. W gardle mnie paliło i ciężko oddychało mi się przez usta. Oddech uspokoił mi się gdy skończyłam się rozciągać. Wrócić postanowiłam sprintem. Chciałam dać z siebie wszystko. Tak też zrobiłam. Czułam jak wiatr szczypie mnie w policzki, jak stopy mnie parzą, jak nogi powoli odmawiają mi posłuszeństwa. Ale ja dalej biegłam. Uciekałam. Muzyką chciałam zagłuszyć swoje myśli, jednak na darmo. Uciekałam od mamy. Uciekałam od bólu jaki mi zadała. Uciekałam od głupiej nadziei na poprawę, uciekałam od uczuć do Lucasa. Uciekałam od poczucia winy i od samej siebie. Chciałam uciec od wszystkiego. Od życia. Moje płuca płonęły, nie mogłam złapać tchu. Ujrzałam dom Lucasa i jeszcze przyśpieszyłam krzycząc z bólu. Moje policzki  były mokre od łez, a kiedy otworzyłam drzwi do jego domu, upadłam na kolana i uciekłam w ciemność..

***

LUCAS

   -Nica! Błagam otwórz oczy. - prosiłem ją, błagałem dobrą godzinę, żeby otworzyła te piękne oczy.

Kiedy zobaczyłem ją, gdy  wręcz 'wleciała' do domu i upada na kolana byłem przerażony. Nie wiedziałem co się dzieje. Wcześniej i tak byłem zdenerwowany, bo nawet nie raczyła mi wspomnieć o tym, że wychodzi. Teraz odchodzę od zmysłów, widząc ją taką bezbronną, jeszcze bledszą niż zawsze z podpuchniętymi oczami. Czekałem na karetkę. Jedynym plusem było to, że Nica oddycha. Bardzo płytko, ale oddycha. Nie wiem co się stało. Siedzę przy szpitalnym łóżku nadal prosząc, żeby otworzyła oczy. Jednak chyba gorsze od stanu zdrowia Nikki, jest fakt ,że jest nieletnia a to wiąże się z zawiadomieniem jej mamy. Naprawdę nie mam pojęcia do czego jej mama jest zdolna, ale z tego co wiem Nica raczej nie byłaby z tego faktu zadowolona.

Na sale wszedł lekarz z jakąś kobietą. Spojrzałem na nią krzywo i wtedy dopiero zwróciłem uwagę na uderzające podobieństwo. To była pani Black. Matka Nicy. Była ubrana w elegancką koszulę i ołówkową spódnice, do tego buty na koturnie. Jej trochę ciemniejsze blond włosy spięła w wysokiego koka. Wyglądała  jakby dopiero co wróciła z pracy. Spojrzałem w jej zielone - tak zielone oczy. Nie widziałem w nich troski, przerażenia czy choćby skruchy. Nic. Zwykła.. obojętność.

-Jak Pani widzi, córka jest nadal nieprzytomna, wydaje się nam, że po prostu zemdlała z odwodnienia i osłabionego organizmu, dodatkowo duży stres mógł pogorszyć sprawę. Poza tym, pani córka ma spore blizny na plecach i siniaki może Pani to wyjaśnić? -odezwał się lekarz.

Pani Black się oburzyła i spojrzała na lekarza z pogardą.

-Czy pan coś sugeruje?! Moja córka, bardzo dużo i regularnie ćwiczy, trenuje siatkówkę i koszykówkę a na jej nieszczęście jest strasznie niezdarna. Przyszłam tu podpisać papiery i zobaczyć w jakim stanie jest córka a nie po to, żeby wysłuchiwać jakiś oskarżeń.

- Moim obowiązkiem jest o to zapytać.- odpowiedział lekarz i poprosił Panią Black o pójście do gabinetu podpisać te papierki.

Jedna rzecz mnie zastanawiała. A właściwie to dwie.

Pierwsza: Dlaczego Pani Black była tak obojętna na zdrowie córki i zachowywała się tak jakby mnie tu w ogóle nie było.?

I druga: Dlaczego skłamała?














Heeej bardzo was przepraszam, za taką długą nieobecność. Postaram się to jakoś naprawić i częściej pisać. A na ten czas dziękuje tym, którzy czytają tą opowieść i nadal są ze mną.! :)

OdetchnijOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz